Wielkie szlagiery są solą piłki nożnej. Od jej „odmrożenia” w Niemczech kibice mogli obejrzeć kilka ciekawych spotkań, jednak od początku było wiadomo, że tym zdecydowanie najważniejszym będzie wtorkowe starcie pomiędzy Borussią Dortmund i Bayernem Monachium. Oba zespoły są w formie, oba walczą o mistrzostwo kraju i chociaż tym razem Der Klassiker zostanie rozegrany przy pustych trybunach, to można w ciemno zakładać, że emocji w nim nie zabranie.
Przed nami 125. Der Klassiker (fot. Reuters)
Przed przymusową przerwą spowodowaną pandemią koronawirusa, Bayern liderował w tabeli i miał cztery punkty przewagi nad Borussią. Spekulowano, że w przypadku przedwczesnego zakończenia sezonu, taki właśnie układ pozwoli Bawarczykom zdobyć kolejny tytuł mistrzowski. W Dortmundzie nie chcieli się z tym pogodzić i ku ich zadowoleniu, pojawiła się możliwość dogrania do końca kampanii.
Już derbowy mecz z Schalke pokazał, że wicelider jest dobrze przygotowany do finiszu rozgrywek. Borussia nie dała rywalowi żadnych szans, chociaż jak się okazało zaledwie tydzień później, pokonanie Die Knappen wcale nie należało do najtrudniejszych zadań. Podczas minionego weekendu podopieczni Luciena Favre’a odprawili z kwitkiem Wolfsburg, a chociaż w dwóch meczach wywalczyli komplet sześciu punktów, to nie odrobili ani jednego do Bayernu.
Robert Lewandowski i spółka także bowiem nie próżnowali. Mistrzowie Niemiec pokonali na wyjeździe Union Berlin, a następnie zaaplikowali pięć goli Eintrachtowi. W obu tych spotkaniach wspomniany Polak wpisywał się na listę strzelców, dzięki czemu nadal prowadzi w klasyfikacji najskuteczniejszych piłkarzy Bundesligi. „Lewy” czuje już jednak na plecach oddech Timo Wernera i jeśli chce potwierdzić swoje aspiracje sięgające piątej armaty dla króla strzelców, to byłoby dobrze, gdyby również w klasyku zdobył gola.
Warto pamiętać, że Lewandowski walczy także o inne cele. Kapitan reprezentacji Polski nadal ma możliwość ustanowienia swojego najlepszego strzeleckiego wyniku w lidze (do tej pory trafiał podczas jednego sezonu maksymalnie trzydzieści razy), a oprócz tego wciąż ściga się z Gerdem Muellerem i jego rekordem sprzed kilkudziesięciu lat. Niemiec zdobył w pojedynczej kampanii aż 40 goli, a chociaż jego dogonienie nie będzie łatwe, to „Lewy” nie złożył jeszcze broni.
Tyle o Lewandowskim, ponieważ we wtorkowy wieczór gra będzie toczyła się o coś więcej niż indywidualne rekordy. Bayern wciąż prowadzi w tabeli, jednak jego przewaga jest dość wątła. Gdyby więc Borussia wygrała klasyk, wtedy dystans pomiędzy oboma czołowymi zespołami zmniejszyłby się do zaledwie jednego punktu i w perspektywie kilku pozostałych do rozegrania kolejek walka o tytuł nabrałaby temperatury, której już dawno w Niemczech nie doświadczono.
Wiadomo, że Bayern przystąpi do meczu w Dortmundzie bez kontuzjowanego Thiago Alcantary. Na murawie Signal Iduna Park nie zobaczymy również pauzujących od dłuższego czasu Nicklasa Sule, Philippe Coutinho czy Corentina Tolisso.
Jeśli zaś chodzi o BVB, to Favre na pewno nie będzie mógł skorzystać z usług Nico Schulza i przede wszystkim Marco Reusa. Ten ostatni wciąż ma problemy zdrowotne i nie wiadomo, czy w tym sezonie będzie jeszcze w stanie pomóc swojej drużynie. Dobrą informacją jest z kolei powrót Matsa Hummelsa, a pod znakiem zapytania stoi występ Jadona Sancho.
W Dortmundzie bardzo mocno liczą na atut własnego stadionu, nawet jeśli nie pojawią się na nim kibice. O ile bowiem Borussia radzi sobie ostatnio bardzo słabo na Allianz Arenie, to już na Signal Iduna Park jest w stanie rywalizować z Bayernem jak równy z równym. Po raz ostatni Bawarczycy wygrali na terenie BVB w listopadzie 2017 roku, a od tego czasu doznali z tym rywalem dwóch wyjazdowych porażek.
Dla lidera, który pozostaje niepokonany w Bundeslidze od siedemnastu kolejek i wygrał dwanaście z ostatnich trzynastu meczów, wtorkowy klasyk będzie więc sprawdzianem generalnym formy. Podopieczni Hansiego Flicka z sześciu poprzednich delegacji w lidze zawsze przywozili komplet punktów i gdyby ta sztuka udała się im po raz siódmy, to wydaje się, że tylko jakiś kataklizm mógłby ich pozbawić tytułu mistrzowskiego.
Kibice BVB szczególnie mocno przed wtorkowym starciem liczą na swoją nową wielka gwiazdę, czyli Erlinga Haalanda. Napastnik od momentu styczniowego transferu strzelał jak na zawołanie i w dziesięciu dotychczas rozegranych meczach ligowych zdobył aż dziesięć goli! Po raz pierwszy przyjdzie mu się jednak potykać się z Bayernem i po raz pierwszy zagra przeciwko Lewandowskiemu.
– Nasz rywal dokonał stosownych korekt w defensywie i dzięki temu zyskał w tyłach ważną stabilność. Spodziewam się, że BVB nie rzuci się na nas od początku, a będzie chciała kontrolować mecz i solidnie pilnować obrony – stwierdził Hansi Flick, trener Bayernu. – Samo spotkanie będzie oczywiście wyjątkowe, nawet jeśli na trybunach nie pojawią się kibice. Nam nie pozostaje nic innego jak zaakceptować obecną sytuacje i nie szukać żadnych wymówek – dodał.
Wtorkowy klasyk nie będzie na pewno ostatnim w karierze Łukasza Piszczka. Były reprezentant Polski, którego awizuje się do gry w podstawowym składzie, przedłużył przed kilkoma dniami swój kontrakt z Borussią Dortmund.
Najbliższe starcie na linii Dortmund – Monachium będzie już 125. w historii (licząc wszystkie fronty). Lepszym bilansem może pochwalić się Bayern, który wygrał 58 meczów. BVB odniosła 32 zwycięstwa, a 34 starcia kończyły się remisami. Bawarczycy strzelili w tym czasie 235 goli, natomiast Borussia 152. Widać więc jak na dłoni, że jeśli oba te zespoły spotykają się na boisku, to kibice – tym razem przed telewizorami – mogą być pewni gradu bramek.
Sensacja w Monachium! Bayern przegrał z Augsburgiem [WIDEO]
Bawarczycy doznali pierwszej porażki w sezonie 25-26. Pierwszymi pogromcami ekipy Kompany'ego okazał się derbowy rywal – FC Augsburg, który w ostatnim kwadransie zdobył dwie bramki na wagę trzech punktów.