Fernando Santos dzisiaj oficjalnie przestanie pełnić funkcję selekcjonera reprezentacji Polski. Portugalczyk przez dziewięć miesięcy współpracował z Polskim Związkiem Piłki Nożnej i tak naprawdę niczego dobrego po sobie nie zostawia.
Listy pozytywów w zasadzie nie ma. Santos nie zbudował żadnego piłkarza, nie przebudował drużyny narodowej, nie potrafił rozstać się z zawodnikami, którzy od dawna niewiele wnoszą do gry biało-czerwonych. Zostawia drużynę na przedostatnim miejscu w eliminacjach mistrzostw Europy, mimo że trafił na najłatwiejszych rywali od wielu lat i awans wydawał się formalnością, a już dzisiaj, w połowie września, musimy wyciągać kalkulatory i liczyć warianty, aby zakwalifikować się na Euro…
W 2023 roku w reprezentacji Polski nie zadebiutował ani jeden zawodnik. To pierwsza taka sytuacja w ekipie biało-czerwonych w XXI wieku. Nigdy wcześniej nie było bowiem takiego roku kalendarzowego, w którym nie pojawiłaby się nowa twarz w koszulce z orzełkiem na piersi. Ktoś może zarzucić, że nie było kandydatów. Czy to prawda? Każdy selekcjoner potrafił kogoś odkryć dla drużyny narodowej. Dlaczego zatem Santos nie chciał przyjrzeć się z bliska na przykład Michałowi Rakoczemu z Cracovii, który w młodzieżówce błysnął formą na minionym zgrupowaniu? Dlaczego nie wpuścił ani razu Bena Ledermana, którego przecież powoływał w trakcie rundy wiosennej? Akurat środek pola w żadnym meczu pod wodzą Santosa nie funkcjonował dobrze, więc powinien szukać rozwiązań.
Santos zostawia drużynę rozbitą, pozbawioną pewności siebie. OK., w starciu z Mołdawią piłkarze są sami sobie winni za porażkę, bo wypuścić dwubramkowe prowadzenie z drużyną z dalekich miejsc w rankingu FIFA to naprawdę duża sztuka. Ale co Portugalczyk wymyślił na Czechów? Czym chciał zaskoczyć Albańczyków? Ta drużyna była kompletnie pozbawiona jakiegokolwiek pomysłu na grę ofensywną. Wszystko ograniczało się do rozegrania do boku i dośrodkowania w pole karne…
Kulesza zapowiadał, że Santos będzie miał też wpływ na rozwój trenerów oraz polskiej młodzieży. No i faktycznie miał. Przez dziewięć miesięcy odbył jedną wizytę na zgrupowaniu reprezentacji Polski U-17 w Siedlcach oraz zaprosił kilku reprezentantów młodzieżówki przed czerwcowym zgrupowaniem na treningi. Żadnego jednak nie zostawił, aby wysłać im chociaż minimalny sygnał, że są realnie brani pod uwagę przy powołaniach, a nie tylko mają wypełnić liczbę zawodników na treningu, aby można było popracować ze starszymi reprezentantami… Ponoć był pomysł, aby zatrzymać jednego młodzieńca, ale ostatecznie upadł z niewiadomych powodów…
Portugalczyk zostawia po sobie spaloną ziemię. Nie oczyścił kadry, nie wyczyścił atmosfery, nie zbudował relacji z piłkarzami, nie wykreował niczego… Następca będzie musiał najpierw zająć się posprzątaniem bałaganu, który zastanie po Santosie, a dopiero później zacznie układać klocki po swojemu…