Wystarczyło, że trzech napastników Barcelony: Leo Messi, Luis Suarez i Ousmane Dembele doznało kontuzji, a okazało się, iż produkcja wybitnych piłkarzy w La Masii nie skończyła się wraz z wypuszczeniem na świat Sergio Busquetsa. Rafinha, Carles Perez i Ansu Fati rozegrali w drugiej kolejce z Betisem doprawdy świetne zawody, a Barca z nimi w ataku rozbiła rywala 5:2.
LESZEK ORŁOWSKI
Jeśli ktoś ma bardzo dużo pieniędzy, szuka sposobów ich jak najszybszego wydania. Nie będzie osobiście szlifował pięknego diamentu, tylko kupi gdzie indziej gotowy brylant, nawet jeśli jest mniej urodziwy niż ten, który można by samemu sobie zrobić. I tak się od wielu lat dzieje w Barcelonie; zbytnie bogactwo staje się jej przekleństwem. Gdy Neymar odszedł do PSG, całą kasę za niego otrzymaną, od razu, jakby w ataku paniki, wzmaganej zresztą przez nerwowe reakcje niecierpliwych z natury rzeczy kibiców, wydano na, jak się okazało, byle kogo. Philippe Coutinho, choć jest świetnym piłkarzem, nie potrafił znaleźć sobie miejsca w systemie gry Barcy, zaś Dembele ma tak pstro w głowie, że szkoda na niego czasu. Z pewnością lepiej byłoby, gdyby wtedy do duetu Leo Messi – Luis Suarez dołączył na stałe któryś z wychowanków: na koncie byłoby więcej kasy, a trofeów z pewnością nie mniej, bo wkład Brazylijczyka i Francuza w ostatnie mistrzostwa Hiszpanii był minimalny.
Błyskotliwie i dojrzale
A latem temat Neymara wrócił i to mimo sprowadzenia Antoine’a Griezmanna. Chce go u swego boku widzieć Messi. Są hiszpańscy dziennikarze twierdzący, że manifestowane publicznie przez prezydenta Bartomeu i jego ludzi zainteresowanie gwiazdą PSG miało jedynie zadowolić Messiego, pokazać mu, że się staramy spełnić jego życzenie, jednak to chyba jest pogląd upraszczający sprawę. Wiele osób w zarządzie po prostu uważa, iż ostatnia „działająca kombinacja” (od odejścia Neymara Barca nie wygrała Ligi Mistrzów) jest jedyną, która może zapewnić powrót na europejski tron. To myślenie mocno magiczne, ignorujące fakty, ale cóż, nie wszyscy jesteśmy dziećmi Kartezjusza.
Po co Barcelonie Neymar, po co Dembele, skoro atak z Rafinhą, Perezem i Fatim rozbił Betis? To oczywiście też pytanie postawione niewłaściwie. Jednak wniosek, iż Barca na pewno nie potrzebuje więcej niż trzech renomowanych napastników, bo z rolą zmienników poradzą sobie wychowankowie, jest chyba prawidłowy. Tylko tym wychowankom trzeba dać pograć. Jeden, jak Fati, wejdzie na boisko i w pierwszym kontakcie z piłką ośmieszy rywala, zaś drugi, jak Perez, najpierw musi kilka razy zmarnować wysiłek kolegów, nim w końcu strzeli gola. Inny będzie potrzebował zgoła kilku meczów, żeby zagrać na miarę talentu. Ludzie bowiem są różni, mają różnie ukształtowaną psychikę, nie można oczekiwać, że będą jednakowo reagować na stres. A w Barcelonie w ostatnich dziesięciu latach takie właśnie były oczekiwania względem młodych graczy z La Masii: każdy, który pojawiał się na boisku, miał od razu zagrać i błyskotliwie, i dojrzale, bo inaczej fora ze dwora; przecież gracz, za którego zapłacono miliony euro nie będzie patrzył z ławki, jak w swoim rytmie dojrzewa na boisku jakiś gówniarz.
Dlatego ostatnią dekadę dziejów Barcy można skwitować trawestacją znanego porzekadła: cudzego pożądacie (i za nie słono płacicie), swego nie chcecie poznać.
W zniszczonych butach
Po takim debiucie, jaki zaliczył Fati, nie można po prostu umieścić go teraz w lodówce, zesłać do zespołu rezerw, w którym zresztą ani razu dotychczas nie zagrał, wyjęty przez Ernesto Valverde prosto z drużyny Juvenil A. Messi lepiej nie zadebiutował w 2004 roku, Vinicius nie zagrał lepiej w Realu, niż Fati przeciwko Betisowi. A może przy okazji skorzysta także Carles Perez?
Skąd się wziął ten cały Fati? Otóż z Gwinei Bissau. Jego rodzina, z tatą Borim, mamą Marią de Lurdes Vieirą i starszym synem, wyemigrowała do Andaluzji w 2010 roku. Gdy Ansu miał 10 lat i kopał piłkę w Sevilli, dokąd trafił z Escuela de Futbol de Herrera, zainteresowali się nim szperacze Realu Madryt. Do rodzinnego domu państwa Fati wybrał się jednak jeden z szefów La Masii Albert Puig i przekonał, że najlepszym wyjściem dla chłopca będą przenosiny do Barcelony. Sevilla puszczała go bez żalu, nie wiązano z nim większych nadziei.
Już rok później najbardziej zagorzali fani Barcy chodzili na mecze jedenastolatków, żeby obejrzeć w akcji cudowny duet Fati – Takefusa Kubo. Chodzi o tego samego Japończyka, który niedawno został wypożyczony z Realu Madryt do Mallorki. Z Barcelony musiał przed dwoma laty wrócić do Japonii z powodów proceduralnych, a potem wybrał Los Blancos. Fati natomiast został w Katalonii. Gdy pewnego dnia zmarnował karnego i usłyszał żartem od trenera, że jeśli jeszcze raz to zrobi, wróci do Sevilli – w następnym meczu strzelił 8 goli.
W poprzedniej kampanii był gwiazdą ekipy Barcy, która grała w UEFA Youth League: strzelił 4 gole i zaliczył 3 asysty. Obecny sezon zaczął pod wodzą prowadzącego Juvenil A Victora Valdesa.
– Narzekał, że boli go noga. Poprosiłem, żeby pokazał mi buty. Były niskiej jakości i w złym stanie. To przez nie zawodnik miał dolegliwości stopy. Natychmiast zabrałem go do sklepu i kupiliśmy mu nowe obuwie – ta opowieść Valdesa brzmi trochę jak z gatunku science fiction, lecz pokazuje, że jednak w La Masii nie wszystko jest zorganizowane do końca profesjonalnie. Przecież sprawa dotyczy zawodnika, z którym Barcelona akurat podpisała pięcioletni kontrakt z klauzulą odejścia wynoszącą 100 milionów euro! Gdy plaga kontuzji dotknęła napastników Barcy, Valverde niespodziewanie powołał Fatiego na mecz z Betisem.
– Nie mogliśmy w to uwierzyć. A kiedy syn wchodził na boisko w 75 minucie, popłakaliśmy się razem z żoną – opowiadał pan Bori. W trakcie tych 15 minut, jakie na nim spędził kiwając niemiłosiernie rywali klubu z Sewilli, liczba jego followersów na instagramie wzrosła z 65 do 300 tysięcy.
A Carles Perez? Fati urodził się w 2002 roku, Perez zaś w 1998, a z rodzinnego Granollers przybył do La Masii w 2012. Może dlatego że dłużej czekał na debiut (mówimy w jego przypadku o debiucie w wyjściowym składzie), miał więcej związanych z nim obaw i nie od razu wskoczył na optymalny poziom? W końcu jednak pokazał, że był szkolony jak Messi, na lewonożnego prawoskrzydłowego, że ma ten sam profil co gwiazdor, potrafi zagrać to samo, co gra Argentyńczyk, choć oczywiście nie tak samo. Zasługuje na kolejne szanse, przy pewnej dozie cierpliwości będzie z niego zawodnik do pierwszej jedenastki.
Dwa dni po meczu z Betisem kataloński „Sport” doniósł, iż kierownictwo Barcy podjęło decyzję, że albo uda się kupić Neymara, albo do zespołu nie dołączy już żaden napastnik, a grać będą Fati i Perez.
Co z Puigem?
To nie jest tak, że od dziesięciu lat wychowankowie Barcelony nie dostępują zaszczytu debiutu w pierwszym zespole. Wręcz przeciwnie, w każdym sezonie paru pojawia się na kilka bądź kilkanaście minut w jakimś meczu. W rozgrywkach 2018-19 Ernesto Valverde posłał do boju siedmiu graczy z La Masii. Byli to: Riqui Puig, Albel Ruiz, Moussa Wague, Collado, Chumi, Miranda i Cuenca. Problem w tym, że to, co każdy z nich i z poprzedników z wcześniejszych lat zaprezentował na boisku, nie miało większego znaczenia. Gdy tylko zdrowie lub siły odzyskiwał podstawowy gracz na danej pozycji, młodzian wracał do szeregu. Musiał się notorycznie wyróżniać, by w końcu zahaczyć się (to chyba trafne słowo) gdzieś na marginesie pierwszego zespołu. To jest przypadek Sergiego Roberto, który od lat występuje w FCB, ale nigdy na serię spotkań nie dostał miejsca w podstawowej jedenastce na tej samej pozycji, albo Carlesa Alenii. Obaj to dobrze wyszkoleni i utalentowani playmakerzy, ale mający swój styl, do którego musieliby dostosować się napastnicy. A ci są niecierpliwi, chcą, żeby nowy pomocnik wchodzący do zespołu grał jak rutyniarz, którego miejsce zajmuje. Messi i Suarez wciąż tęsknią za Xavim i Iniestą, a z obecnych rozgrywających preferują Rakiticia. Ale winni zrozumieć, że tamci dwaj nie wrócą, a Chorwat młodszy nie będzie, i wykazać się większą elastycznością.
Koronnym przykładem złego traktowania wychowanków przez trenerów jest Riqui Puig. Drugi rok z rzędu ten już 20-letni zawodnik był gwiazdą pretemporady, czyli letnich sparingów. I nic – przychodzi sezon, a on nadal gra w rezerwach. Przecież nie było w ostatnich latach w kadrze Barcelony zawodnika bardziej podobnego do Iniesty niż on! Valverde widzi to inaczej.
– Puig będzie występował w sezonie 2019-20 w rezerwach, ponieważ jego styl bardziej pasuje do nich niż do pierwszego zespołu. Powinien się cieszyć z takiej decyzji, bo co tydzień będzie grał, a ja też go jeszcze spróbuję – powiedział.
Kpi? O drogę pyta? Niedowidzi? – tak można było skwitować te słowa dotyczące zawodnika, który dysponuje zjawiskową techniką i szybkością, a na boisku stale szuka niebanalnych rozwiązań. Ciekawe, czy coś takiego powie wkrótce o Fatim? Jeśli tak, jego los będzie chyba przesądzony. Kibice FCB mają już dosyć kapryśnych gwiazdorów. Chcą znowu widzieć w zespole chłopaków z La Masii. Nadchodzi rewolucja.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W OSTATNIM NUMERZE (36/2019) TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Real Madryt show! Kosmiczna akcja Królewskich [WIDEO]
Real Madryt wygrał 2:0 z Espanyolem, a dubletem popisał się Vinicius Junior. Przy drugim golu Brazylijczyka cudowną asystę piętą zaliczył Jude Bellingham.
Świętowanie Barcelony odroczone, dublet Viniego daje Realowi zwycięstwo nad Espanyolem
Real Madryt pokonał w delegacji Espanyol 2:0, zachowując tym samym swoje iluzoryczne szanse na zdobycie tytułu mistrzowskiego. Sprawdź, jak do tego doszło!