Chwilowy koniec Barcy, zadekretowana wielkość Realu
Jak przewidywałem, pierwsze spotkania hiszpańskich gigantów w 1/8 finału Ligi Mistrzów istotnie pokazały prawdę o ich obecnej sytuacji. Kilka dni temu można było mieć wątpliwości, który z nich jest słaby, a który mocny. Jak się okazało, Copa del Rey zaciemnił obraz, bo przecież Real odpadł w ćwierćfinale w Celtą Vigo, a Barca zmogła w półfinale Atletico.
W Champions League było inaczej. Przeciwko PSG Barca zaprezentowała się jak swoja własna młodzieżówka. Wszystko działo się za szybko dla jej piłkarzy, boisko było za duże, bramka przeciwników za mała, a własna – przeogromna. Katalończycy zaprezentowali się katastrofalnie taktycznie i fizycznie, w dodatku zawiedli jeden po drugim wszyscy jej zawodnicy. MNS jeszcze nie raz zabłyśnie, ale dla Andresa Iniesty nadszedł chyba kres gry w wielką piłkę. Jednak najgorszy był brak ducha, widoczny niedostatek więzi między trenerem, a zawodnikami. Barca jest bardzo wrażliwa na relacje szkoleniowca z futbolistami. Przeciwko PSG zagrała tak, jak przeciwko Bayernowi za kadencji Jordiego Roury, który nie miał w szatni żadnego autorytetu albo przeciwko Atletico pod wodzą Taty Martino, z którym piłkarze nie mieli ochoty współpracować. Teraz też najwyraźniej skreślili Lucho, po długich wahaniach opowiedzieli się jednak przeciwko temu trenerowi. Nie ma, moim zdaniem, szans na to, by poprowadził zespół po wakacjach.
Natomiast Real udowodnił swa grą coś wręcz przeciwnego: pełną komunię piłkarzy z Zinedinem Zidanem. Cristiano Ronaldo i koledzy chcą walczyć dla tego trenera, z radością wypełniają jego polecenia. Zaprezentowali przeciwko Napoli idealną mieszankę wyrachowania i entuzjazmu. I pokazali klasę. Gdy grali na sto procent tłamsili włoskiego rywala bezlitośnie, nie dając mu pograć w piłkę. Gdy nieco poluzowali, co jest nieuniknione w każdym meczu, Włosi pokazywali zęby, starali się kąsać, ale wielkiej krzywdy Hiszpanom nie robili – bo gol Lorenzo Insigne był jednak w dużym stopniu przypadkowy. Zawodnicy Los Blancos uznali po jego stracie, że potrzebują wyniku 3:1 i nie odpuścili, dopóki nie strzelili przeciwnikom trzech goli. A potem woleli nie ryzykować straty drugiego po kontrze, niż zabiegać ze wszystkich sił o swojego czwartego.
Koniec epoki wielkiej Barcy jest, jak sądzę, równie daleki, jak był owej wiosny 2013 po 0:4 i 0:3 z Bayernem. No, może trochę bliższy, bo Messi posunął się w latach i trzeba – bagatela – znaleźć nowego Iniestę. Odrodzi się, tyle że najprędzej jesienią bieżącego roku. Natomiast jeśli Real utrzyma aktualną formę fizyczną, to niczego nie będzie mu brakowało, by jako pierwszy dwa razy z rzędu wygrać Ligę Mistrzów.
Burza po meczu Barcelony. UEFA ma podjąć radykalną decyzję
Nie milkną echa hitowego meczu Ligi Mistrzów. Atlético Madryt wygrało 2:0 z FC Barceloną na Camp Nou i jest o krok od awansu do półfinału. Jednak więcej niż o wyniku mówi się dziś o pracy sędziego.
Potężna kontrowersja w meczu Barcelony z Atletico. Sędziowie nie zauważyli ręki?
W drugiej połowie spotkania FC Barcelony z Atletico doszło do kuriozalnej sytuacji. Le Normand chwycił piłkę ręką po podaniu od swojego bramkarza. Żaden z sędziów nie zauważył tego zagrania.