Chelsea uciekła katu spod topora tuż przed wykonaniem egzekucji. Londyńczycy już w doliczonym czasie gry uratowali remis w starciu z Wolverhampton Wanderers (1:1).
Eden Hazard uratował Chelsea (fot. Reuters)
Dla podopiecznych Maurizio Sarriego, którzy po przegranym finale Pucharu Ligi, zdołali wrócić na właściwe tory, niedzielny mecz z Wolves był tym z kategorii, które trzeba bezwarunkowo wygrać. Nie mogło jednak być inaczej. Swoje spotkanie przegrał bowiem w sobotę Tottenham, a wiadomo było, że podczas wielkiego klasyku w północnym Londynie, punkty straci Arsenal lub Manchester United, a niewykluczone, że oba zespoły.
W takiej sytuacji, walcząca o miejsce w TOP 4 Chelsea po prostu musiała wykorzystać szansę i w przypadku zwycięstwa wrócić do gry nawet o podium.
Zgodnie z przewidywaniami, londyńczycy od początku przeważali na boisku, jednak nie miało to przełożenia na ilość i jakość okazji na otworzenie wyniku. W polu karnym gości dwoił się i troił Gonzalo Higuain, ale jeden jego strzał został zablokowany, a drugi był niecelny
Wolverhampton grało z kolei bardzo mądrze, udowadniają, że nie bez kozery znajduje się w górnej połówce tabeli. „Wilki” napsuły już w tym sezonie krwi kilku faworytom, dlatego przybyły na Stamford Bridge bez kompleksów i z widoczną chęcią wywalczenia kolejnych punktów.
Ospałość i brak pomysłu Chelsea na grę została w końcu skarcona. W 55. minucie gości wyszli z szybkim atakiem i chociaż był to wypad siłą zaledwie dwóch graczy, to jak się okazało – przyniósł im gola. Kompletnie pogubiona obrona „The Blues” nie była w stanie zatrzymać Raula Jimeneza, a ten wpadając w pole karne i mając przed sobą jedynie bramkarza, nie miał prawa się pomylić.
Gospodarze próbowali dogonić bardzo dobrze zorganizowanego rywala, ale po prostu nie mieli tego dnia zbyt wielu asów w rękawie. Wszystkie ataki rozbijały się obronny mur „Wilków” i z każdą upływającą minutą niespodzianka zaczęła stawać się faktem.
W Premier League trzeba jednak grać do końca i goście boleśnie się o tym przekonali. W doliczonym czasie gry na indywidualną szarżę zdecydował się Eden Hazard, który w akcie rozpaczy zdecydował się na uderzenie z dystansu i jak się okazało, trafił idealnie. Rui Patricio był co prawda bliski odbicia piłki, ale uderzenie było zbyt dobre i zbyt mocne, by je zatrzymać.
50 – Eden Hazard has now scored 50 Premier League goals at Stamford Bridge; only Man Utd (5) have had more players score 50+ home goals in the competition than @ChelseaFC (also Lampard and Drogba). Exclusive. #CHEWOLpic.twitter.com/e1eXTmCGRN