Były gracz Legii wytyka błędy w meczu z GKS-em. „Nic nie mogli zrobić”
Legia Warszawa tylko zremisowała z GKS Katowice 1:1, do 12 przedłużając serię meczów bez zwycięstwa. Podział punktów przy ul. Nowej Bukowej nie zdziwił byłego gracza "Wojskowych", Tomasza Sokołowskiego.
W Katowicach Legia prowadziła 1:0 po trafieniu w 26. minucie Wahana Biczachcziana. Gospodarze za sprawą Borji Galana wyrównali jednak tuż przed przerwą. O ile w pierwszej połowie, podopieczni Marka Papszuna mieli kilka dogodnych okazji do zdobycia bramki, o tyle w drugiej części rywalizacji, praktycznie nie zagrozili już Rafałowi Strączkowi.
– Legioniści nadal mają trudności w kreowaniu sytuacji. Ich ilość jest niewystarczająca, żeby zespół strzelał więcej bramek – mówi były gracz „Wojskowych”, Tomasz Sokołowski w rozmowie z portalem WP Sportowe Fakty.
– Do tych problemów z przodu dochodzi także fakt, że drużyna nadal traci bramki, szczególnie po stałych fragmentach gry. To też ma wpływ na to, że te mecze albo przegrywa, albo remisuje. Ponadto pojawiają się indywidualne błędy, mają miejsce urazy, które utrudniają starania, aby kadra była jak najmocniejsza – dodaje.
Dlatego też piłkarza Legii z lat 1996-2005 absolutnie nie dziwi fakt, że jego młodsi kolegi do stolicy wrócili bez trzech punktów. – Stracona bramka, plus korekty w przerwie, sprawiły, że GKS zaczął grać lepszą piłkę, z kolei Legia tak naprawdę niewiele zrobiła, aby ten mecz wygrać. O ile jeszcze defensywa stanowiła monolit i nie popełniła kluczowego błędu, o tyle w przodzie nic nie mogli zrobić, wykreować bramkowej sytuacji. To też pokazuje, jakim zespołem jest teraz Legia, że pewniej się czuje, gdy ma przewagę jednej bramki czy nawet dwóch – podkreśla.
Po sobotnich spotkaniach w ligowej tabeli Ekstraklasy nadal mamy jeden wielki ścisk. Dość powiedzieć, że przedostatnia Arka Gdynia traci tylko 6 punktów do 6. Rakowa Częstochowa.