Spotkanie Brighton i Arsenalu mogło uchodzić za jedno z wydarzeń siódmej kolejki Premier League. Przyniosło ono jednak bezbramkowy remis, będący wynikiem nieskuteczności piłkarzy obu drużyn.
Passa meczów podopiecznych Mikela Artety bez porażki trwa. (fot. Reuters)
Piłkarze Mew i Kanonierów zaliczają się do grupy drużyn, które ostatnio prezentowały wysoką formę. Być może nawet są na jej czele. Ani jedni, ani drudzy nie przegrali żadnego z minionych trzech spotkań ligowych. Pierwsi zgromadzili w nich siedem punktów, a drudzy dziewięć. Ich potyczka uchodziła więc za jedno z wydarzeń siódmej kolejki angielskiej ekstraklasy.
Do przerwy wynik był adekwatny do opisanej wyżej dyspozycji Brighton i Arsenalu, ale nie do końca zgodny z obrazem gry. Gospodarze przeważali i raz za razem niepokoili defensywę gości. Ben White i Kieran Tierney mieli pełne nogi roboty. Londyńczycy ocknęli się dopiero w końcówce pierwszej połowy – choć wcześniej w słupek trafił Pierre-Emerick Aubameyang – ale bramki nie zdobyli. Na telebimie z wynikiem niezmiennie widniało więc 0:0.
Druga połowa także obyła się bez goli. Szukał ich między innymi Jakub Moder, który na przestrzeni 78 minut, jakie spędził na boisku, oddał dwa niecelne uderzenie z dystansu. Szczęścia próbowali też Neal Maupay oraz Shane Duffy. Bez skutku. Najlepszą szansę Kanonierów zmarnował natomiast Emile Smith Rowe, który w dobrej sytuacji nie zdołał przechytrzyć Roberta Sancheza.
Rywalizacja zakończyła się bezbramkowym remisem. Obie drużyny kontynuują passę spotkań ligowych bez porażki. Brighton zaprowadziło to na piąte miejsce w tabeli Premier League. Arsenal – na dziewiąte.