– Nie strzeliłem karnego i dlatego Lech nie miał szansy zdobyć Pucharu Polski. Ktoś musiał nie strzelić. Gralibyśmy do skutku i padło na mnie. Jest mi przykro – powiedział Bartosz Bosacki, którego przestrzelona „jedenastka” zadecydowała o tym, że Puchar Polski po raz 14. w historii zdobyła Legia
Te zespoły w finałach zmierzyły się po raz czwarty. Oba mają po dwa triumfy. Było kiedyś 5:0 dla Legii. Było tak, że po karnych wygrał Lech. Było i tak, że był lepszy w dwumeczu. W Bydgoszczy znowu karne dla Legii. Już w pierwszej serii Wojciech Skaba obronił strzał kapitana Lecha. Wcześniej i potem wszyscy trafiali. 5:4 dla Legii.
– Mecz był naprawdę emocjonujący. Szkoda, że skończył się dla nas tak jak się skończył, bo w pierwszej połowie mieliśmy okazje, żeby podwyższyć prowadzenie i to pewnie by wystarczyło. Takie jednak jest życie sportowca. Musimy wyczyścić głowy i powalczyć w lidze. W poprzednim sezonie wytykano nam, że dlatego zostaliśmy mistrzami Polski, bo wcześnie odpadliśmy z pucharu i mogliśmy skoncentrować się na lidze. Nie możemy się takimi rzeczami zasłaniać. Teraz niby miało być odwrotnie. Przegraliśmy w finale, ale jakoś trzeba było do tego finału dojść. Liga jest bardzo wyrównana. Moim zdaniem ta liga jest lepsza niż kiedyś. W następnych latach poziom pójdzie do góry. Do końca sezonu jesteśmy w stanie pokazać dobrą piłkę. A w następnym Lech znowu będzie walczyć o to o co musi walczyć, czyli o najwyższe lokaty w lidze. Nie straciliśmy jeszcze szansy na udział w europejskich pucharach. Nadal walczymy – powiedział Bosacki, który po wręczeniu medali zdobył się na ładny gest, kierując Lechitów w kierunku legionistów, by pogratulować im zdobytego trofeum.
Podopieczni Daniela Myśliwca odnieśli kolejne zwycięstwo w tym sezonie. W sobotę, o iście rosołowej porze, Piast Gliwice podjął Cracovię i wyszedł z tego starcia zwycięsko. Obejrzyj bramki i najciekawsze akcje spotkania.