„Bez przedpotopowej defensywki, liczę na futbol wyważony”
Maciej Żurawski był na trzech dużych turniejach. Dwukrotnie na mundialu i – już jako kapitan – wyprowadzał drużynę na premierowy mecz Euro 2008 z Niemcami. Jak widzi obecną reprezentację Polski tuż przed jej pierwszym meczem w finałach ME?
Z jakimi nastrojami oczekujesz mistrzostw Europy? Sporo mówiło się po awansie, że właściwie nie mamy żadnych wygórowanych oczekiwań w stosunku do tej reprezentacji, ale ja już zauważyłem po Ukrainie, że balonik nieco został napompowany. Nie przez piłkarzy czy trenera, ale kibice znów złapali wiatr w żagle. Poczuli, że może być dobrze. W niuanse mało kto wnikał, liczyły się dwie cenne wygrane z porządnymi drużynami. Tym razem nie zapala mi się jednak czerwona lampka, raczej zielona, czyli kolor nadziei. Mimo widocznych deficytów da się zauważyć, że drużyna Probierza potrafi budować akcje w urozmaicony sposób, w rożnych wariantach taktyczno-personalnych, potrafi być dokładna w szybkiej grze.
Jesteś wynikowcem, czy liczy się dla ciebie wrażenie? Przedpotopowa defensywka wsparta fortuną nie będzie motorem rozwoju polskiej piłki. Liczę na futbol wyważony. Żebyśmy też pokazali zęby i potrafili przeciwnika przestraszyć, choć będą momenty, kiedy w niskim pressingu okopiemy się przed szesnastką. To naturalne. Komentowałem przed Euro mecz Francuzów z Luksemburgiem i były chwile, że wicemistrzowie świata nisko ustawieni bronili się przed rywalem. Liczę więc, że doczekamy momentów, kiedy to my będziemy prowadzić grę. Istotne jednak, byśmy akcje kończyli strzałami, bo w przeciwnym razie możemy nie zdążyć zorganizować się w obronie.
Dodatkowo strasznie mocno napompowane były balony. W 2002 roku – wiadomo. W 2006 – też, bo wydawało się, że grupa łatwa. W 2008 – byliśmy przecież świeżo po pokonaniu Portugalii… Dobrze, że teraz tego nie ma.
Turniej to nieco inna para kaloszy niż nawet eliminacje. Tam presja może zjeść. Zgadza się. Aczkolwiek z doświadczenia wiem, że zawsze podstawą będzie przygotowanie fizyczno-taktyczne, dopiero później mentalne. Jeśli masz moc, to biegasz, pressujesz, a mocne ekipy nie lubią takich rywali.
Byłeś na trzech imprezach. Dwóch mundialach i jednym Euro. Wiesz, z czym to się je. Tak, z tym że trochę inne były okoliczności. Od kilku lat regularnie kwalifikujemy się na duże imprezy, tymczasem w 2002 pojechaliśmy na mundial po 16 latach nieobecności. Dla każdego z kadrowiczów to wszystko było nowe. Ja dodatkowo nie zagrałem ani jednego meczu u Jerzego Engela w eliminacjach. Euro 2008 niby było trzecią naszą imprezą w XXI wieku, no ale pierwszą z cyklu mistrzostw Europy. O niczym innym się nie mówiło i pisało, jak tylko o długo wyczekiwanej premierze w rywalizacji z zespołami ze starego Kontynentu. Znów czuliśmy się trochę jak nowicjusze, a w głowach się kotłowało. Dodatkowo strasznie mocno napompowane były balony. W 2002 roku – wiadomo. W 2006 – też, bo wydawało się, że grupa łatwa. W 2008 – byliśmy przecież świeżo po pokonaniu Portugalii… Dobrze, że teraz tego nie ma.
Jest za to grupa doświadczonych graczy. To też. Wielu z nich ma już w CV kilka turniejów rozegranych. Robert Lewandowski czy Wojciech Szczęsny pojechali przecież na swoje czwarte Euro. Tworzą grupę zawodników funkcjonującą od lat w piłce na najwyższym poziomie, także, a może przede wszystkim, klubowym. No i wiedzą jak smakuje sukces. Bo Euro 2016 było sukcesem, bo wyjście z grupy na mundialu w Katarze, też trzeba tak ocenić.
To może być przewagą reprezentacji Polski. „Nie zna swojego zespołu pod wieloma aspektami”
Na konferencji prasowej przed finałem baraży o awans do MŚ selekcjoner reprezentacji Polski, Jan Urban, zwrócił uwagę, że Graham Potter poprowadził szwedzką kadrę dopiero w trzech spotkaniach.
Urban o Zalewskim. „Nie możemy sobie na to pozwolić”
Nicola Zalewski nie zagrał w spotkaniu z Albanią z powodu zawieszenia za kartki, ale w jutrzejszej konfrontacji ze Szwecją na pewno zobaczymy go na murawie.