Wydawało się, że sprawa związana z głośnym buntem Kepy Arrizabalagi podczas spotkania z Manchesterem City w finale Pucharu Ligi została już definitywnie zamknięta. Jak się jednak okazało, wcale tak być nie musi.
Przypomnijmy, że pod koniec dogrywki we wspomnianym meczu, bramkarz Chelsea odmówił zejścia z boiska, wprowadzając tym samym w prawdziwą furię Maurizio Sarriego. Menedżer londyńczyków był tak wściekły na młodego Hiszpana, że chciał zejść do szatni, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie.
Arrizabalaga pozostał ostatecznie na boisku i to właśnie on, a nie Willy Caballero, bronił w konkursie rzutów karnych. Chelsea nie zdołała jednak wygrać, a po spotkaniu na głowę bramkarza posypały się prawdziwe gromy. Klub ukarał go grzywną w postaci jednej tygodniówki (195 tysięcy funtów), a także odsunął od gry w ważnym spotkaniu z Tottenhamem, a chociaż podczas meczu z Fulham Kepa ponownie stanął między słupkami bramki Chelsea, to jego przyszłość na Stamford Bridge wcale nie jest pewna.
„El Confidencial” donosi bowiem, że oprócz Sarriego, wściekły na zachowanie Hiszpana był również obserwujący finał na Wembley Roman Abramowicz, właściciel klubu. Tuż po końcowym gwizdkom miał on polecić swoim dyrektorom, by ci zrobili wszystko, co w ich mocy, by sprzedać w lecie niepokornego golkipera.
Oczywiście, Sarri mógłbym zablokować taki ruch swojego szefa, ale Abramowicz już nie raz i nie dwa udowadniał, że nie bardzo liczy się ze zdaniem zatrudnianych przez siebie trenerów i jeśli będzie chciał pozbyć się Arrizabalagi, to tak się stanie, nawet, jeśli miałby na tym stracić finansowo. Inna sprawa, że nie wiadomo, czy wspomniany menedżer dotrwa w klubie do lata i to on będzie decydował o kolejnych ruchach transferowych.
24-latek trafił do londyńskiego klubu w lecie ubiegłego roku z Athletiku Bilbao. Chelsea zapłaciła wtedy za niego 80 milionów euro i gdyby zdecydowała się na jego sprzedaż po zaledwie jednym sezonie, to jest wątpliwe, by odzyskała wszystkie zainwestowane pieniądze.