Arek Milik: Złoty chłopak z wrodzoną zdrowotnością
Arkadiusz Milik to złoty chłopak! Niezależnie od ostatecznych wyników plebiscytu na nagrodę Golden Boy wychowanek Rozwoju Katowice nie tylko może, ale powinien być tak odbierany przez kibiców polskiego futbolu. Z prostego powodu. Jeszcze niedawno martwiliśmy się o to, kto może być w reprezentacji Polski dublerem Roberta Lewandowskiego, a teraz o wiele bardziej zasadne jest pytanie: kiedy Arek dogoni Lewego?! Dlatego nie mieliśmy żadnych wątpliwości, który z naszych piłkarzy zasługuje na szczególne potraktowanie w świątecznym numerze tygodnika „Piłka Nożna”. Zapraszamy do lektury, bo nakreśliliśmy taki portret Milika, jaki wcześniej znało bardzo niewiele osób. Naprawdę bardzo mało…
Miał osiem lat, gdy jego brat głosił wśród swoich znajomych odważną tezę. – Zobaczycie, Arek będzie grał w przyszłości w reprezentacji – mówił, po czym wszyscy go wyśmiewali i kazali zejść na ziemię. Teraz Arek strzela gole dla kadry, a ci sami znajomi klepią Łukasza po plecach i powtarzają, że przed kilkoma laty miał nosa. – Dzisiejsza pozycja i forma Arka to efekt wielu lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń – mówi „PN” Łukasz Milik. – To nie kwestia nosa, to kwestia głowy.
Arek nie miał łatwego dzieciństwa. Gdy był w zerówce, rodzinę opuścił ojciec. W domu się nie przelewało. Na osiedlu „N” w Tychach o złe towarzystwo nie było trudno, szczególnie gdy w domu brakowało silnej, ojcowskiej ręki. W alkohol, papierosy, a później mocniejsze atrakcje wpaść można było niepostrzeżenie, kto więc wie, czy w ogóle powstałby ten artykuł, gdyby nie Sławomir Mogilan, były obiecujący piłkarz, do dziś pracujący w Rozwoju Katowice jako trener młodzieży, oraz Łukasz, brat Arka.
(…)
Dla Arka świat poza futbolem nie istniał. Pewnego razu wracał samochodem wraz z Mogilanem i bratem ze sportowego obozu w Chybiu. Dzień wcześniej zjadł zapiekankę, którą strasznie się zatruł. – W drodze do Katowic zwymiotował. Jak to w takich dość nieoczekiwanych sytuacjach bywa, problem był spory, bo Arek nie oszczędził niczego i nikogo w odległości metra od siebie, a od razu z samochodu zaplanowana była przesiadka w pociąg do Włocławka, bo wraz z drużyną miał jechać na turniej. Namawialiśmy go, żeby został w domu, bo jest chory, na dodatek nie ma czystej kurtki. Arek się jednak zawziął, koniecznie chciał zagrać i pomóc kolegom – opowiada Łukasz. W końcu rodzice innych chłopaków z drużyny poratowali Arka czystą kurtką, wraz z bratem wsiadł do pociągu i pojechał na zawody. Cały pierwszy dzień młody piłkarz przeleżał w łóżku, dopiero w drugi dzień turnieju wyszedł na boisko. – Sytuacja jest zabawna, ale pokazuje, jaki jest Arek i jaki ma stosunek do futbolu: to gość krnąbrny i uparty, a w piłce jest zakochany na zabój – mówi starszy Milik.
(…)
Kiedy Adam Nawałka po raz pierwszy zobaczył Arka na treningu Górnika, doznał… deja vu. To znaczy, że wcześniej widział już piłkarza o podobnym potencjale w mniej więcej podobnym wieku. Ten pierwszy nazywał się Paweł Brożek i w analogicznym okresie kariery miał bardzo podobne parametry do Milika. Czyli nie tylko kontrolę nad piłką, ciąg na bramkę, zmysł do gry, ale i kreatywność. Obu wypatrzonych przez obecnego selekcjonera młokosów różniła tylko noga, którą zagrywają i strzelają (w przypadku Brozinha prawa). To znaczy na pierwszy rzut oka różniła tylko noga, bo podstawowa odmienność okazała się zupełnie inna. W języku Nawałki nosi nazwę: zdrowotność.
Młodzi czytelnicy nie mają prawa tego pamiętać, ale Nawałka w połowie lat 70. był uznawany za nie mniejszy talent niż obecnie Milik. Wtedy był porównywany tylko do jednego polskiego rówieśnika, mianowicie do Zbigniewa Bońka. O ile jednak Zibi zrobił międzynarodową karierę, a nawet – wręcz oszałamiającą – o tyle obecnemu selekcjonerowi zabrakło właśnie… zdrowotności. Nękany przez kontuzje, apogeum formy osiągnął w wieku 22 lat i przedwcześnie zakończył grę na wysokim poziomie. Dlatego później, już jako trener, zwracał szczególną uwagę na ten aspekt u zawodników, których prowadził. Bo wiadomo – jeśli ktoś nie ma odpowiedniego zdrowia, nie rozwinie się na miarę własnego talentu. I o ile Brożek, a podobnie skonstruowany jest również jego brat bliźniak Piotr, po tygodniu intensywnych treningów musiał trzy dni odpoczywać, o tyle młody Milik okazał się pod tym względem… cyborgiem.
Zatem miłość od pierwszego wejrzenia, którą ówczesny trener Górnika zapałał do umiejętności 16-latka, z biegiem tygodni tylko nabierała intensywności. Okazało się bowiem, że zawodnik ma ogromny zapał do pracy, nie wyobraża sobie opuszczania treningów, a poza tym nie tylko nie łapie urazów, ale też świetnie się regeneruje, bo ma końskie zdrowie. A skoro dwa niezbędne do gry na wysokim poziomie parametry zgadzały się w przypadku nastolatka wychowanego w Rozwoju (Nawałka miał powiedzieć już po pierwszych zajęciach: – To będzie światowy piłkarz. Ma papiery, co widać gołym okiem!), niedziwne, że zrobił wszystko, aby nie dać się ograć Legii w wyścigu po kartę Arka.
(…)
Paweł Kapusta, Adam Godlewski Współpraca: Michał Czechowicz
Cały artykuł w najnowszym, świątecznym numerze tygodnika „Piłka Nożna”! Już w kioskach!
Ellis Simms zostanie powołany do reprezentacji Polski? [WIDEO]
Ellis Simms zgłasza akces do gry z orzełkiem na piersi. Czy waszym zdaniem napastnik Coventry City powinien być brany przez Jana Urbana pod uwagę jako opcja na pozycji numer dziewięć?
Jakub Piotrowski został zmieniony już w 15. minucie ligowego meczu Udinese z Lazio. Chwilę wcześniej reprezentant Polski złapał się za brzuch i sygnalizował problemy zdrowotne. Po spotkaniu klub przekazał szczegóły dotyczące jego stanu.
Moder przekazał nowe wieści o zdrowiu. „Wciąż mam dolegliwości w kolanie”
Jakub Moder wciąż nie jest zdolny do gry, a ponadto jego kariera w klubie stanęła pod znakiem zapytania. Reprezentant Polski odniósł się do wszystkich kwestii w rozmowie z Foot Truck.