Anży Machaczkała na zakręcie. Dlaczego się nie udało?
Najpierw mistrzostwo Rosji, a potem zawojowanie całej Europy. Właśnie taki plan miał właściciel Anży Machaczkała, Sulejman Kerimow. Ambicje miał spore, możliwości finansowe także, jednak budowa piłkarskiej potęgi na skalę światową mu się nie powiodła. Dlaczego?
Eto’o i Willian – obecnie żadnego z nich nie ma już w Machaczkale
Jeszcze kilkanaście miesięcy temu z przeprowadzką do stolicy Dagestanu łączono czołowych piłkarzy świata. Nie miało znaczenia to ile będą kosztować i ile będą zarabiać. Anży było stać na każdego i za każdą cenę. Nic więc dziwnego, że klub bardzo szybko przeszedł do transferowej ofensywy, Kerimow wyciągnął portfel i pojechał na zakupy. Miał co wydawać, ponieważ na co dzień zajmuje się przemysłem paliwowym, a jego nazwisko dość regularnie pojawia się w rankingu najbogatszych ludzi świata magazynu „Forbes”.
Klasy kupić nie można
Od 2011 roku do Machaczkały trafiło wielu dobrych zawodników, piłkarzy o znanych nazwiskach i chyba nie znajdzie się wśród nich żaden, który nie byłby przynajmniej trochę przepłacono. Na początku było spokojnie, transfery Julcineia, Diego Tardellego, Roberto Carlosa i Mbarka Boussoufy przyjęto z zadowoleniem, jednak Kerimow dopiero się rozkręcał. Kolejne miliony euro poszły na takich zawodników jak Jurij Żyrkow, Balazs Dzsudzsak, Chris Samba i Samuel Eto’o. To właśnie transfer Kameruńczyka był tym najgłośniejszym, nie tylko z powodu tego, że Inter Mediolan pozbył się jednego ze swoich ówczesnych liderów, ale także z powodu zarobków samego zawodnika. Eto’o inkasował za każdy rok gry w Anży bagatela, 20 milionów euro i to na rękę, już po odliczeniu podatku! Nikt chyba nie powie, że tego typu pensja dla piłkarza to normalna sprawa. Z drugiej jednak strony, kto bogatemu zabroni wydawania tak ogromnych pieniędzy?
Podczas kolejnego okna transferowego do Machaczkały ściągnięto jeszcze Williana, Lacinę Traorę czy też Ewertona. Wydatki rosły, a wyników na miarę oczekiwań właściciela wciąż nie było. W sezonie 2011-12 Anży skończyła na piątym miejscu w ligowej tabeli, rok później było już lepiej, ale trzecia lokata to nadal było zdecydowanie zbyt mało. Brakowało również awansu do Ligi Mistrzów i promocji oraz pieniędzy z nią związanych. Na zachodzie Europy wszyscy już wiedzieli, że gdzie tam w głębi Rosji jest taki klub jak Anży, jednak mało kto traktował go na poważnie, bardziej niczym dojną krową, której można wcisnąć niechcianego zawodnika i dobrze na tym zarobić. Wydawanie dziesiątek milionów euro nie sprawiło nagle, że Machaczkałę można było stawiać w szeregu z takimi firmami jak CSKA, Spartak czy Zenit.
Z tej mąki chleba nie będzie
Po fatalnym początku obecnego sezonu z klubem pożegnał trener Rene Meulesteen. Wcześniej szczytów z Anży nie zdobyli ani wspomniany wcześniej Roberto Carlos, ani także Guus Hiddink, a skoro porażkę poniósł nawet holenderski cudotwórca, to coś musiało być na rzeczy. Problem zaczął także dostrzegać sam Kerimow, który z dnia na dzień podjął decyzję o zakręceniu kurka z pieniędzmi i wystawieniu praktycznie wszystkich piłkarzy na listę transferową. Budżet klubu z 180 milionów nagle skurczył się do zaledwie 50-70 milionów, a do Machaczkały niczym stado sępów na padliną, „zlecieli” się wysłannicy innych klubów, którzy wyczuli możliwość zrobienia dobrego interesu.
Niestety, wszyscy ci którzy chcieli zarobić na nieszczęściu – umownym – Anży, srodze się zawiedli. Kerimow, który przecież na gromadzeniu bogactw i ich pomnażaniu zna się jak mało kto, nie dał się wykiwać. Z klubem podczas tego lata pożegnali się m.in. Eto’o, Samba, Gabułow, Willian, Kokorin, Denisow, Żyrkow, Boussoufa i Diarra. Na tej wyprzedaży, właściciel ekipy z Dagestanu zarobił ponad 136 milionów euro, a niektórych zawodników sprzedawał z naprawdę sporym zyskiem.
Nauczka na przyszłość
Każdy kij ma jednak dwa końce. Anży czeka okres głębokich reform, nieco rozsądniejszego wydawania pieniędzy i budowania drużyny z myślą o przyszłości, a nie kilku najbliższych miesiącach. Zapowiedziano także odważniejsze stawienie na zawodników lokalnych, na co jednak potrzeba czasu. Obecnie klub czeka okres przejściowy i niezwykle trudny okres, ponieważ w lidze Anży ma ogromne problemy ze zdobyciem jakichkolwiek punktów i jeśli szybko nie wyjdzie z dołka – a przy tak rozbitej kadrze może być o to trudno – to czeka ją zacięta batalia o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywek.
Kerimow zaś na własnej skórze przekonał się, że piłka nożna, to nie tylko pieniądze. Możliwe, że zrozumiał jak ważny jest klimat wokół klub, spokój w szatni, brak kosmicznych kominów płacowych i mimo wszystko położenie geograficzne. Umówmy się, jeśli jakiś piłkarz będzie na tyle dobry, by zainteresowały się nim czołowe, lub przynajmniej średnie kluby europejskie, to raczej nie będzie się wahał mają w drugiej dłoni ofertę z Machaczkały, Groznego czy innego Władywostoku. Jeśli jednak kimś podobne wątpliwości targać będą, to widać ma nieco inne priorytety w swoim życiu.
Liga rosyjska finansowo stoi na mocnych fundamentach (czytaj na fundamentach położonych przez miejscowych oligarchów), ale pod względem atrakcyjności, oprawy, tradycji i historii nie jest dla tych największych (poza kilkoma wyjątkami, które jednak potwierdzają regułę) żadnym magnesem. W Anży chcieli zbudować coś z niczego, ale zapomnieli, że nie wszystko da się kupić. Niech więc ten przykład będzie przestrogą, a być może jakiś znudzony rosyjski miliarder uzna, że warto zainwestować nieco bardziej na zachód i przypadkowo trafi do Polski. Dlaczego by nie? Stąd do podboju całej Europy jest znacznie bliżej.
Sebastian Szymański w zimowym oknie transferowym zamienił Fenerbahce na Rennes. Teraz okazuje się, że ofensywny pomocnik po zaledwie pół roku może wrócić nad Bosfor.
Świetny dzień Polaków w 2. Bundeslidze! Dwóch piłkarzy z golem
Kapitalne popołudnie na zapleczu niemieckiej ekstraklasy przeżywają Dariusz Stalmach oraz Maik Nawrocki. Obaj zawodnicy wpisali się na liście strzelców w swoich spotkaniach po znakomitym uderzeniu głową.
Polak wygrywa z rewelacją Ligi Mistrzów i zalicza świetny występ. „Zamierzam wykorzystać swoją szansę”
Albert Posiadała zimą wrócił do Molde z wypożyczenia do Samsunsporu. W ostatnich tygodniach wszedł do bramki niebiesko-białych – od tego momentu zespół Martina Falka nie przegrywa. A ostatnio pokonał rewelację tego sezonu Ligi Mistrzów, Bodo/Glimt.
OFICJALNIE! Porto definitywnie wykupiło Kiwiora! Wysoka klauzula odejścia
Jakub Kiwior jest już pełnoprawnym zawodnikiem FC Porto. Portugalski klub zdecydował się na wykupienie go z Arsenalu FC. Poznaliśmy wszystkie szczegóły transakcji.