Nieoczekiwanie w głębokim dołku znaleźli się piłkarze Manchesteru United na przełomie 2011 i 2012 roku. Podopieczni Sir Aleksa Fergusona przegrali kolejny mecz z rzędu!
I przyznać należy, że Diabły w środowym spotkaniu z Newcastle na porażkę jak najbardziej sobie zapracowały. Goście nie imponowali skutecznością i popełniali sporo błędów, a z drugiej strony o swojej znakomitej formie przypomniał Demba Ba. Urodzony we Francji Senegalczyk prezentuje ostatnimi czasy genialną dyspozycję strzelecką, co udowodnił w 33. minucie meczu. Nie jego trafienie było jednak wiśnią na torcie, a kapitalne uderzenie z rzutu wolnego Yohana Cabaye.
Udokumentowaniem nieporadności gości z Manchesteru było w środę samobójcze trafienie Phila Jonesa w ostatnich sekundach meczu.
Bez dwóch zdań najbardziej z ostatnich „osiągnięć” piłkarzy z czerwonej części Manchesteru cieszą się ich rywale zza miedzy. Liderujący Obywatele ograli wczoraj Liverpool FC i znów odjechali United na trzy punkty. Wielkie nadzieje drzemią jednak także w głowach i sercach kibiców oraz samych piłkarzy Tottenhamu. Jeśli Koguty zdobędą trzy oczka w zaległym meczu, zrównają się punktami z Czerwonymi Diabłami!
W drugim, środowym meczu Bolton ograł na wyjeździe Everton 2:1 (0:0). Spotkanie przyniosło niebywałą wręcz sytuację – gola na 1:0 dla gospodarzy zdobył z obrębu… własnego pola karnego Tim Howard. Bramkarz Evertonu wykorzystał mocno wiejący wiatr i wpakował piłkę do bramki strzeżonej przez swojego kumpla po fachu – Adama Bogdana. Niebywała sytuacja! Goście nie załamali jednak rąk i szybko odrobili straty. Najpierw gola na 1:1 zdobył David N’Gog, a kilka chwil później wynik ustalił Gary Cahill.