Stał się pierwszym w historii piłkarzem ze Stanów Zjednoczonych, który strzelił gola w ćwierćfinale Champions League. Dla 21-letniego Tylera Adamsa to dopiero początek drogi. – To wyjątkowy talent. Przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania – mówi Jesse Marsch, dzięki któremu młody piłkarz trafił do Lipska.
(fot. Reuters)
MARCIN HARASIMOWICZ
STANY ZJEDNOCZONE
Amerykańscy kibice dawno nie mieli takich powodów do optymizmu. Najczarniejszy dzień w historii soccera, gdy pod koniec 2017 roku prowadzona przez legendarnego Bruce’a Arenę reprezentacja Stanów Zjednoczonych przegrała w Trynidadzie i Tobago i po raz pierwszy od trzech dekad nie zakwalifikowała się do finałów mistrzostw świata, okazał się jednocześnie początkiem odnowy.
Jak za czasów wojny
Do głosu błyskawicznie doszło nowe pokolenie i trzeba otwarcie przyznać – takiego wysypu talentów nie oglądaliśmy chyba nigdy. Generacja Landona Donovana i Clinta Dempseya była niezła, ale obecni młodzi piłkarze trafiają do największych klubów świata i odgrywają w nich coraz większe role. Jako pierwszy przykład dał Christian Pulisic, dziś niemal weteran w tym gronie, bo już 21-letni, ale zarazem zawodnik najbardziej ukształtowany, już dziś decydujący o losach Chelsea, a pośrednio o losach mistrzowskiego tytułu w Anglii – jego gol przeciwko Manchesterowi City zapewnił końcowy triumf Liverpoolowi. Później w jego ślady poszli Weston McKennie (Schalke 04 Gelsenkirchen) i Giovanni Reyna (Borussia Dortmund), syn byłego lidera i kapitana reprezentacji, która osiągnęła sukces do tej pory największy, czyli awans do ćwierćfinału mundialu w 2002 roku. Teraz zrobiło się głośno o Tylerze Adamsie – autorze zwycięskiej bramki w ćwierćfinale Champions League dla RB Lipsk. Takich triumfów Amerykanie nie święcili na niemieckiej ziemi od czasów drugiej wojny światowej!
Adams wszedł na boisko w 71 minucie – chwilę po tym, gdy gwiazdor Atletico Madryt Joao Felix doprowadził do wyrównania z rzutu karnego. To był dopiero jego drugi występ w Champions League! – To dla mnie ekscytujące, móc występować w tych rozgrywkach. Przez pierwszych sześć miesięcy byłem kontuzjowany. Teraz wreszcie doszedłem do pełni sił i mogę pokazać, na co mnie stać – mówił po meczu szczęśliwy Amerykanin. – Piłka odbiła się rykoszetem, ale liczy się tak samo, jak normalny strzał, więc nie będę narzekać.Święte słowa. Narzekać to mógł wyłącznie Diego Simeone, którego kolejna próba wygrania najważniejszych klubowych rozgrywek Starego Kontynentu okazała się kompletnie nieudana.
Być jak Henry
Skąd wziął się 21-letni pomocnik, o którym szeroki, piłkarski świat dowiedział się dopiero niecałe dwa tygodnie temu? Tajemnicą poliszynela jest efektywność szkolenia młodzieży w wielkiej rodzinie Red Bulla – od Nowego Jorku poprzez Salzburg aż do Lipska. I to właśnie w szkółce młodzieżowej w metropolii ze Wschodniego Wybrzeża Tyler stawiał pierwsze kroki – namówiła go mama, samotnie wychowująca go od najmłodszych lat.
– Jej zawdzięczam najwięcej. Nie tylko karierę piłkarską, ale również właściwą edukację – mówi Adams. Gdy trenował z młodzieżową drużyną, w pierwszym zespole występował kończący powoli karierę, ale nadal zadziwiający futbolowym kunsztem Thierry Henry. – Chciałem być taki jak on, występować na tej samej murawie, co on, któregoś dnia pójść w jego ślady. Miałem motywację – wspomina.
Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już jako piętnastolatek był powoływany do reprezentacji Stanów Zjednoczonych w tej kategorii wiekowej, a rok później zadebiutował w pierwszej drużynie NY Red Bulls i to na dodatek w towarzyskim meczu z Chelsea. Lepszego początku nie mógł sobie wymarzyć. Grający w młodzieżowo-rezerwowym składzie gospodarze pokonali słynną ekipę The Blues, a Adams nie tylko skutecznie powstrzymał na skrzydle samego Edena Hazarda, ale na dodatek strzelił gola – wyszedł do dośrodkowania, wyprzedził Johna Terry’ego i uderzeniem głową skierował piłkę do siatki. Menedżer ekipy z Londynu, Jose Mourinho, tylko kręcił głową z niedowierzaniem.
Niespełna rok później zadebiutował w MLS, w kolejnym sezonie grał już regularnie, a z kadrą poleciał na mistrzostwa świata do lat dwudziestu. – Na treningach przerastał wszystkich – mówił jego ówczesny trener Jesse Marsch. Adam strzelił kolejnego, ważnego gola z Club Tijuana, dającego nowojorczykom awans do półfinału Champions League strefy CONCACAF.
– On rozumie grę jak doświadczony piłkarz – mówił kolega klubowy Bradley Wright-Philips, jeden z najlepszych strzelców w historii MLS. Wtedy stało się jasne, że dla dalszego rozwoju musi przylecieć do Europy. Tak właśnie uczynił na początku stycznia ubiegłego roku, dołączając do Marscha w Lipsku, choć zanim zdążył rozegrać pierwszy mecz – ten odszedł do Salzburga. Wszystko jednak zostało w rodzinie Red Bulla, jak mówił młody piłkarz.
Gdzie jest szczyt?
W Bundeslidze zaczął grać praktycznie od samego początku. W drugim (a pierwszym rozegranym od początku) sezonie pomimo problemów zdrowotnych zimą miał regularnie miejsce w rotacji Juliana Nagelsmanna. Łącznie rozegrał 659 minut, wygrał ponad połowę pojedynków i miał 85 procent celnych podań, a do tego popisał się dwoma asystami do Yussufa Poulsena. Grał nie tylko w środku pola, ale potrafił także zająć miejsce na prawej obronie i spisał się znakomicie. Wyróżnił się zwłaszcza w meczu z wielkim Bayernem, kiedy spędził na murawie pełne 90 minut.
– On sam mówi, że jest środkowym pomocnikiem i to jest jego miejsce na boisku. We współczesnym futbolu liczy się jednak wszechstronność, wymienność pozycji. To jego duży atut – ocenia były reprezentant Stanów Zjednoczonych, a obecnie analityk Fox Sports, Stu Holden.
– Odegrałem rolę w sprowadzeniu go do Lipska, ale jeśli spytacie mnie komu Tyler zawdzięcza najwięcej, odpowiem bez wahania – sobie samemu. To wyjątkowy chłopak i wyjątkowy talent. Wystarczająco dobry na Bundesligę i nie tylko. Nie widzę szczytu jego możliwości. Jestem dumny z tego, że mogłem z nim pracować – dodaje Marsch.
Sam Adams cieszy się z kolei, że może się uczyć od jednego z najbardziej cenionych strategów we współczesnym futbolu w osobie Nagelsmanna. – On zwraca uwagę na szczegóły. Mnie bardzo to się jednak przydaje – mówi 21-letni pomocnik. – W każdym meczu bardzo dokładnie znam swoją rolę. On ma szczegółowy plan na każdego przeciwnika. W środku tygodnia gramy sparing jedenastu na jedenastu i ta druga drużyna udaje rywala, z którym zmierzymy się w weekend. Trener często jednak stosuje rotację, tak więc nikt nie może być pewny miejsca w składzie i czuć się komfortowo. Do samego końca trzyma w tajemnicy, kto wybiegnie na mecz ligowy.
Adams strzelał już gole dla reprezentacji Stanów Zjednoczonych z Meksykiem oraz dla RB Lipsk w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Miał lecieć na igrzyska olimpijskie do Tokio, ale na to akurat musi poczekać. Czy będzie jednym z liderów amerykańskiej kadry, która w 2026 roku powalczy, na własnym terenie, o finał mundialu? Biorąc pod uwagę rozwój jego talentu, nie można tego wykluczyć.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (36/2020)
Sensacja w Monachium! Bayern przegrał z Augsburgiem [WIDEO]
Bawarczycy doznali pierwszej porażki w sezonie 25-26. Pierwszymi pogromcami ekipy Kompany'ego okazał się derbowy rywal – FC Augsburg, który w ostatnim kwadransie zdobył dwie bramki na wagę trzech punktów.