Alan Shearer – kiedyś napastnik, dziś opiniotwórca
Ma 49 lat, ponad 400 goli w karierze i majątek, który zapewniłby mu spokój. Ale Alan Shearer spokoju nie chce. Przeciwnie: gdy trzeba, to w sporze z byłym kolegą wyprowadza ciosy, do tego działa charytatywnie, wyznacza standardy. I nie boi się przyjąć na siebie hejtu.
Alan Shearer(foto: Reuters)
MICHAŁ ZACHODNY
Mark Chapman z przekąsem śmiał się w wywiadzie dla „Guardiana”, że ze względu na opinie wygłaszane w popularnym programie „Match of the Day” nawet rodzina Shearera jest znienawidzona. – Może jeszcze na początku nie chciał być kontrowersyjny, bo myślał o byciu trenerem, nie pojawiał się w telewizji by krytykować ludzi, z którymi mógłby pracować. Jednak ludzie krytykujący Alana oceniają go na podstawie tych pierwszych lat. Sugerowanie, że teraz nie radzi sobie świetnie jest niedorzeczne – mówił jeden z prowadzących główne show piłkarskie BBC. Dla telewizji publicznej pracuje od niemal piętnastu lat i dla czujnego obserwatora wspomnianego programu jego przemiana nie przeszła bez uwagi. Jeszcze po ośmiomeczowym epizodzie – o czym zaraz – w roli szkoleniowca Newcastle wydawał się pozbawiony inspiracji i chęci do włączenia się w szybkie dyskusje z Garym Linekerem. Jednak z każdym sezonem Shearer nakręcał się: trzymając poziom merytoryczny, potrafił wyprowadzić naprawdę mocny cios w piłkarza, który zawinił przy bramce, któremu nie chciało się wrócić, który nie wykorzystał sytuacji. – Alan, jak każdy ekspert, musi umieć przyjmować krytykę, ale to bywa trudne. Kilka lat temu analizował Arsenal. Nasz stolik był zbudowany tak, że miał półkę, na której można było położyć telefon. Przechodząc do następnych spotkań, wziął aparat do ręki i powiedział: a teraz zobaczmy, ile hejtu zbierają moja żona i córka. Tyle tego było po tym, jak krytykował Arsenal jeszcze tydzień wcześniej – zdradzał Chapman.
Shearer do dziś jest utożsamiany z Newcastle United, nawet jeśli największy triumf odniósł z Blackburn Rovers, zdobywając mistrzostwo Anglii w 1995 roku. Dziś, gdy spojrzy się na pozycję tego klubu – dziesiąta w Championship – można zastanowić się, jak w ogóle do tego doszło. W końcu jest to pierwszy mistrz Premier League, który znalazł się potem na trzecim poziomie rozgrywkowym. O kontrowersjach związanych z hinduskimi właścicielami nawet nie wypada wspominać, bo to ma być historia napastnika, który dla Rovers strzelił 112 goli w 138 meczach. Bramki zdobywane przez Shearera to w wielu przypadkach były dzieła sztuki, które miały dwie rzeczy wspólne: charakterystyczną cieszynkę z uniesioną ręką oraz moc uderzenia, czy to głową, czy nogą. Dziś przypominając sobie jego trafienia, dostrzega się precyzję z jaką umieszczał piłkę poza zasięgiem bramkarza. Strzelone gole były wykonaniem wyroku – aż 46 z nich wbił głową, w Premier League tylko Peter Crouch uzbierał takich więcej. Ale u mierzącego niemal dwa metry zawodnika o to łatwiej, niż wyrastającego trochę ponad 180 centymetrów Alana. Temat gry głową jest dla Shearera ważny nie tylko ze względu na to, że stanowił o jego znakomitej reputacji jako piłkarza. Dziś przecież głową pracuje, używając jej do analiz, dyktowania kilku felietonów miesięcznie, udzielania wywiadów… A także kształtowania kolejnych pokoleń. Kto wie, czy 49-latek nie miał bowiem większego wpływu na to, jak zmieniło się trenowanie młodzieży, niż niejeden plan wypracowany w siedzibie angielskiej federacji.
W 2017 roku Shearer udał się na uniwersytet w Stirling, by sprawdzić swoją głowę w testach kognitywnych i fizycznych. Śmiał się, że nie jest w stanie policzyć, ile razy w życiu powtarzał ten ruch czołem do nadlatującej piłki, często spędzając większą część treningu na doskonaleniu elementu, który dawał mu w meczach taką skuteczność. Wciąż był wesoły, gdy pierwsze wyniki badań głowy nie wykazywały zmian, ale już ten kolejny z uniwersytetu mówiący o zmianach w chemii mózgu po kilku główkach, sprawiał, że napastnik się usztywniał. Próbował nadrobić miną i humorem, ale coś w nim się zmieniało, podobnie jak po wizycie u córki Jeffa Astle’a, byłego napastnika West Bromwich, który zmarł z powodu uszkodzenia mózgu. Mózgu, którego część Shearer oglądał pod mikroskopem, a wszystko śledziły kamery BBC. Trzy lata temu nie doprowadziło to jeszcze do konkretnych zmian w procedurach szkoleniowych, ale zdecydowanie przyspieszyło prace federacji. W lutym bieżącego roku pojawiła się decyzja, która mistrza gry głową ucieszyła: Anglicy stworzyli zasady trenowania uderzeń piłki głową dla wszystkich grup wiekowych od szóstego do osiemnastego roku życia. Shearer znowu wygrał.
Wygrał tak, jak wtedy, gdy wszedł w wojenkę słowną z Michaelem Owenem, który w autobiografii niepochlebnie wypowiadał się o Newcastle i kibicach klubu, do którego trafił z Realu Madryt. Już wówczas było wiadomo, że rekordowy transfer napastnikowi podoba się najmniej. Szefowie Srok za niegdyś błyskotliwego snajpera zapłacili sporo, ale w latach przed gażami o wysokości przynajmniej 100 tysięcy funtów tygodniowo tak już opłacali panicza. Ten ich opuścił w najtrudniejszym momencie, gdy już pod szefostwem Mike’a Ashleya w roli właściciela i Shearera w roli trenera spadali z Premier League. – Nie muszę oczyszczać swojego imienia przed pieprzonymi kibicami Newcastle – napisał Owen. – Tak Michaelu, również tak myśleliśmy, choć zarabiałeś 120 tysięcy funtów tygodniowo – odpisał mu Shearer. Owen się odgryzł, ale prawda leżała po stronie starszego z napastników. Shearer był wówczas menedżerem Newcastle, zespołu nie utrzymał, bardziej działał na zasadzie motywacji i jej właśnie szukał u piłkarzy. Liczył na Owena, ale przed decydującymi spotkaniami ten miał powiedzieć fizjoterapeucie, że choć nie czuje bólu w pachwinie, to w meczu nie zagra, bo ryzykuje kontrakt z następnym klubem. W takiej atmosferze i po piętnastu latach gry w Premier League Newcastle zaliczyło spadek. W Anglii żartowano, że największe konsekwencje tego konfliktu spotkały… konie Shearera, które były trzymane w stajni prowadzonej przez Owena i musiały zostać przeniesione.
Relacja byłego napastnika i obecnej legendy ze swoim klubem jest namacalna do dziś, można powiedzieć, że to właśnie Newcastle Shearer traktuje najostrzej w swych komentarzach. – Ktoś zadecydował, że zapłaci się za niego 40 milionów funtów i po prostu powie, że ma grać w roli środkowego napastnika, choć nim zdecydowanie nie jest – mówił po transferze Joelintona, który wreszcie pobił rekord United. Ten, który kilkanaście lat wcześniej ustanowił Owen za namową Shearera. Zresztą w zachodniej części miasta jest centrum imienia Shearera, które finansuje jego fundacja. To w zasadzie miejsce dla ludzi ze złożoną niepełnosprawnością, świetnie wyposażone i jedyne w północnej części Anglii. Powstało dzięki pieniądzom zebranym na pożegnalnym meczu napastnika w Newcastle, ale wymaga oczywiście ciągłego wsparcia, którego Shearer udziela dzięki lukratywnemu kontraktowi z BBC. Jak powiedział w rozmowie z „The Athletic”, przyjeżdża do centrum raz na kilka tygodni i w każde święta. – Po zakończeniu kariery tworzy się ogromna dziura w życiu. Masz do wypełnienia kolejnych 40, 50 lat. Bycie piłkarzem jest niesamowite, ale po tym wszystkim skąd będziesz czerpał ten narkotyk? Od czego poczujesz się tak uzależniony? Niektórzy rzucają się w pęd za tym, ale tego już nie ma. Im szybciej sobie zdasz z tego sprawę, tym lepiej. Bycie w telewizji pomogło mi. Rozumiem jednak, dlaczego wielu byłych piłkarzy ma problemy, kiedy po piętnastu latach z dnia na dzień kończą się. Nie ma meczów, nie ma treningów. Nie ma okresu przejściowego. Kończysz grać. Kropka – tłumaczył.
Dlatego Shearer rzucił się w wir pracy, choć i on miał problemy z odnalezieniem się w jednym miejscu. Ale jeśli angielska Złota Generacja z przełomu wieków coś w sobie miała, to właśnie zmysł do interesów. David Beckham dorobił się ogromnego majątku. Gary Neville jest współwłaścicielem hotelu położonego tuż obok Old Trafford, wraz z grupą byłych piłkarzy Manchesteru United zarządza również drużyną z niższych lig angielskich. Niektórzy zrobili kariery szkoleniowe i teraz wybijają się w topowych brytyjskich klubach, nie można więc powiedzieć, by przepadli. Co więcej, każdy oddaje społeczeństwu część z tego, co zarobił i zarabia. Jamie Carragher oprócz kariery w mediach wspiera bezdomnych w Liverpoolu i posiada fundację pomagającą młodzieży z trudnych rejonów miasta.
W historii napastnika jest też przykład, który w tych trudnych czasach do serca wzięli sobie piłkarze zarabiający o wiele więcej od swych starszych kolegów. Ich zresztą Shearer zawsze bronił w sporach dotyczących rezygnowania z części wypłat wobec kryzysu spowodowanego pandemią. – Niewielu zawodników będzie potrzebowało zachęty, by włączyć się do walki z efektami finansowymi spowodowanymi wirusem. Wielu z nich zarabia świetnie i powinno pomóc, ale oni nie tylko chcą, może nawet już to robią – tłumaczył dla BBC. W tygodniu przedświątecznym poznaliśmy fakty w tym temacie i dostaliśmy jednoznaczny przekaz od lidera, Jordana Hendersona z Liverpoolu. Zebrał wszystkich kapitanów i z pomocą stowarzyszenia piłkarzy (PFA) wyszli z akcją wsparcia środkami finansowymi brytyjskiej służby zdrowia. Nie było jednak przypadku w tym, że najpierw na swój zdroworozsądkowy sposób zaczęli działać byli koledzy z boiska, jak Shearer i Lineker, niejako wywołani po słowach ministra zdrowia, który oskarżył tę grupę zawodową o wyjątkową bierność w obliczu kryzysu. – Premier League zaproponowała uniwersalne rozwiązanie dla wszystkich, czyli 30-procentowe obniżki, ale dokąd powędrowałyby te pieniądze? Czy nie uszczupliłoby to wpływów podatkowych rządu, z których idą pieniądze na służbę zdrowia? Piłkarze mają prawo zadawać takie pytania, ponieważ nie tylko chcą zrobić rzecz właściwą, ale pragną też, by przeznaczone przez nich fundusze wykorzystano właściwie – zapewniał Shearer.
Jego głos stał się jednym z wiodących w ostatnich tygodniach w angielskim futbolu, co tylko potwierdza tezę o rosnącej roli ekspertów, ale i piłkarzy w ogóle. Futbolowe środowisko składa się z wielu części, w ostatnich tygodniach nieporozumień, oświadczeń i oskarżeń wyraźnie dzieliło się na grupy interesów, jak to zwykle dzieje się, gdy mowa o kasie. Brak liderów czy to ze strony federacji, czy Premier League lub klubów był zauważalny, to byli i obecni piłkarze zaczęli działać w sposób najbardziej skoordynowany. Niekoniecznie szybki, lecz przemyślany, z odpowiednim wsparciem prawnym, argumentami oraz funduszami. – Każdy z nich będzie chciał pomóc. Ale to, że nie przeczytacie o tym w mediach społecznościowych nie znaczy, że wielu innych nie robi czegoś podobnego, jak Jordan Henderson – pisał Shearer. To o czym pisze Anglik i co robią jego młodsi koledzy może być nieco pocieszające wobec rosnących pensji wewnątrz piłkarskiego balonika. Nie od wczoraj można zaobserwować, że środowisko w tak zglobalizowanej lidze traci więzi z lokalnymi społecznościami, że dystans kilku metrów między blisko usytuowanymi na trybunach kibicami a graczami na boisku jest w rzeczywistości znacznie większy. Niezależnie od dyskusji o kwotach, które piłkarze wykładają lub wykładać powinni, ich świadomość czy też przykład od nich płynący w tej smutnej sytuacji jest pewnym pocieszeniem.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU PIŁKA NOŻNA (NR 16/2020)
Świetna asysta Matty’ego Casha! Aston Villa nie wykorzystała szansy [WIDEO]
Matty Cash asystował przy golu Emiliano Buendii w meczu Aston Villa – Tottenham. Finalnie klub Polaka przegrał jednak 1:2 i stracił okazję na wyprzedzenie Liverpoolu w tabeli Premier League.
Co za start Manchesteru United! Liverpool przegrywa już 0:2 [WIDEO]
Matheus Cunha otwiera wynik meczu Manchesteru United z Liverpoolem. Brazylijczyk trafia na 1:0 już w 7. minucie, a kilka minut później na 2:0 podwyższył Benjamin Sesko.