51 transferów Legii Warszawa od ostatniego tytułu mistrzowskiego [RANKING]
W 2021 roku Legia po raz ostatni patrzyła na wszystkich z góry. Mimo dużych nakładów i grubych zakładów, że tym razem to już na pewno, później mistrzostwo zdobywali inni. Wiele rzeczy poszło nie tak, ale najłatwiej uderzyć w transfery. To jak to z nimi było?
Pomysł na tekst podsunął „The Telegraph”. Angielski dziennik zdobył się na wyliczenie i uszeregowanie transferów Manchesteru United po erze sir Alexa Fergusona. Sklasyfikował 71 piłkarzy: od najlepszego Bruno Fernandesa do najgorszego Jadona Sancho. Legia pod wieloma względami: historycznego statusu, przekonania o wyższości nad innymi, aspiracji i niespełnienia to polski odpowiednik Czerwonych Diabłów, więc czemu nie pójść tą drogą, tylko krótszą.
Sporządziliśmy klasyfikację transferów Legii po zdobyciu ostatniego mistrzostwa Polski. Nie uwzględniliśmy piłkarzy przesuniętych z akademii lub młodych na kontraktach powracających z wypożyczeń, a więc poniżej nie napotkacie: Jana Ziółkowskiego, Kacpra Tobiasza, Gabriela Kobylaka, Igora Strzałka, Jakuba Żewłakowa czy Mateusza Szczepaniaka. W zestawieniu nie uwzględniamy również tych, którzy trafili na Łazienkowską w trwającym oknie.
Fot Rafał Oleksiewicz / PressFocus
PIERWSZA DZIESIĄTKA
1. Paweł Wszołek (181 meczów, 29 goli). W ogóle by go tu nie było, gdyby po dwóch mistrzowskich sezonach w Legii nie dał namówić się na jeszcze jedną europejską przygodę i w lipcu 2021 roku nie wyjechał do Niemiec. W Unionie powąchał boisko przez kilkanaście minut w krajowym pucharze, więc po półrocznej odsiadce na ławce w Berlinie zapragnął wolności, którą dostał w Legii. Po prostu niezmordowany. Połączenie ilości z jakością, wytrzymałości z szybkością. Niemal zawsze do dyspozycji. Za frekwencję, pracowitość i oceny zasłużył na świadectwo z czerwonym paskiem. Jego nić porozumienia z Josue była złotą nicią. Ostatnio lepszy w reprezentacji niż w klubie, ale przecież nie trafiłby do reprezentacji, gdyby wcześniej nie odbudował pozycji i nie ugruntował jej w Legii.
2. Josue (130, 29). Dzielił i rządził na boisku. Dzielił poza nim. Bardziej ekspertów niż kibiców, których miał po swojej stronie. Charyzmatyczny lider czy przytłaczająca osobowość? Wojownik czy toksyczna primadonna? Artysta czy człapak? Robiący różnicę czy robiący taktyczne problemy? Z nim bywało czasem dobrze, czasem źle, bez niego zrobiło się znacznie gorzej.
3. Ryoya Morishita (78, 15). Uśmiechnięta twarz zatroskanej Legii. Popis dał w finale Pucharu Polski z Pogonią. Przychodził jako japońska kopia Luquinhasa, okazał się lepszy od oryginału. Najlepszy drybler, jaki w ostatniej czterolatce grał przy Łazienkowskiej.
4. Juergen Elitim (95, 5). Nowoczesny i godny zaufania środkowy pomocnik. Jak na warunki Ekstraklasy jedyne czego mu brakuje, to zdrowia. Gdyby miał go więcej, nie grałby w Polsce.
Foto Tomasz Jastrzębowski / Foto Olimpik / PressFocus
5. Mahir Emreli (33, 11). Napastnik zagadka. Wytrzymał w Legii tylko jedną rundę, bo wydawało mu się, że przerasta ten klub. Lewononożny, szybki, przebojowy, strzelający ważne i piękne gole. W europejskich pucharach wyglądał wybornie, w lidze nie odróżniał się od innych i to w półroczu, które w poziomie beznadziejności przebiło tylko ostatnie półrocze.
6. Marc Gual (99, 30). Jak mało kto irytował. Niechlujny w graniu i sposobie noszenia spodenek. Przy tym wszystkim umiał czarować. I strzelać. Podczas okresu bezkrólewia najlepszy strzelec Legii.
7. Jean-Pierre Nsame (22, 8). Wejście drugi raz do tej samej rzeki (takich w tej klasyfikacji znalazło się sporo) nie wyszło mu na zdrowie. Jednak zanim stracił kilka miesięcy z powodu kontuzji ścięgna Achillesa, odzyskał twarz: skutecznego snajpera i inteligentnego zawodnika, przy którym inni wyglądali lepiej. Ba, cała drużyna wyglądała na zdrową.
Foto Wojciech Dobrzyński / Legionisci.com / PressFocus
8. Rafał Augustyniak (131, 14). Dorobił się więcej wrogów niż przyjaciół, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że często dostawało mu się nie za swoje winy. Dla jednych wielopozycyjny, dla drugich zapchajdziura. Zaangażowany aż do przesady. Dobry rzemieślnik, ale potrafiący zaskoczyć czymś, czego po rzemieślniku nikt by się nie spodziewał.
9. Yuri Ribeiro (86, 3). Obliczalny. Zupełnie inny niż Filip Mladenović, którego zastąpił. Dlatego tylko dobrze zrobiło mu przesunięcie do defensywy. Im dłużej się go oglądało, tym bardziej się podobał.
10. Maik Nawrocki (60, 5). Twardy i bez wahań formy. Wypożyczenie przekuł w transfer, a transfer w transfer zagraniczny. Czysty zysk dla klubu.
DRUGA DZIESIĄTKA
11. Kacper Urbański (21, 1). Miejsce mocno na wyrost. Jak trudno było uwierzyć w jego powrót do Polski, tak trudno uwierzyć, żeby Legia nie zrobiła z nim i na nim dobrego interesu. Czas musi działać na jego korzyść.
Foto Piotr Matusewicz / PressFocus
12. Steve Kapuadi (107, 6). Wypatrzony w Płocku i na pohybel wielu niedowiarkom nie utonął w Warszawie. A jak jeszcze uda się go sprzedać z zyskiem, to ogólny bilans wyjdzie na duży plus.
13. Radovan Pankov (90, 4). Serbska wańka-wstańka. Pierwszy sezon bessa, drugi hossa, trzeci więcej na L4 niż na Ł3. Gdzie leży o nim prawda, ciągle trudno stwierdzić.
14. Blaz Kramer (57, 17). Najtrudniej było się rozstać, bo po długim oczekiwaniu zaczął trafiać i spełniać oczekiwania. W grze głową porównywalny, a może nawet lepszy od Tomasa Pekharta.
15. Luquinhas (46, 13). Między pierwszym a drugim pobytem w Warszawie była widoczna różnica, ale nie przepaść. Prezentujący trochę podwórkowy styl, przy tym nadspodziewanie efektywny. Nie obronił go udział przy 16 golach w poprzednim sezonie (13 goli i 3 asysty).
16. Max Oyedele (24, 0). Oglądany przez różowe okulary z uwagi na przeszłość w Manchesterze United. Talent pokazał, ale chyba wszyscy dziennikarze, kibice, selekcjoner Michał Probierz widzieli w nim kogoś lepszego niż rzeczywiście był. Mimo wszystko szkoda, że nie został dłużej.
17. Henrique Arreiol (3, 0). Po sprowadzeniu ze Sportingu długo walczył z kontuzją. W debiucie z Motorem pokazał duży potencjał. W kolejnych dwóch meczach wyrównał do szarego szeregu.
18. Kamil Piątkowski (18, 1). Bez wątpienia obrońca klasy reprezentacyjnej, któremu brakuje tylko i aż stabilizacji.
Foto Piotr Matusewicz / PressFocus
19. Matias Johansson (45, 2). Prostsza w obsłudze wersja Josipa Juranovicia. Solidny Szwed.
20. Ruben Vinagre (74, 2). Kim pan jest, panie Vinagre? Mistrzem w swoim fachu, który wymiatał na wypożyczeniu, czy partaczem po uzyskaniu stałego kontraktu?
TRZECIA DZIESIĄTKA
21. Migouel Alfarela (33, 2). Gdyby tylko chciało mu się chcieć i schować egoizm do kieszeni, to byłaby z niego pociecha. Umiejętności miał.
22. Wahan Biczachczjan (44, 5). Nadarzyła się okazja, więc Legia z niej skorzystała, wykupując z Pogoni. I czekała. U Feio niewidoczny, zauważony przez Edwarda Iordanescu. Głośno otworzył i zamknął rundę jesienną. To, co w środku było milczeniem.
23. Ermal Krasniqi (22, 2). Coś w nim jest. Ładnie się porusza, ładnie kogoś przedrybluje, coś strzeli. Solista oderwany od rzeczywistości. To nie jest ten jeden, który powalczy za wszystkich.
24. Kacper Chodyna (63, 6). Na pewno nie tak zły, jak o nim mówią. Legionistę pełną gębą zrobił z niego Feio, ustawiając przed Wszołkiem. Inne kombinacje działały na jego szkodę.
25. Dominik Hładun (21, 0). Solidna klasa krajowa w Zagłębiu Lubin. Taka sama w Legii. Był, to się przydał, nie byłoby go, to nic wielkiego by się nie stało.
26. Damian Szymański (19, 1). Miał wejść z drzwiami i wszystko poustawiać po swojemu. Tak wszyscy byli pewni tego transferu, że nikt nie wie, dlaczego Szymański zaklinował się w drzwiach.
27. Arkadiusz Reca (18, 0). Grał, ponieważ jego konkurenci byli słabi, a nie dlatego że on dużo lepszy. Być może dopiero się rozpędza.
28. Patryk Sokołowski (40, 2). Z sentymentalnego powrotu wyszło rozczarowanie. Być może za łatwo pogodził się z rolą rezerwowego. Albo po prostu na więcej nie było go stać.
29. Petar Stojanović (26, 1). Nie widać lat gry na pograniczu Serie A i B oraz w reprezentacji Słowenii. Co najwyżej poprawny. Częściej nawet nie to.
30. Marco Burch (16, 0). Chyba sprowadzony na złość trenerom. Najwięcej pokazał w Radomiaku.
CZWARTA DZIESIĄTKA
31. Mileta Rajović (31, 7). 3 miliony euro i miano najwyższego transferu do Ekstraklasy zawiesiło mu wysoko poprzeczkę. Strącił ją nieporównywalnie więcej razy niż zaliczył udanych prób.
19,79
miliona euro wydała Legia na transfery od lata 2021. Wojskowi są na trzecim miejscu za ten okres. Wyprzedzają ich Raków Częstochowa (24,06 mln euro) oraz Widzew Łódź (21,54 mln euro)
32. Patryk Kun (77 ,1). Przecenił swoje możliwości, których pułap osiągnął dzięki Markowi Papszunowi. Wybierając Legię, sportowo stracił pół roku w Rakowie i cały czas w Warszawie. Zyskał finansowo.
33. Jurgen Celhaka (78, 0). Przezroczysty. Bez błysku.
34. Ihor Charatin (25, 1). Jak wyżej. Tyle że starszy i droższy.
35. Claude Goncalves (45, 2). Piłkarz z sukcesami w Bułgarii i przeszłością w Lidze Mistrzów wyglądał przez wiele miesięcy jak junior. Jakoś pozbierał go z podłogi Feio, ale nadal nie jest tym, kim miał być.
36. Ilja Szkurin (25, 5). Niewłaściwy człowiek w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie za niewłaściwą cenę.
37. Sergio Barcia (15, 2). Sympatyczny Hiszpan, który nie został drugim Inakim Astizem.
38. Carlitos (25, 4). Wyleciał łabędź, choć z przetrąconym skrzydłem przez Aleksandara Vukovicia, wróciło brzydkie kaczątko. Ciągle jednak z ego orła, co dodatkowo utrudniało jego żywot w stadzie. W bólach zniósł jedno jajko w całym ligowym sezonie 2022-23. Trzy podrzucił w Pucharze Polski.
Foto Piotr Matusewicz / PressFocus
39. Robert Pich (19, 0). Ściągnięty przez Kostę Runjaica po starej znajomości. O kilka lat za późno.
40. Lindsay Rose (46, 3). Zabawne, że wytrzymał dwa pełne sezony i połowę trzeciego.
PIĄTA DZIESIĄTKA
41. Gil Dias (24, 0). Nabrał wszystkich na bogate CV. Bez serca i ducha.
42. Vladan Kovacević (9, 0). Strzał w kolano trenera Feio.
43. Noah Weisshaupt (10, 0). Fredi Bobic zarzucający publicznie brak męskich atrybutów niektórym piłkarzom, w pierwszej kolejności powinien mieć na myśli rodaka, którego ściągnął na wypożyczenie.
44. Antonio Colak (17, 3). O co tyle hałasu z podebraniem go Górnikowi? W Zabrzu wymyślili w trybie awaryjnym Sondre Lisetha, na czym dobrze wyszli. W Warszawie nie wymyślili, co zrobić, żeby Chorwat przypominał napastnika.
45. Richard Strebinger (6, 0). Marnotrawstwo pieniędzy i wszystkiego innego. Zupełnie niepotrzebny bramkarz.
46. Makana Baku (40, 1). Przypadek podobny do Joela Valencii, na którym Legia tak samo popisowo się przejechała. Piękny królewicz w Warcie, Shrek w Legii.
47. Joel Abu Hanna (10, 0). Nieporozumienie. Jego sens sprowadzenia do Polski dało się zrozumieć po przenosinach do Lechii. Ale tylko momentami.
48. Ramil Mustafajew (0, 0). Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.
49. Benjamin Verbić (8, 0). Ekstra CV z wpisanymi golami, asystami i tytułami w Dynamie Kijów, kazało w nim widzieć gwiazdę Ekstraklasy. Pojawił się tylko dwa razy w podstawowym składzie, z nim na boisku Legia wygrała raz.
50. Qendrim Zyba (7, 0). To nie piłkarz, bo nie dało się go merytorycznie ocenić, ale symbol: rozłamu w Legii na linii Kosta Runjaic-Jacek Zieliński. Trener obrażony i zły po sprzedaży Bartosza Slisza, postanowił udowodnić dyrektorowi, że wytypowany przez niego następca do niczego się nie nadaje. Po tym konflikcie, zakończonym zwolnieniem Runjaica, Legia wkroczyła na ruchome piaski.
NAJGORSZY
51. Lirim Kastrati (24, 2). Młody był i nieprzyzwoicie drogi. Za milion 300 tysięcy euro. Otrzaskany w serbskich klubach. Teoretycznie to nie miało prawa się nie udać. A jednak. Bohater jednej akcji w Moskwie ze Spartakiem, którą i tak w 99 procentach wykonał Ernest Muci. Jeździec bez głowy. Szybko biegał, wolno myślał. Bardziej pasował na bieżnię lekkoatletyczną niż boisko.
Ostatnim meczem 21. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy będzie starcie Bruk-Betu Termalica Nieciecza z Górnikiem Zabrze. Walczące o utrzymanie Słonie nie mogą sobie pozwolić na porażkę.
Zajmująca 8. miejsce Korona Kielce traci tylko 3 punkty do będącej na 2. pozycji Wisły Płock. Zarówno w pierwszej, jak i drugiej "dziesiątce" Ekstraklasy jest naprawdę ciasno.
Kolejorz pewnie zwyciężył swoje spotkanie 21. kolejki Ekstraklasy, rozprawiając się z gośćmi z Gliwic. Zobacz skrót najważniejszych wydarzeń tego spotkania.
Obłędne trafienia! Lech wyprowadza dwa błyskawiczne ciosy w meczu z Piastem
Kolejorz prowadzi do przerwy z Piastem 2:0. O wyniku tym zdecydowały bramki Gholizadeha i Rodrigueza, zdobyte na przestrzeni zaledwie 3 minut. Zobacz wideo z tych trafień!