Czwarta kolejka Premier League będzie ostatnią serią gier angielskiej ekstraklasy przed blisko dwutygodniową przerwą na mecze drużyn narodowych. Oto dziesięć pytań przed jej startem.
Starcie Manchesteru United z Tottenhamem będzie jednym z wydarzeń czwartej kolejki Premier League. (fot. Reuters)
Co z tą Chelsea?
Zespół wzmocniony zawodnikami wartymi ponad dwieście milionów funtów miał rozstawiać rywali po kątach, a tymczasem sam miota się od ściany do ściany. W lidze wygrał z Brighton, przegrał z Liverpoolem i zremisował z West Bromem. Na niwie pucharowej rozbił Barnsley, by ulec Tottenhamowi. Frank Lampard nadal ma problem z poprawieniem gry defensywnej. W niemal każdej formacji The Blues brakuje balansu. Nowi piłkarze, jak Timo Werner, Kai Havertz czy Thiago Silva, na razie nie podbili Premier League, lepiej wiodło im się w Carabao Cup.
Efekt? Po trzech kolejkach więcej punktów od Londyńczyków mają nie tylko Leicester, Liverpool i Everton, ale też Aston Villa (która rozegrała dwa mecze) i Crystal Palace. To ostatnie przyjedzie w sobotę na Stamford Bridge, gdzie nie wygrało od 2017 roku. Jeśli zrobi to teraz, nie będzie jednak mowy o ogromnej sensacji. Co najwyżej niespodziance. To dobre podsumowanie początku rozgrywek w wykonaniu Chelsea.
Jak pokonać Everton?
Tego nie wie nikt. A nawet, jeśli wydaje mu się, że wie, jeszcze nie wprowadził swojego planu w życie. Najbliżej sukcesu było Crystal Palace, które przegrało z The Toffees różnicą tylko jednego gola i do ostatnich chwil starcia miało szansę na wyrównanie. Carlo Ancelotti skonstruował buldożer, który niszczy wszystko, co znajdzie się w jego polu rażenia. Ekipa z Goodison Park właśnie wygrała sześć spotkań otwierających sezon. Po raz pierwszy od 1938 roku.
6 – Everton have won each of their opening six games of a campaign for the first time since 1938-39. Super. pic.twitter.com/ng9N1iXmVi
W ten weekend doskonałą serię Dominica Calverta-Lewina i spółki postarają się przerwać gracze Brighton. Kluczowe dla ewentualnego powodzenia będą stałe fragmenty gry (Jordan Pickford i para środkowych obrońców są najsłabszymi punktami drużyny, a piłkarze Mew mogą pochwalić się nie lada warunkami fizycznymi), spryt Neala Maupaya, rajdy niesamowitego Tariqa Lampteya i szczelność defensywy. Wobec mocy ofensywnej rywala ostatni element stanowi warunek sine qua non.
Mentor czy wyznawca?
Jednym z wydarzeń czwartej kolejki będzie potyczka Leeds United z Manchesterem City. Tyleż z powodu jakości drzemiącej w obu zespołach, ile z uwagi na relację person, które znajdą się przy linii bocznej boiska.
Nie jest bowiem żadną tajemnicą, iż Pep Guardiola jest jednym z największych wyznawców i admiratorów pracy Marcelo Bielsy. Uwielbia słuchać jego przemów, pasjonuje się metodami stosowanymi przez Argentyńczyka i bardzo ceni jego, pomysłowość, niezależność oraz odwagę w podejmowaniu decyzji taktycznych. Wiele osób dostrzega wyraźną korelację między tym, jak grają drużyny prowadzone przez obecnego szkoleniowca Pawi, a tym, co prezentują piłkarze instruowani przez Katalończyka. Ten pierwszy grzecznie temu zaprzecza, nie chcąc, by sukcesy młodszego kolegi były jakkolwiek przypisywane również jemu. Między oboma panami istnieje duży szacunek, wzajemne docenienie.
Ich rywalizacja odarta będzie jednak z sentymentów. Obaj grają o wysoką stawkę. Leeds chce się piąć w górę tabeli. Manchester City musi gonić czołówkę. Nikt nie ma wątpliwości co do tego, że sobotnie starcie może przejść do historii bieżących rozgrywek jako jedno z najbardziej wciągających widowisk w dobitnym tego słowa znaczeniu. To dla takich okazji Hiszpanie wymyślili określenie „partidazo”.
Czy West Ham pójdzie za ciosem?
Młoty mają jeden z trudniejszych, jeśli nie najtrudniejszy, terminarzy początku sezonu. Za nimi potyczki z Arsenalem i Wolverhampton. Przed nimi mecze z Leicester, Tottenhamem, Manchesterem City i Liverpoolem. W teorii w najbliższych tygodniach podopieczni Davida Moyesa mają szansę na nie więcej niż trzy punkty. W praktyce ze spotkań z Kanonierami i Wilkami też mieli wyciągnąć niewiele, a jednak całkowicie przechytrzyli drużynę Nuno Espirito Santo. Z zespołem Brendana Rodgersa będzie nieporównywalnie trudniej, lecz przy dobrej dyspozycji Michaila Antonio i dużej dozie szczęścia londyńczycy znów mogą zaskoczyć.
Jakie są szanse na starcie Polaków?
Niestety nikłe. O ile Jan Bednarek niezmiennie pozostaje podstawowym zawodnikiem Southampton, o tyle Kamil Grosicki całkowicie stracił zaufanie Slavena Bilicia i prawdopodobnie opuści West Brom. Mateusz Borek poinformował, iż przedstawiciele skrzydłowego prowadzą rozmowy z właścicielem Olympiakosu Pireus i Nottingham Forest. Na murawę St. Mary’s Stadium wybiegnie tylko jeden reprezentant Polski.
Jak Arsenal zareaguje na pierwsze niepowodzenie ligowe?
Kanonierzy rozpoczęli sezon od trzech kolejnych zwycięstw (wliczając także zmagania pucharowe), a potem trafili na Liverpool. W ramach Premier League przegrali na Anfield bezdyskusyjnie. Na niwie Carabao Cup wygrali po serii rzutów karnych. Natychmiastowa odpowiedź na porażkę była więc dobra, lecz nie można zapominać o tym, iż obie drużyny nie pojawiły się na boisku w najsilniejszych składach. Dużo ważniejsza może okazać się reakcja w meczu ligowym.
Tu również Mikelowi Artecie i jego piłkarzom sprzyjają okoliczności. Naprzeciwko stanie zespół Sheffield United. A więc jeden z trzech przedstawicieli angielskiej elity, którzy nie mają w dorobku ani jednego punktu. Z tygodnia na tydzień The Blades prezentują się jednak coraz lepiej, toteż Kanonierzy na pewno nie będą mieć łatwej przeprawy.
Ile goli straci Fulham?
Że jakieś straci, to niemal pewne. W pięciu najlepszych ligach Starego Kontynentu nie ma na tę chwilę ani jednej drużyny, która wyciągałaby piłkę z siatki częściej od The Cottagers. Licząc wszystkie rozgrywki beniaminek przyjął już 13 ciosów. 10 w Premier League, 3 w Carabao Cup.
13 – No top five European league side has conceded more goals in all competitions this season than Fulham (13 – level with West Brom). Leaky. #CarabaoCuppic.twitter.com/T8eGuBMZX7
Biorąc pod uwagę problemy w defensywie i trudności z jej wzmocnieniem, lepiej na razie nie będzie. Scott Parker mówi o tym, że mimo niepowodzeń Fulham nie może wpaść w negatywną spiralę. Że zawodnicy nie mogą się zrażać, muszą wierzyć w to, co robią. Kiedy szorujesz po dnie tabeli jest to jednak trudne. Co gorsza, wątpliwe, by sytuacja Aleksandara Mitrovicia i spółki uległa w ten weekend poprawie. Przed nimi wizyta na Molineux. W norze wygłodniałych i podrażnionych Wilków.
Czy Manchester United zabezpieczy prawą flankę obrony?
W poprzednim spotkaniu ligowym był to najbardziej newralgiczny fragment murawy z perspektywy Czerwonych Diabłów. Solly March i Leandro Trossard raz po raz wykorzystywali osamotnienie Aarona Wan-Bissaki, któremu nie pomagał ani Mason Greenwood, ani Victor Lindelof. Brighton miało z tego tytułu wiele korzyści i mało brakowało, a mecz zakończyłby się remisem.
Jose Mourinho i analitycy Tottenhamu na pewno dokładnie przeanalizowali ostatnie poczynania drużyny prowadzonej przez Ole Gunnara Solskjaera i poinstruowali piłkarzy, które strefy boiska powinni atakować najczęściej. Jeśli gospodarze potyczki na Old Trafford nie poprawią się w tym aspekcie gry, mogą za to słono zapłacić. Na murawie nie będzie wprawdzie Heung-min Sona, ale może być Sergio Reguilon. W spotkaniu z Chelsea Hiszpan zanotował kluczową dla ostatecznego wyniku asystę. Podawał właśnie z prawej – z perspektywy United – strony boiska.
Czy Tottenhamowi wystarczy sił?
Wszelkie słabości rywala będą jednak nieistotne, a wiedza o nich bezużyteczna, jeśli Koguty nie będą gotowe na pełne dziewięćdziesiąt minut biegania i walki. W ich przypadku byłoby to całkowicie wytłumaczalne. W końcu właśnie rozegrały trzy mecze na dystansie pięciu dni. Żadnego z nich nie przegrały, co niewątpliwie dobrze wpływa na psychikę i atmosferę w szatni. Dla organizmów w sensie czysto fizycznym nie ma większego znaczenia. Kości i mięśnie potrzebują regeneracji bez względu na osiągane rezultaty. Przy tak napiętym terminarzu w końcu musi nadejść dołek. Czas pokaże, czy stanie się to w najbliższą niedzielę.
Trafi kosa na kamień?
Czwartą serię zmagań zamknie starcie ekip, które jeszcze nie przegrały spotkania ligowego. Aston Villa podejmie Liverpool. Mimo absencji Sadio Mane, który uzyskał pozytywny wynik testu na COVID-19, jakość piłkarska jest po stronie gości. Najnowsza historia potyczek obu zespołów również – na poziomie Premier League The Villans nie pokonali The Reds od 2014 roku. I choć podopieczni Deana Smitha mogą stać się czarnym koniem bieżących rozgrywek, mistrzowie wydają się być poza ich zasięgiem. Jedno jest pewne: w niedzielę któraś ze stron straci pierwsze punkty.
Media: Liverpool chce gwiazdę Sportingu! W kontrakcie jest klauzula
The Reds widzieliby u siebie Francisco Trincao ze Sporingu Lizbona. Były gracz Barcelony ma w kontrakcie klauzulę, która będzie obowiązywać od letniego okienka transferowego.
Z hukiem spadli z Premier League. To może być ich nowy trener
Burnley nie ma już nawet matematycznych szans na utrzymanie się w Premier League. Do końca sezonu zespół poprowadzi Michael Jackson, który tymczasowo przejął schedę po Scottcie Parkerze. Tymczasem media wskazały menedżera mogącego od przyszłego sezonu na stałe przejąć stery w ekipie The Clarets.