Przejdź do treści
Zniszczyłem śmiertelnego wroga

Polska Reprezentacja Polski

Zniszczyłem śmiertelnego wroga

– Co słychować w wielkiej piłce, bo u nas na wsi spokój, luzik – zaczyna rozmowę Paweł Kryszałowicz. Mimo że niejeden na jego miejscu wywiesiłby białą flagę, pozytywne nastawienie go nie opuszcza. A także chęć pracy, przecież nie każdy uczestnik finałów mistrzostw świata chciałby w klubie odbierać telefony.


Paweł Kryszałowicz wygrał najważniejszy mecz w życiu

Przemysław Pawlak

Jeśli ktoś pokonał nowotwór, czuje obawę przed koronawirusem?
Zakażona jest niewielka część społeczeństwa. W Polsce na raka choruje więcej ludzi, więcej też z jego powodu umiera – mówi Kryszałowicz. – Mimo że choroba była zaawansowana, ja swoją walkę wygrałem, więc patrzę na pandemię z pewnym dystansem. Skoro można pokonać dużo groźniejszy nowotwór, można również koronawirusa. 

Chemioterapia, osłabiony organizm spowodowały, że znajduje się pan w grupie większego ryzyka?
Szczerze? Nie wiem… Terapię zakończyłem blisko rok temu, żadnych leków nie biorę. Jestem pod ścisłą kontrolą lekarzy, co trzy miesiące przechodzę badania. Złapałem wagę, to akurat mam w genach, w mojej rodzinie wystarczy, że pofolgujesz sobie przy stole i już to widać. Unikam smażonego jedzenia, wieprzowiny – poza tym próbuję wszystkiego po trochu. Gdy grałem w piłkę, też sześciopaka na brzuchu nie miałem. Nie jest jednak tak, że wszyscy dookoła chodzą w maseczkach, a ja się niczym nie przejmuję. Dostosowuję się do wszystkich nakazów. Jestem zdrowy, ale ryzykować nie zamierzam. Uważam na siebie.
 
Każda kolejna wizyta kontrolna musi wiązać się z wielkim stresem.
Nie, jeśli się nad tym nie zastanawiasz. Ja wychodzę właśnie z takiego założenia. Po sobie widzę, że wszystko powinno być w porządku. Przeszedłem sporo – wycięto mi fragment jelita grubego, operację pęcherza, założono stomię, przez rok załatwiałem się w woreczek, wreszcie kolejny zabieg pozwalający wrócić do normalności, chemioterapię. Dziś tłumaczę sobie, że wycierpiałem tyle, aby raka, mojego śmiertelnego wroga, zniszczyć. I ten etap został zamknięty. To już za mną. Dostałem drugie życie. 

Pomówmy o tym pierwszym, pana piłkarskiej karierze…

… karierę to ja dopiero mogę zacząć. Jak widzę tych obcokrajowców w Ekstraklasie, szykuję się do grania. Jeden obóz przygotowawczy i nie będę odstawał. Zresztą, naszą ligę weryfikują europejskie puchary. I na tym temat można zakończyć. Bo nie ma o czym gadać. A moja kariera? Zaczęła się zwyczajnie, jak każdy chłopak dostałem bilet i poszedłem do wojska. Jeździłem bojowymi wozami, BWP-ami, przechodziłem poranne zaprawy, pełniłem całodobowe warty. A że grałem w Gryfie Słupsk, wypuszczano mnie po piętnastej na treningi. 

Czyli miał pan chody.
Miałem takie chody, że po powrocie do pułku specjalnie na mnie czekał rejon do posprzątania. Przecież nikt za mnie tego nie zrobił. 

Spotkał się pan z falą?

Zaczynałem służbę w rodzinnym Słupsku, więc miałem kolegów. Starsi żołnierze miejscowym odpuszczali, żeby nie mieć problemów po wyjściu z jednostki. Nie zamierzam narzekać na armię, nabrałem siły, bo pobiegałem w opinaczach, no i przeszedłem do wojskowego wtedy Zawiszy. Trener Bobo Kaczmarek przyjechał oglądać do Słupska bramkarza Darka Piechotę, a i ja się przy okazji spodobałem. Zapewne dlatego, że grałem w zespole z bratem bliźniakiem, więc wydawało mu się, że na boisku jestem wszędzie. Jedyne co nas odróżniało – brat jest prawonożny, a ja lewonożny i leworęczny, chociaż piszę prawą ręką. Dziwne w sumie. W każdym razie na kompanii zadzwonił telefon, zapytano mnie czy chcę grać w Zawiszy, potem przyszedł rozkaz wyjazdu do Bydgoszczy. W komplecie z Darkiem mieliśmy kosztować na dzisiejsze pieniądze 30 tysięcy złotych – on 20, a ja 10. Zawisza się nie zgodził, Darek poszedł za 20, mnie za darmo wypożyczył do końca służby wojskowej. 

A ma to znaczenie.
Wtedy okna transferowe nie obowiązywały. Można było zmienić klub w trakcie sezonu pod warunkiem, że nie przechodzisz do zespołu z tej samej klasy rozgrywkowej. Służbę wojskową kończyłem w kwietniu, wróciłem do niższej ligi do Słupska. W środę byłem w domu, w czwartek stawiłem się we Wronkach, a Amica grała w tej samej lidze, co Zawisza. Temat pilotowali Marek Pogorzelczyk i Ryszard Forbrich. Przepisy na taki trik pozwalały. Klub zapłacił za mnie na dzisiejsze pieniądze 150 tysięcy złotych. Zostałem pierwszym zawodnikiem, którego za tak poważną kasę kupiła Amica. Jezu, jaka to wtedy była kupa siana! 

Pojawiały się inne propozycje?

Chciał mnie ŁKS, ja z kolei nastawiłem się na transfer do Lecha. Wszystko było dogadane. Mieliśmy spotkać się w Słupsku, ja przyjechałem, ale działacze z Poznania się nie zjawili. Wystawili mnie. 

Jak pan wspomina pracę na przykład z trenerami we Wronkach?

Trochę się między sobą różnili. Byli i tacy, którzy w trzeciej lidze nie daliby sobie rady. Naprawdę. Nie chcę się wymądrzać, ale w Amice między innymi pracowali szkoleniowcy bez pojęcia o piłce. To czego oni mogli nauczyć zawodników? Dopiero na Zachodzie to zrozumiałem. Niektórzy trenerzy nie potrafili zrobić przesuwania po boisku, nie pracowali nad schematami. Rzucali piłkę i mówili: grajcie. Po tylu latach nasuwa mi się tylko jeden wniosek – niektórzy trenerzy opierali się tylko na indywidualnych umiejętnościach zawodników. Graliśmy, jak chcieliśmy, a oni nie wiedzieli, co dzieje się na boisku. 

Niewiedza może dużo kosztować. Wie pan o tym doskonale.
Chodzi o mój biznes? Nie wyszło, padł. Firma, która do mnie należała, zajmowała się pośrednictwem w sprzedaży drzwi. Towar braliśmy z północy kraju, od mojej rodziny, a handlowaliśmy na południu Polski. Mieliśmy hale, magazyny. Sporo na tym straciłem. 

Ile?

Nie chcę mówić o konkretnych kwotach. Powiem tak – żyłbym na dobrym poziomie, nie musiałbym nic robić. Kończąc karierę, byłem człowiekiem finansowo niezależnym. To miały być pieniądze przeznaczone na emeryturę. Firmę prowadził brat, rozpoczęła działalność, gdy jeszcze grałem w piłkę, nie doglądałem interesu. I tak ją poprowadził, że przyszło mi spłacać długi. Miałem trochę majątku, wyprzedałem sporo rzeczy. Tyle zostało z emerytury. 

Z łatwością pan o tym mówi.
Bo to przeżyłem, to już jest za mną. Choć wtedy miałem wrażenie, że wali mi się cały świat. Nerwów się najadłem, niemniej dziś wiem, że niepotrzebnie, bo śmiertelna choroba zmienia perspektywę. Relacje z bratem dalej są jednak trudne, rozmawiamy, ale, tak to ujmę, co tydzień do siebie nie dzwonimy. Ja zainwestowałem w ten biznes, ja go finansowałem i ja spłacałem długi, brat tylko z tego żył. Nie poczuł się nawet współodpowiedzialny. No komu bardziej można zaufać, jeśli nie bratu bliźniakowi? Firma winna była pieniądze mojej rodzinie, nie mogłem tego zlekceważyć. Przecież z rodziną trzeba żyć dobrze… Z kuzynami mam do dziś bardzo dobry kontakt. Kawał mojej ciężkiej pracy, moje zabezpieczenie jednak przepadły. Ale zdarzają się gorsze rzeczy na świecie. Niektórzy kładąc się spać, zastanawiają się czy rano otworzą oczy. 

Choroba też pana sporo kosztowała, ponad 200 tysięcy złotych.

W Polsce leczyłem się na NFZ, w Niemczech brałem udział w terapii płatnej, która pomagała zwalczyć negatywne dla organizmu skutki chemioterapii. Część sumy udało się zebrać, jestem wdzięczny za pomoc również Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej. Dobrze, że człowiek kiedyś pograł w reprezentacji, gdyż przez dwa lata federacja wypłacała mi w pewnym sensie pensję, dzięki której stać mnie było na leczenie. 

A jak wiedzie się panu pod względem materialnym?
Daję sobie radę, nie bieduję. Spokojnie żyję. Pracuję w Gryfie, mam jeszcze kilka innych rzeczy. Karierę w piłce zrobiłem, w Polsce o tym wciąż się pamięta, choć niekoniecznie w Słupsku, zagrałem w finałach mistrzostw świata, na jakiś wizerunek zapracowałem. Czasem więc pojawiam się na imprezach, bywam zapraszany do telewizji. Działam również w zarządzie Pomorskiego Związku Piłki Nożnej, ale to głównie robota społeczna – dwa razy w roku mamy wypłacane nagrody. W Gryfie przez kilka lat też nie pobierałem pensji, w końcu jednak dotarło do mnie, że wszystkim płacę tylko nie sobie. A skoro spędzam w klubie najwięcej czasu, drobną pensję sobie przyznałem, bo teraz pełnię funkcję prezesa. Na paliwo i jedzenie wystarczy. Nie potrzebuję stu tysięcy miesięcznie do życia. Można funkcjonować w inny sposób. Jakie ma znaczenie czy nosisz spodnie za 10 tysięcy, czy za 100 złotych, gdy rano możesz się nie obudzić? 

Prezes w czwartoligowym klubie ma dużo pracy?
By się pan zdziwił. Nie nudzę się. W administracji Gryfa pracuje kilka osób, najwięcej obowiązków spada na mnie i na wiceprezesa Roberta Chuchlę, bo ma pod sobą akademię. Do tego z klubem współpracuje pani księgowa i kadrowa, żeby wszystko się zgadzało i pan od strony internetowej. W zarządzie zasiada jeszcze sekretarz, pełniący również funkcję kierownika pierwszej drużyny i pani wiceprezes – odpowiada za organizację meczów i jest kierownikiem drugiego zespołu. Ja natomiast nie zajmuję się tylko zarządzaniem, ale również papierkową robotą, przygotowuję dokumenty licencyjne, doglądam drużyny seniorów, a gdy pan zadzwoni na numer stacjonarny klubu, zapewne odbiorę. 

Niższe ligi powinny dokończyć sezon 2019-20 na boiskach?

Należy skończyć rozgrywki, zamknąć sezon. Zrobić awanse, nie robić spadków – wszystkich i tak nie zadowolisz. Czwarta liga to nie jest zawodowstwo. W jaki sposób mamy dograć sezon? Na tym poziomie rozgrywek zawodnicy normalnie pracują. W Gryfie ktoś zatrudniony jest na budowie, ktoś jest barmanem, ktoś listonoszem, kilku chłopaków pracuje w firmie moich kuzynów produkującej drzwi. Właściwie każdy piłkarz, który nie jest uczniem, ma zatrudnienie – bodaj poza jednym. 

Nie chce mu się pracować?

Jest obcokrajowcem – Joseph Amoah, pochodzi z Ghany. Przyjechał do Polski za żoną, która pochodzi ze Słupska. Poznali się w Turcji, podobno występował tam w trzeciej czy czwartej lidze. Przyszedł do nas na trening, zapytał czy może pograć. Daliśmy mu dres i chwilę potem wiedzieliśmy, że u nas zostanie. Próbowałem mu załatwić pracę, ale on zna tylko język angielski, po polsku jeszcze za bardzo nie mówi, więc ciężko jest z robotą. Zarabia tyle, co w Gryfie, czyli nie za dużo. Miasto na seniorów w czwartej lidze i drugi zespół w B-klasie przekazało nam 100 tysięcy złotych. Łatwo obliczyć, że gdybyśmy zapłacili mu na przykład trzy tysiące złotych, pochłonąłby jedną trzecią budżetu. Takie kwoty nie wchodzą w grę. Zresztą wszyscy zarabiający w Gryfie traktują pensję z klubu jako dodatek. Taka jest nasza rzeczywistość. A są kluby w czwartej lidze, które płacą zawodnikom po trzy-cztery tysiące. Niszczą polską piłkę.

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 3/2026

Nr 3/2026

Polska Reprezentacja Polski

Mateusz Bogusz znalazł nowy klub! Fabrizio Romano ujawnia

Mamy potwierdzenie od samego Fabrizio Romano! Mateusz Bogusz zmienia klubowe barwy.

2025.03.24 Warszawa
Pilka nozna, FIFA Kwalifikacje do Mistrzostw Swiata
Polska - Malta
N/z Mateusz Bogusz
Foto Mateusz Porzucek PressFocus

2025.03.24 Warszawa
FIFA World Cup qualification Poland - Malta
Polska - Malta
Mateusz Bogusz
Credit: Mateusz Porzucek PressFocus
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Wiśniewski rozchwytywany. Chcą go w Ekstraklasie i Serie A

Przemysław Wiśniewski nie może narzekać na brak zainteresowania. Stoper reprezentacji Polski trafił na celownik klubów z Ekstraklasy i Serie A.

2025.09.04 Rotterdam
pilka nozna Kwalifikacje Mistrzostw Swiata 2026
Holandia - Polska
N/z Przemyslaw Wisniewski
Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus

2025.09.04 Rotterdam
Football - FIFA World Cup 2026 Qualifying round
Netherlands - Poland
Przemyslaw Wisniewski
Credit: Pawel Andrachiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Polak znów trafia! To jego piąty gol w tym sezonie [WIDEO]

Mateusz Żukowski trafił do siatki w meczu Eintrachtu Brunszwik z Magdeburkiem. Jego klub wygrał aż 3:0, a Polak zdobył piątą bramką podczas tej kampanii 2. Bundesligi.

Polak znów trafia! To jego piąty gol w tym sezonie [WIDEO]
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Poważna kontuzja Kacpra Kozłowskiego. Polak przeszedł operację

Kacpra Kozłowskiego czeka dłuższa przerwa od gry. Polaki zawodnik złamał rękę i musiał przejść operację.

2023.11.17 LODZ STADION MIEJSKI ALEJA UNII
MECZ PILKA NOZNA U21 REPREZENTACJA POLSKI ELIMINACJE MISTRZOSTW EUROPY
POLSKA vs IZRAEL
N/Z KACPER KOZLOWSKI
Foto Artur Kraszewski / APPA / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Jan Urban wprost o sytuacji kadrowicza! „Oby zmienił klub”

Selekcjoner Jan Urban ocenił sytuację jednego z etatowych reprezentantów. Przyznał, że powinien zmienić zespół.

2025.10.08 Katowice
Pilka nozna Reprezentacja Polski Sezon 2025
Konferencja prasowa i trening reprezentacji Polski
N/z Jan Urban
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2025.10.08 Katowice
Football Polish National Team Season 2025
Konferencja prasowa i trening reprezentacji Polski
Jan Urban
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej