Za nami pierwszy sobotni mecz 17. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Zawisza Bydgoszcz pokonał na własnym boisku Widzew Łódź 2:0 i przedłużył dobrą passę spotkań rozgrywanych przed własną publicznością. W poprzednich tygodniach beniaminek pokonywał u siebie Wisłę Kraków i Legię Warszawa.
Piłkarze Zawiszy kontynuują dobra passę na własnym boisku
Zawisza rozpoczął zawody od bardzo mocnego uderzenia. Już bowiem w 3. minucie Luis Carlos przedarł się lewym skrzydłem, wpadł w pole karne i posłał piłkę wzdłuż bramki. Ta odbiła się najpierw od nogi Kevina Lafrance’a, a następnie od dłoni interweniującego Macieja Mielcarza i wpadła do siatki.
Widzew nie miał zbyt wielu argumentów, by zagrozić dobrze dysponowanym gospodarzom. Nic więc dziwnego, że pod bramką Wojciecha Kaczmarka długimi minutami wiało nudą, a bramkarz Zawiszy musiał się mocno dogrzewać, by za bardzo nie zmarznąć.
Podopieczni Ryszarda Tarasiewicza nie zamierzali zadowalać się jednobramkowym prowadzeniem i na początku drugiej połowy podwyższyli prowadzenie. Dobrym prostopadłym podaniem obsłużony został Carlos, który wpadł w pole karne Widzewa i mierzonym strzałem pokonał Mielcarza. Zawisza prowadził już 2:0 i było pewne, że trzy punkty pozostaną w Bydgoszczy.
Wynik już faktycznie nie uległ zmianie i Zawisza dzięki zwycięstwu awansował na siódme miejsce w ligowej tabeli. Z kolei Widzew zanotował już siódmą kolejną porażkę w delegacji i plasuje się aktualnie na czternastej pozycji.
Trener Korony nie wytrzymał! Dosadnie podsumował klęskę w Poznaniu
Trener Korony Kielce nie wytrzymał po klęsce z Lechem Poznań. — Nie czuję bezradności, bardziej żal, złość i słowo, które powinno zostać wykropkowane. Wkur***nie. Przepraszam — mówił na konferencji Jacek Zieliński.