Reprezentacja Polski zaczęła swoją przygodą z Ligą Narodów od porażki. Nasza drużyna po bardzo słabym meczu przegrała na wyjeździe z Holandią (0:1).
To nie był wielki mecz w wykonaniu biało-czerwonych (fot. 400mm.pl)
Futbol reprezentacyjny wrócił do menu kibiców po dziesięciu miesiącach przerwy. Po pandemicznej przerwie i odwołaniu finałów EURO 2020, polscy piłkarze zostali rzuceni od razu na głęboką wodę. Na inaugurację zmagań w drugiej edycji Ligi Narodów biało-czerwoni udali się do Amsterdamu, by rozegrać mecz z faworyzowaną Holandią.
Pomarańczowi doznali na kilkanaście dni przed spotkaniem poważnego osłabienia, ponieważ z kadrą pożegnał się jej selekcjoner. Ronald Koeman otrzymał propozycję prowadzenia Barcelony, a jako, że miał w swoim kontrakcie specjalną klauzulę, która umożliwiała mu przeprowadzkę na Camp Nou, to uznał, że z oferty skorzysta.
Jeśli chodzi o osłabienia, to także po naszej stronie trzeba było podobne odnotować. Wolne otrzymał bowiem Robert Lewandowski, który tuż przed początkiem zgrupowania rozegrał finał Champions League i podobnie jak większość piłkarzy Bayernu Monachium otrzymał wolne, by odpocząć i nieco naładować akumulatory.
Tak jak można było się spodziewać, od początku to gospodarze przejęli inicjatywę. Holendrzy operowali piłką na połowie Polaków i spokojnie budowali swoje akcje ofensywne, co jakiś czas zapuszczając się pod bramkę Wojciecha Szczęsnego. Biało-czerwoni nie mieli z kolei żadnego pomysłu na grę, stojąc przed własnym polem karnym i czekając na okazję do wyprowadzenia kontrataku. Ta nadarzyła się dopiero w 32. minucie, kiedy to wyłożeniu piłki przed pole karne, uderzał Krzysztof Piątek. Jego strzał zdołał jednak odbić Jasper Cillesen.
Tuż przed końcem pierwszej połowy drużyna Jerzego Brzęczka mogła zostać skarcona przez Memphisa Depaya. Po mocnym uderzeniu zawodnika Lyonu uratował nas jednak słupek.
W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił. Pomarańczowi byli cierpliwi w budowaniu swoich ataków i w końcu udało się im dopiąć swego. W 61. minucie Frenkie De Jong dośrodkował w „szesnastkę” Polaków, a piłkę przed bramkę zgrał Hans Hateboer. Tam dopadł do niej Steven Bergwijn, który jedynie dołożył stopę i dopełnił formalności strzałem do pustej siatki.
Jeśli ktoś myślał, że Polska po utracie gola weźmie się do pracy, ten musiał poczuć spory zawód. Nasza drużyna nadal nie miała zbyt wielu argumentów i nie była w stanie zawiązać choćby jednej składnej akcji.
Niestety, w grze reprezentacji Polski nie było w piątkowy wieczór widać zbyt wiele jakości. Gra zespołu Brzęczka była schematyczna, brakowało w niej pomysłu i wzięcia przez liderów ciężaru odpowiedzialności na swoje barki. Poza zrywami Kamila Jóźwiaka i kilkoma niezłymi piłkami rzuconymi przez Piotra Zielińskiego, trudno o jakiekolwiek pozytywy warte wspomnienia.
Kluczowy piłkarz reprezentacji kontuzjowany! Baraże coraz bliżej
Nienajlepsze informacje docierają do nas z Wysp. Jedna z najjaśniejszych gwiazd reprezentacji doznała urazu tuż przed zbliżającymi się coraz większymi krokami barażami o mundial. Sprawdź, o kim mowa!