Pierwszy pomundialowy przegląd włoskich sił wypadł zdumiewająco. Bo oto nadzieja na lepsze jutro przyszła z zupełnie niespodziewanej strony.
Nowa twarz reprezentacji Włoch wygląda groźnie. Trochę jak talib. Kawał byka, starannie wygolony na łyso, za to z czarną brodą. Ona sprawia, że wygląda na więcej niż 23 lata, skończone w czerwcu.
Im łatwiej, tym trudniej
Simone Zaza to nowy Mario Balotelli? Oczywiście zdecydowanie za wcześnie na takie postawienie sprawy, ale w napastniku stylem gry, posturą i chęcią kopania piłki prawie wyłącznie lewą nogą bardziej przypominającym Christiana Vieriego bez wątpienia drzemie ogromny, jeszcze niewykorzystany na dużą skalę potencjał. W odróżnieniu od Super Mario w porę wydoroślał. Jako nastolatek, co przyznaje dziś, popełniał dużo błędów, które opóźniły jego wejście w seniorski futbol. Zanim pomyślał, już głupio zrobił, miał niewyparzony język, autorytetom się nie kłaniał. Właśnie dlatego Atalanta Bergamo, której szkółka piłkarska od lat jest niewyczerpanym źródłem dla pierwszej drużyny, wystawiła zdolnego Zazę za próg i zamknęła drzwi. I to po czterech latach spędzonych w zespołach juniorskich i debiucie w Serie A, na który pozwolił mu trener Luigi Del Neri. W 2010 roku bezdomnego napastnika przygarnęła Sampdoria Genua i tam rozpoczął się trwający do niedawna proces dojrzewania połączony z poszukiwaniem stałej przystani.
Wypożyczany do Juve Stabii i Viareggio robił małe kroki do przodu, ale zwrócił na siebie uwagę dopiero w Ascoli. Jego 18 goli na drugoligowym szczeblu na 3,5 miliona euro wycenił Juventus, który wykupił go z Sampdorii i natychmiast odesłał do Sassuolo, zbrojącego się przed pierwszym historycznym sezonem w Serie A. Trafił lepiej niż dobrze. U Eusebio Di Francesco grał regularnie, o tym, jak twarda jest ławka rezerwowych, przypomniał mu bardzo tymczasowy trener Alberto Malesani, ale po powrocie Di Francesco odzyskał miejsce w składzie i uzbierał 34 występy. Z dwóch powodów już wszedł do historii Sassuolo: strzelił pierwszego gola dla tego klubu w Serie A, jego bramka dała też pierwszy punkt. Po a i b, pora na c. A tym byłby pierwszy gol napastnika z Sassuolo w reprezentacji. W towarzyskim meczu z Holandią był o włos. Najpierw w stuprocentowej sytuacji sfaulował go Bruno Martins Indi, a później przegrał pojedynek z bramkarzem Jasperem Cillessenem.
– Już tak mam, że nie wykorzystuję łatwych okazji, a w trudnych strzelam gole – tłumaczył po meczu i między innymi nawiązał do inauguracji ligowej. Sassuolo podejmowało Cagliari, a on popisał się cudownym wolejem. Większość w podobnej sytuacji posłałaby piłkę w trybuny, on trafił idealnie i zdobył najpiękniejszą bramkę pierwszej kolejki.
(…)
Cały artykuł w najnowszym numerze tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!
Gianni Infantino znalazł sojusznika. Niedawno był przez niego krytykowany
Prezydent Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej (AFC), szejk Salman bin Ibrahim Al Khalifa, zamierza poprzeć Gianniego Infantino, aktualnego szefa FIFA, w jego staraniach o kolejną kadencję.
Polacy dołączają do sztabu Dynama Kijów. Kędziorek buduje swój zespół
Maciej Kędziorek coraz mocniej zaznacza swoją pozycję w Dynamie Kijów. Ukraiński klub poinformował, że do sztabu polskiego szkoleniowca dołączyli jego rodacy, Grzegorz Wojtkowiak oraz Daniel Wojtasz.
Półtora roku temu dorabiał na budowie, teraz gra w Lidze Mistrzów. „Sam czasem mam ochotę się uszczypnąć”
W okamgnieniu przeszedł drogę z niższych klas rozgrywkowych w Polsce do elitarnej Ligi Mistrzów. Oskar Kubiak to żywy dowód na to, że w futbolu w ciągu roku zmienić może się dosłownie wszystko.