Z Kraju Kwitnącej Wiśni do Polski. Nowa moda w ekstraklasie?
W naszej ekstraklasie panowały już różne mody. Kilkanaście lat temu Pogoń Szczecin stawiała na hurtowo sprowadzanych Brazylijczyków, okres „brazylijski” miała także Legia Warszawa, natomiast w innych klubach eksperymentowano z lepszymi lub (przeważnie) gorszymy Słowakami, Czechami czy przedstawicielami Bałkanów. Ostatnio można dostrzec, że w Polsce jest – jeszcze nieśmiało, ale jednak – obierany kierunek na Japonię.
Akahoshi to jeden z kluczowych piłkarzy Pogoni Szczecin
Nieśmiało, ponieważ obecnie po ekstraklasowych boiskach biega jedynie trzech przedstawicieli Kraju Kwitnącej Wiśni. W Pogoni Szczecin grają Takafumi Akahoshi i Takuya Murayama, natomiast nowym nabytkiem Lechii Gdańsk został przed startem sezonu Daisuke Matsui. Każdy z nich był wartościowym wzmocnieniem swoich zespołów i chociaż można zakładać, że Polska będzie jedynie przystankiem w ich karierach, to niewykluczone, że są oni tymi, którzy przecierają szlak dla swoich rodaków. Pierwszymi Samurajami na naszej ziemi.
To że sprowadzamy do kraju dobrych Japończyków, a nie „trzeci sort” zawodników, świadczy o tym, że Polska staje się dla nich naprawdę atrakcyjnym miejscem nie tylko do gry w piłkę, ale także do spokojnego życia. Wspomniany Akahoshi właśnie w Szczecinie poznał swoją przyszłą żonę, także Japonkę. – Znajomi się śmieją, że musiałem zjechać cały świat – żartował sam zawodnik, który wraz z Murayamą intensywnie uczy się języka polskiego. Obu piłkarzom idzie dość dobrze i chociaż wydaje się to być po prostu częścią piłkarskiego zawodu, to należy im się szacunek za próbę opanowania naszego – przecież trudnego za obcokrajowców – języka.
Ich śladem nie poszedł jednak Daisuke Matsui, który nawet nie zamierza ukrywać, że gra w gdańskiej Lechii, to dla niego jedynie etap przejściowy. – Lechia ma być pierwszym krokiem w moim powrocie do wielkiej piłki. Wciąż stać mnie na grę na wysokim poziomie i w Gdańsku postaram się to udowodnić. Chciałbym, żeby Lechia była tylko przystankiem w drodze do lepszej ligi i lepszego klubu – powiedział 31-krotny reprezentant swojego kraju. Cóż, nawet jeśli tak będzie, to można być pewnym, że: 1) Matsui wniesie do T-Mobile Ekstraklasy określoną jakość (jeśli już jej nie wniósł); 2) Pomoże wypromować naszą ligę na rynku azjatyckim; 3) Może pomóc Lechii w osiągnięciu dobrego wyniku w tym sezonie.
Czy wyżej wspomniani piłkarze, to jedyni Japończycy jacy biegali po polskich boiskach? Nic bardziej mylnego. W przeszłości kilku innych przedstawicieli Kraju Kwitnącej Wiśni zarabiało, lub próbowało zarabiać na chleb w naszym kraju i to nie zawsze w najwyższej klasie rozgrywkowej. W Górniku Zabrze występował w przeszłości Kimitoshi Nogawa, Korona Kielce miała w swojej kadrze Seijiego Saito, natomiast na testach w Okocimskim Brzesko pojawili się swego czasu Takaya Kawanabe, Shota Yanagi, Ryota Ishikawa i Ryuki Kozawa. Na koniec warto jeszcze wspomnieć o Yosuke Saito, którego sprawdzała Cracovia.
Widać więc jak na dłoni, że w Polsce zapanowała moda, pewien trend na piłkarzy z Japonii. Każdy klub chciałby tanim kosztem spróbować szczęścia i odkryć zawodnika na miarę Shinjiego Kagawy czy Hidetoshiego Nakaty. Warto próbować, tym bardziej, że Japończycy w przeciwieństwie do Brazylijczyków czy przedstawicieli Bałkanów należą do graczy niezwykle sumiennych i nie sprawiających problemów, co chyba potrafi docenić każdy trener.
Tabela Ekstraklasy po 10. kolejce. Zmiany w dolnych rejonach
Zakończyliśmy zmagania w dziesiątej serii gier PKO Bank Polski Ekstraklasy. Wygrana Motoru w Radomiu sprawiła, że ekipa Johna Carvera znalazła się pod kreską.