Wszystko wskazuje na to, że w kampanii 2018-19 o tytuł mistrza Hiszpanii powalczą, ale tym razem już na całkowicie równych prawach, te same trzy zespoły, które rywalizowały ostatnio, czyli Barca, Real i Atletico. Natomiast na wyższym poziomie i z udziałem większej liczby zespołów powinny toczyć się zmagania o pozostałe miejsca w europejskich pucharach. Drugi szereg, klasa średnia Ligi Santander, mocno bowiem się dozbroił.
LESZEK ORŁOWSKI
W poprzednim sezonie z członków tego grona tylko Valencia w miarę dotrzymywała kroku gigantom. Jednak już różnica pomiędzy mistrzem z Camp Nou, a piątym Villarrealem wyniosła 32 punkty. Teraz należy oczekiwać, że ta przepaść między podium, a miejscami dającymi grę w Lidze Europy nie będzie tak wielka. Wiele klubów hiszpańskich przeżywa bowiem okres finansowej prosperity, który owocuje zbudowaniem naprawdę silnych zespołów. Nie jest przypadkiem, że aż 10 ekip tego lata dokonało rekordowych transferów. Choćby ten fakt zwiastuje, że rywalizacja będzie trochę bardziej wyrównana niż w ostatnich latach.
TRZECH PRETENDENTÓW
W ostatnich bowiem latach przed startem sezonu pisaliśmy, że o tytuł powalczą Real i Barca, a Atletico może się do tej rywalizacji włączyć tylko wtedy, jeśli nie będzie się ona toczyła na zbyt wysokim poziomie, czyli do mistrzostwa potrzebnych okaże się zdobycie nie stu punktów, lecz na przykład dziewięćdziesięciu, bo Los Colchoneros więcej na pewno nie uciułają. Otóż w świetle tego, co wydarzyło się w minioną środę w Tallinie, ta obserwacja wydaje się nieaktualna. Atletico zagrało z Realem jak równy z równym, zwyciężając nie dzięki jakiejś lisiej strategii, tylko pokonując rywala, jak lew pokonuje lwa w starciu królów sawanny.
Z kadry Diego Simeone nie odeszła tym razem żadna gwiazda, natomiast przyszło kilku świetnych piłkarzy. Thomas Lemar i Rodri, którzy w linii pomocy zajęli miejsca obok Koke i Saula, to zawodnicy znakomicie wyszkoleni technicznie, zdolni do tego, by skutecznie rozgrywać akcje na małej przestrzeni. W jedenastce Cholo nie ma już dziś zawodników umiejących tylko bronić, zespół nie jest skazany na kontratak. Ma zarówno większy niż dotychczas repertuar ofensywny w starciach z gigantami, jak i, zdaje się, zdolność do tłamszenia zespołów z drugiego szeregu porównywalną ze zdolnością dwójki odwiecznych hegemonów. Nawet w mistrzowskim sezonie 2013-14 Atletico kilka razy straciło punkty ze słabeuszami, nie potrafiąc z powodu braku armat w żaden sposób dobrać się im do skóry. Teraz to się nie musi zdarzać; Colchoneros w formie z Tallina te wszystkie Hueski, Eibary i Levante będą zjadać jak bułki z masłem na śniadanie!
Real dla odmiany przypominał w stolicy Estonii grupę śpiących królewien. Szczególnie odnosi się to do niestarannie, niechlujnie grających obrońców, którym wydawało się, że jak coś przegapią, to przeciwnik i tak nie będzie potrafił tego zaniedbania wykorzystać. A Atletico wszystkie prezenty skwapliwie zamieniło na gole. Ta porażka może jednak wyjść zawodnikom Julena Lopeteguiego na dobre, może uchronić ich przed kilkoma bezsensownymi stratami punktów na starcie rozgrywek ligowych. Taki właśnie skutek zeszłoroczna klęska w zmaganiach o Superpuchar Hiszpanii z Realem miała na grę Barcelony w pierwszych tygodniach zmagań w Liga Santander. Katalończycy podeszli do nich skupieni, dbali w trakcie gry o każdy detal. W efekcie uciekli rywalom tak daleko, że potem ci nie byli już w stanie ich dogonić.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (34/2018) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Arbeloa zabrał głos po bójce w szatni Realu Madryt. „To ja jestem za to odpowiedzialny”
Konferencja prasowa Realu Madryt przed El Classico została zdominowana przez ostatnie zdarzenie z udziałem Fede Valverde oraz Aureliena Tchouameniego. Ostatnie wydarzenia w Los Blancos skomentował Alvaro Arbeloa.
Kuriozalna czerwona kartka w La Liga. Co zrobił bramkarz?! [WIDEO]
Czegoś takiego dawno nie widzieliśmy. Bramkarz Osasuny kompletnie stracił kontrolę i zagrał piłkę bardzo daleko od własnego pola karnego. Sergio Herrera otrzymał czerwoną kartkę.