Ruch Chorzów musiał w niedzielę wygrać z Lechią Gdańsk, aby myśleć o mistrzostwie Polski. Niebiescy wypełnili swoje zadanie, ale zakończyli sezon na drugim miejscu. Z pewnością w Chorzowie nikt z tego powodu nie będzie zmartwiony…
Stawka tego spotkania była ogromna, przynajmniej dla Ruchu Chorzów. Gospodarze podchodzili do meczu na pozycji wicelidera z szansami na mistrzostwo Polski. Wystarczyło wygrać z Lechią Gdańsk, która utrzymanie w Ekstraklasie miała już zapewnione. Oczywiście był jeszcze jeden ważny warunek do spełnienia, czyli remis lub porażka Śląska Wrocław w starciu z Wisłą Kraków.
Od początku meczu gospodarze byli bardzo zmotywowani. W Chorzowie nikt nie dopuszczał do siebie myśli o porażce, a nawet remisie. Dlatego Niebiescy mieli wyraźną przewagę, którą udokumentowali już w 18. minucie. Wówczas „zadziałał” duet napastników Maciej Jankowski – Arkadiusz Piech. Ten pierwszy posłał prostopadłą piłkę do kolegi, który nie zmarnował dobrej okazji.
Stadion przy ulicy Cichej w Chorzowie eksplodował po raz drugi cztery minuty później. Tym razem uderzeniem zza pola karnego Sebastiana Małkowskiego zaskoczył Gabor Straka i mieliśmy już 2:0. W tym momencie to Ruch był nowym mistrzem Polski, bo Śląsk Wrocław jedynie bezbramkowo remisował z Wisłą Kraków.
W drugiej połowie w 85. minucie Sebastian Madera zdobył bramkę kontaktową, ale Lechia już więcej goli nie strzeliła. Ruch wygrał 2:1, ale to okazało się za mało, aby sięgnąć po mistrzostwo Polski. Jednak drugie miejsce jest również ogromnym sukcesem dla Niebieskich.