– Chcieliśmy powalczyć o wszystko. Ale od kilku tygodni wszystko, o co mogliśmy powalczyć to Puchar Polski. Uratowaliśmy sezon w 50 procentach – stwierdził Jakub Wawrzyniak, strzelec decydującego karnego w wygranym przez Legię finale Pucharu Polski z Lechem.
Wawrzyniak to człowiek od zadań specjalnych. Trzy lata temu w Bełchatowie w finale piłkarze Legii zremisowali bezbramkowo z Wisłą Kraków prowadzoną przez Macieja Skorżę. W serii rzutów karnych o sukcesie legionistów zadecydował strzał Wawrzyniaka. W Bydgoszczy drużyna Legii tym razem prowadzona przez trenera Skorżę osiągnęła z Lechem wynik 1:1. I znowu wygrała karne. I znowu decydującego strzelił Wawrzyniak.
– Jak doszło do serii rzutów karnych to zobaczyłem, że Kuba Rzeźniczak jest rozpisany jako ostatni, a ja jako czwarty. Podszedłem do „Rzeźnika” i powiedziałem: Nie, ty nie będziesz strzelał ostatni. Ja to zamykam i zrobimy to jak w Bełchatowie. Poza Bosackim wszyscy, cała dziewiątka strzelała bardzo pewnie i bramkarze nie mieli szans. My robiliśmy to perfekcyjnie – opowiadał obrońca Legii.
– Trzeba oddać sprawiedliwość rywalowi. Lech w pierwszej połowie był od nas zdecydowanie lepszy. Nam udało się w drugiej połowie. Wszyscy jesteśmy szczęśliwi, że w końcu gola zdobył Manu. Odwdzięczył się za zaufanie w sposób najważniejszy. Po tym golu uwierzyliśmy, że możemy ten puchar zdobyć. Lech po straconej bramce trochę się zagubił. Potem przejęliśmy inicjatywę i mogliśmy rozstrzygnąć mecz po 90 minutach. Choć z drugiej strony Kiełb trafił w poprzeczkę. Zdobyliśmy ten puchar i wydaje mi się, że teraz presja z nas zejdzie i nasze mecze ligowe będą już na bardzo wysokim poziomie. Jak Legia wygrywa to coś normalnego, a jak przegrywa to robi się wielkie halo, ale ja tę krytykę rozumiem – powiedział.
Podczas finałowego spotkania znowu ze złej strony pokazali się kibice obydwu drużyn. Na początku manifestacyjnie opuścili trybuny. Po ostatnim gwizdku wylegli na murawę, bili się z policjantami, niszczyli stadion Zawiszy.
– Nie śledziłem, co dzieje się na trybunach. Skoncentrowałem się na rzucie karnym. Jak się obejrzałem to dwie, trzy sekundy i ci kibice już byli. Rzucili się na nas i zabrali nam wszystko co mieliśmy. Nie wiem co potem się działo. Kiedy trwały awantury byliśmy w szatni. Co do protestu to szkoda, że nastąpił w takim momencie, w takim meczu. Dużo dzieje się w mediach na temat kibiców. Nie można robić przed Euro nagonki. Stąd taka reakcja – tłumaczył Wawrzyniak, choć widać było, że nie ma na to ochoty.
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.