Osiem zwycięstw, cztery remisy i pięć porażek. Właśnie tak przedstawia się bilans Jerzego Brzęczka na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski. Na pierwszy rzut oka nie wygląda on źle, jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się jego pracy zbyt wielu powodów do zadowolenia nie ma.
Co Brzęczek wniósł do reprezentacji Polski? (fot. 400mm.pl)
– Najważniejszą kwestią jest zawsze znalezienie balansu. Grać ofensywne nie znaczy, że wystawiam czterech, pięciu napastników. To nie liczba atakujących świadczy o sile rażenia. Jeśli wybiorę kilku obrońców, nie gwarantuje mi to również lepszej gry w defensywie i tego, że nie popełnimy błędów. Wszystko jest kwestią taktycznego poruszania się zawodników na boisku. Oni tworzą całość. Zawsze najtrudniejszy jest moment timingu, podejmowania tych optymalnych decyzji w danym momencie – właśnie tymi słowami Brzęczek przywitał się z reprezentacją.
Nowy selekcjoner obiecał nowe otwarcie, wyciągnięcie tego co było najlepsze z kadencji swojego poprzednika i skorygowanie tego, co w końcówce panowania Adama Nawałki nie funkcjonowało. Nominacja od początku była krytykowana, ponieważ liczono, że PZPN postawi na szkoleniowca z dużo wyższej półki, a przypomnijmy, że Brzęczek trafił do reprezentacji z Wisły Płock i można było mieć zasadne wątpliwości, czy to aby nie za duży przeskok.
Od początku zapowiadano, że Liga Narodów będzie dla selekcjonera poligonem doświadczalnym, natomiast jego głównym celem jest wprowadzenie kadry na mistrzostwa Europy. Brzęczek zaczął efektownie, ponieważ pierwsza połowa wyjazdowego meczu z Włochami naprawdę mogła napawać optymizmem. Biało-czerwoni wyszli na starcie z utytułowanym rywalem bez kompleksów i od początku grali jak równy z równym. Czas pokazał, że był to jedynie ciekawy epizod.
Czas mijał, a reprezentacja Brzęczka czekała na pierwsze zwycięstwo. To przyszło dopiero podczas siódmego spotkania, na inaugurację eliminacji EURO 2020. Polska pokonała wtedy na wyjeździe Austrię (1:0) i tym samym udanie otworzyła kampanię, które zakończyła się awansem. W grupie przyszło się nam zmagać także z Łotwą, Macedonią, Słowenią oraz Izraelem, więc od początku było wiadomo, że wywalczenie biletów na mistrzostwa Europy jest obowiązkiem tej drużyny, szczególnie jeśli spojrzy się na przynależność klubową naszych najlepszych zawodników.
Cel został spełniony i w tym aspekcie nie można selekcjonerowi niczego zarzucić, ale… Brzęczek zapowiadał przecież nowe otwarcie, jednak mecze, w których jego zespół zaprezentował dobry futbol można było policzyć na palcach jednej dłoni. Wspomniana pierwsza połowa z Włochami i domowe starcie z Izraelem – to właściwie wszystko. Trochę mało, szczególnie, że przy tej klasie rywali były również takie spotkania jak to z Austrią na PGE Narodowy, gdzie przeciwnicy rozgrywali Polaków przez pełne 90 minut czy Macedonią w delegacji, gdzie odnieśliśmy bardzo szczęśliwą wygraną.
Brak stylu to jedno. Selekcjoner podejmował również dziwne decyzje personalne jak niezrozumiałe wystawianie na lewej stronie obrony Bartosza Bareszyńskiego, który radzi sobie tam dość słabo, czy traktowanie jak turysty Karola Linettego. Wszyscy pamiętają również przywiązanie na początku do Arkadiusza Recy, który otrzymywał powołania w momencie, gdy w swoim klubie nie miał okazji na grę i podczas meczów kadry był cieniem samego siebie.
Reprezentacja w każdym kolejnym spotkaniu musiała liczyć na Roberta Lewandowskiego i to czy weźmie on ciężar gry na swoje barki, czy jednak zdarzy mu się gorszy dzień. Zbigniew Boniek zachowywał jednak spokój, nie dostrzegając powodów do niepokoju – Jurek ma wszystkie cechy, które powinien mieć selekcjoner. Do tego charakter i co dla mnie bardzo ważne – ogień w oczach i ogromne chęci do ciężkiej pracy. Jestem przekonany, że to odpowiedni wybór – powiedział podczas rozmowy z „Przeglądem Sportowym”.
Czy piątkowy mecz z Holandią mógł doprowadzić do przelania się czary goryczy? Cisza po stronie prezesa, który do tej pory bardzo chętnie zabierał głos w przestrzeni publicznej jest dość wymowna. Brzęczek po jednym z najsłabszych spotkań za swojej kadencji (a konkurencja była spora) stwierdził z uśmiechem na twarzy, że jest zadowolony. Selekcjoner dostrzegł więc w grze swojej drużyny coś, czego nie widział absolutnie nikt. Pytanie czy to cecha niezrozumiałego geniusza, czy jednak sygnał, że opiekun zespołu narodowego zaczął niebezpiecznie wysoko bujać w obłokach?
Zmiana na stanowisku selekcjonera? Tego typu apele zaczęły się pojawiać, ale nie należy mieć wątpliwości – do takiego ruchu nie dojdzie. Zbigniew Boniek dokonał wyboru i należy się raczej spodziewać, że będzie go bronił do samego końca.
I tylko szkoda, że być może najlepszy czas karierze w Lewandowskiego, a także wielu zawodników, dla których EURO 2020 będzie turniejem docelowym, przypadł na kadencję selekcjonera, któremu po dwóch latach nadal nie udało się na dobre zaprezentować swojego pomysłu na reprezentację i nakreślić jasno własnej filozofii futbolu.
Kluczowy piłkarz reprezentacji kontuzjowany! Baraże coraz bliżej
Nienajlepsze informacje docierają do nas z Wysp. Jedna z najjaśniejszych gwiazd reprezentacji doznała urazu tuż przed zbliżającymi się coraz większymi krokami barażami o mundial. Sprawdź, o kim mowa!