O
tym, że nasz futbol znajduje się w stanie rozkwitu nikogo
przekonywać nie trzeba. Ćwierćfinał Euro 2016 wywalczony przez
reprezentantów Polski i grupa Ligi Mistrzów, w której zaistniała
Legia Warszawa, przeskakując na dodatek do wiosennej tury Ligi
Europy, to dowody trudne do zakwestionowania. A przecież hitem
wszech czasów dla zawodników urodzonych między Tatrami a Bałtykiem
okazało się letnie okno transferowe. Cenione i wysoko notowane
zagraniczne kluby na pupili Adama Nawałki wydały grubo ponad 100
milionów euro. Słowem – tak dobrze nie było nigdy wcześniej!
Pierwsze miejsce wśród napastników w rankingu TOP 77 mógł zająć tylko Robert Lewandowski (foto: Ł. Skwiot)
Pewnie,
reprezentacja Polski ma na koncie trzecie miejsca w mundialach,
Widzew Łódź kwalifikował się do półfinału Pucharu Mistrzów,
Górnik Zabrze wystąpił nawet w finale Pucharu Zdobywców Pucharów,
zaś Legia Warszawa w półfinałach obu tych rozgrywek, oraz w
ćwierćfinale Champions League, ale to wszystko zamierzchłe czasy.
A zważywszy na dynamikę rozwoju futbolu w ostatnich dekadach –
nawet prehistoria. Dziś już bardzo ostrożnie trzeba wypowiadać
wyświechtaną przez lata formułkę, że pieniądze w piłkę nie
grają. Kasa ma bowiem kolosalny wpływ na pogłębianie przepaści
między najlepszą częścią Europy – liczoną od Madrytu i
Barcelony, wiodącą przez Londyn i Manchester, dotykającą Paryża
oraz Turynu, i zasięgiem obejmującą Monachium – a resztą
świata. Prawda jest bowiem taka, że cała reszta jest niczym
plankton dla wspomnianych wielorybów, dlatego tym bardziej miłe, że
z pańskiego stołu – i to wcale nie resztkami – mogą pożywić
się nasze zespoły, a także poszczególni zawodnicy. A i w redakcji
„PN” mieliśmy wielką frajdę przyznając tradycyjne klasy w
dorocznym rankingu polskich piłkarzy. Epitet: międzynarodowa
pojawiał się – i to zasadnie, bez naciągania – z niespotykaną
częstotliwością w nowożytnej erze futbolu, którą (mocno
umownie), datujemy na początek obecnego stulecia.
W
każdym razie elektorzy w składzie: Michał Czechowicz, Adam
Godlewski, Paweł Gołaszewski, Łukasz Konstanty, Zbigniew
Mroziński, Zbigniew Mucha, Leszek Orłowski i Przemysław Pawlak,
który był sekretarzem wyborów, z wielką przyjemnością pracowali
przy tworzeniu niniejszej klasyfikacji. Czytelnikom życzymy dobrej
lektury, sobie podobnych doznań przy podsumowaniu kolejnego roku,
zaś piłkarzom – utrzymania wznoszącego trendu co najmniej do
rosyjskiego mundialu. Amen!
(…)
NAPASTNICY
To
jedna z tych kategorii, gdzie głosowanie i punktowanie poszło bodaj
najsprawniej. Nie było również specjalnego sporu w kontekście
przyznanych klas, z jednym może zastrzeżeniem – gdyby była klasa
kosmiczna, dopasowalibyśmy do niej Roberta Lewandowskiego.
Od
lat lider polskich napastników (i nie tylko) nie zawiódł również
w 2016 roku. Ocena jego występu na mistrzostwach Europy nie jest
oczywiście jednoznaczna, lecz trudno powiedzieć, by Lewy zawiódł
sromotnie, zaginął, zagubił się, nie poradził z trudami wielkiej
imprezy. Przeciwnie – poświęcił się dla drużyny, zdobył
bramkę w ćwierćfinale, skutecznie egzekwował rzuty karne.
Natomiast jesienne mecze kwalifikacyjne do rosyjskiego mundialu były
już właściwie teatrem jednego aktora; w Bukareszcie osiągnął
maksimum mocy, pracując na wszystkich cylindrach. Na niwie klubowej
błyszczał zaś niezmiennie, sięgając po koronę króla strzelców
Bundesligi, a jesienią również dowiódł, że będzie się liczył
w tej konkurencji również w obecnym sezonie.
Za
jego plecami Arkadiusz Milik, który ma na pewno jeszcze mniej
powodów do zadowolenia po Euro 2016 niż Lewandowski, pamiętajmy
jednak, że mówimy o zaledwie 22-letnim zawodniku, przed którym
jeszcze wszystko co najlepsze. Wiosną strzelał jak natchniony dla
Ajaksu (12 goli, a w całym w sezonie 2015-16 – 21), po rekordowo
wysokim transferze do Napoli, za 32 miliony euro, musiał zmierzyć
się z najtrudniejszą dla napastników ligą świata. Zmierzył i
wygrał. Trafiał do siatki w Serie A i Champions League, Neapol go
pokochał, zapominając o zdrajcy rodem z Argentyny, którego
nazwisko prawdziwym neapolitańczykom nie przechodzi już przez usta.
Pechowa i poważna kontuzja zatrzymała pięknie rozwijającą się
na włoskich boiskach karierę, ale Arek szybko dochodzi do siebie i
w lutym ponownie wybiegnie na boisko.
Na
trzecim miejscu absolutna torpeda, napastnik, który stał się
odkryciem w Europie, a już w Beneluksie na pewno. Anderlecht
błyskawicznie podjął decyzję, że wykupi za około 4,5 miliona
euro na razie tylko wypożyczonego z Dynama Kijów napastnika.
Szefowie Fiołków doskonale wiedzą, że zanotują pięciokrotną
przebitkę, jeśli Teo utrzyma dyspozycję. 13 ligowych bramek
jesienią plus niezłe występy w reprezentacji Polski dobrze wróżą
zarówno jemu, jak i księgowemu Anderlechtu.
Mariusz
Stępiński raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem próbuje poradzić
sobie w Ligue 1 (3 gole wg stanu na 15.12). Chorzów był już
zdecydowanie dla niego zbyt ciasny, transfer przyszedł w samą porę.
Z kolei Kamil Wilczek po nieudanym pobycie we Włoszech odnalazł się
znakomicie w Danii i do połowy grudnia zdobył dla Broendby 15
ligowych bramek, do tego dorzucił sporo asyst. W końcu też
zadebiutował w reprezentacji Polski i były to bardzo obiecujące
epizody. Dojrzał, wydaje się, że potrafi jeszcze więcej, niż
wówczas, gdy wyjeżdżał z Piasta.
Artur
Sobiech nieco chyba ugrzązł w Hanowerze. Wiosną zdobył cztery
bramki, ale spadł z drużyną do 2. Bundesligi. Generalnie nie ma za
sobą wybitnego roku, jednak wciąż utrzymuje się w mocnej
konkurencji, na pewno mocniejszej niż polska liga. Więcej, bo
kilkanaście goli dla Lechii strzelił Grzegorz Kuświk – tyleż
utalentowany, co… chimeryczny. Niemniej wciąż jeden z najlepszych
i najkonkretniejszych napastników Lotto Ekstraklasy. Poza listą
znaleźli się tym razem Paweł Brożek, Krzysztof Piątek, Patryk
Tuszyński, Marcin Robak i – dobrze się rozwijający – Dawid
Kownacki, natomiast kompletnie zaginął siódmy przed rokiem Łukasz
Zwoliński.
Zbigniew Boniek optymistą przed finałem ze Szwecją. „Jesteśmy lepszą drużyną”
We wtorek reprezentację Polski czeka wielki, ostateczny bój o udział w mistrzostwach świata. Zbigniew Boniek podkreśla, że Polacy są lepszą drużyną od Szwecji.
Lewy znów przejdzie do historii? Potrzebny jeden gol
Robert Lewandowski może we wtorek samodzielnie awansować na 5. miejsce wśród najlepszych strzelców reprezentacji w historii. Potrzebuje do tego tylko gola w spotkaniu ze Szwecją.
EURO U-19 nie dla Polaków. Zdecydowała porażka z Anglikami
Reprezentacja Polski do lat 19 nie zagra na młodzieżowym EURO. Biało-czerwoni nie zdołali sprawić sensacji, odwracając trudne położenie w grupie eliminacyjnej.