Za nami dopiero 22. kolejka Bundesligi, ale w Niemczech nikt w zasadzie nie ma wątpliwości co do najbliższych losów SV Darmstadt. Porażka z Augsburgiem u siebie wszystkich sprowadziła na ziemię. Sensacyjne zwycięstwo nad Borussią Dortmund dało tylko i wyłącznie trzy punkty. Tak jak wygrana nad kimkolwiek innym w lidze. Nie wywołało żadnego dodatkowego efektu, nie spowodowało, że zespół uwierzył we własne możliwości.
Tydzień później przyszła wyjazdowa porażka z Hoffenheim, a w sobotę kluczowa przegrana na własnym boisku z Augsburgiem. Kluczowa, bo poniesiona z rąk jednego z rywali do walki o utrzymanie. Pomeczowe miny kibiców, a także Fringsa i samych piłkarzy, mówiły więcej niż 100 okrągłych formułek wypowiedzianych przez nich na konferencji prasowej i w mix-zonie. Nie było w nich widać nadziei na lepsze jutro.
Nadziei tej nie widzą też niemieckie media. Gazeta „Die Zeit” odtrąbiła, że ze statystycznego punktu widzenia Lilie już spadły, bo jeszcze nikomu, kto po 22 kolejkach miałby przynajmniej 8 punktów straty do miejsca barażowego, nie udało się utrzymać w lidze. Nikomu też nigdy nie udało się w lidze utrzymać, jeśli na tym etapie sezonu miał ledwie 12 punktów w dorobku. Przeprowadzając symulację – gdyby Darmstadt punktowało do końca sezonu tak, jak punktuje do tej pory, zakończyłoby sezon z dorobkiem nieco ponad 18 punktów, podczas gdy średnia potrzebna do utrzymania w ostatnich 10 sezonach wynosi nieco więcej niż 32 punkty. Przepaść. Zresztą co tu analizować i przeliczać – z ostatnich 14 meczów Darmstadt wygrało 1 (akurat z Dortmundem…), a z 10 wyjazdów, jako jedyne w lidze, nie przywiozło jeszcze ani jednego punktu. Jeśli pozostanie tak do końca sezonu, a patrząc na kalendarz Lilli nie można tego wykluczyć, to klub z Hesji zapisze się w niechlubnych annałach Bundesligi i pobije rekord legendarnej Tasmanii Berlin z sezonu 1965/1966, która z obcych boisk przywiozła w całym sezonie tylko jeden punkt.
Ostatnim tak słabym zespołem w lidze na tym etapie rozgrywek był Greuther Fürth przed czterema laty. On również po 22 kolejkach miał na swym koncie 12 punktów i nie nawiązał absolutnie żadnej walki o utrzymanie, a po spadku ugrzązł na dobre w 2. Bundeslidze. Podobnie rzecz się miała w poprzednich latach z 1. FC Kaiserslautern, TSV Monachium, Arminią Bielefeld, 1. FC Nürnberg czy Eintrachtem Brunszwik, a SC Paderborn, niczym GKS Bełchatów, spada z każdym kolejnym sezonem coraz niżej i dziś dramatycznie walczy o przetrwanie na trzecim poziomie rozgrywek. Dlatego w Stuttgarcie, a zwłaszcza w Hanowerze postawiono niemal wszystko na jedną kartę. Martin Kind, główny udziałowca Hannover 96, nie krył w rozmowach z prasą, że zaryzykował i znacząco przeciągnął budżet klubu po to, by zmaksymalizować szansę na natychmiastowy powrót do 1. Bundesligi. Jeśli się nie uda, klubowi będzie naprawdę trudno odzyskać równowagę finansową. Wbrew obiegowej (i bzdurnej) opinii, spadek nie jest żadną szansą na oczyszczenie i poukładanie klubu na nowo. To balansowanie na cienkiej linie. To walka o przetrwanie. Jeśli się uda powrócić od razu do wyższej ligi, to super. Jeśli nie, to może się już nie udać przez dobrych kilka lat.
Jaka zatem przyszłość czeka Darmstadt w najbliższym czasie? Załóżmy czarny ale i jednocześnie najbardziej realny scenariusz, że bajka, którą czytają w Hesji od 2013 roku, powoli się kończy. Pozostało już tylko kilka stron. Jeśli nie wydarzy się nic nieoczekiwanego, to Torsten Frings pozostanie szkoleniowcem drużyny także i w niższej lidze. Zadanie przed nim stanie horrendalne, bo w lecie kontrakty kończą się aż… 20 piłkarzom. Być może część z nich pozostanie w klubie nawet w przypadku degradacji, bo i tak nic lepszego niż Darmstadt już im się w karierze nie trafi. O ile wspomniany wyżej Greuther Fürth pozostawił po sobie w Bundeslidze Johannesa Geisa, Edgara Priba, Feliksa Klausa, a po roku wypromował jeszcze Mergima Mavraja i Abdula Rahmana Babę, o ile Norymberga stworzyła Daniela Ginczka, Hiroshiego Kiyotake, Josipa Drmicia czy Marvina Plattenhardta, zaś Stuttgart uformował tak znakomitych piłkarzy, jak Daniel Didavi, Filip Kostić, Timo Werner czy Lukas Rupp, o tyle trudno tak naprawdę wskazać choćby dwóch zawodników SVD, którzy po ewentualnym spadku Darmstadt z 1. Bundesligi znajdą w niej nowych pracodawców. Większość z nich bowiem została przez ligę już wcześniej zweryfikowana i wypluta. Darmstadt to była ich jedyna i być może ostatnia szansa.
Na sytuację Lilli można jednak spojrzeć dwojako. Z perspektywy roku 2017 można powiedzieć, że klubu po ewentualnym spadku raczej nie czeka raczej świetlana przyszłość. Śledząc losy spadkowiczów wydaje się, że już zakotwiczenie w 2. Bundeslidze na stałe będzie dla niego dużym osiągnięciem, bo potencjał całego klubu bardziej przybliża go do Paderborn niż do Stuttgart. Budowanie zespołu na nowo zawsze obarczone jest sporym ryzykiem i niepewnością co do kierunku, w którym pójdzie rozwój. Jeśli jednak za cezurę obierzemy rok 2013, kiedy to Darmstadt po dramatycznych barażach z Arminią Bielefeld awansowało do 2. Bundesligi nie będąc na ów sukces w żaden sposób przygotowane, to dojdziemy do wniosku, że nawet ewentualny spadek do 2. Bundesligi nie będzie dla klubu wielką tragedią, bo jest on dziś znacznie lepiej przygotowany do bundesligowych wymogów i standardów, niż przed czterema laty. Prezydent Rüdiger Fritsch, który objął stery w klubie w roku 2012 i swoją działalnością w dużym stopniu przyczynił się do jego trzech kolejnych awansów mówi, że SV jest dziś pod względem ekonomicznym okazem zdrowia. Ma on długofalową wizję – chce ugruntować pozycję Darmstadt w niemieckim futbolu i chwilowa przynależność do danej ligi, nie ma dla rozwoju klubu aż tak wielkiego znaczenia. – Chcemy wejść do 1. Bundesligi, bo nawet jeśli z niej spadniemy, to nadal będziemy w 2. Bundeslidze – mówił przed dwoma laty, kiedy ważyły się losy awansu Lilii do najwyższej klasy rozgrywkowej. Dzięki tym dwóm latom spędzonym w towarzystwie Bayernu, Borussii Dortmund czy Schalke 04, klub, nawet po spodziewanym spadku, będzie na zupełnie innym pułapie niż był jeszcze trzy lata temu. Jego rozkwit budzi naprawdę duży szacunek. Zamiast 6 pracowników zatrudnia dzisiaj ponad 30 osób w pionie administracyjnym, budżet płacowy wzrósł z 5 do 21 milionów € (przy budżecie całościowym szacowanym na 41 milionów €) i nawet po redukcji związanej ze spadkiem, będzie co najmniej dwukrotnie większy niż wówczas. W międzyczasie unowocześniono stadion, dokonano niezbędnych inwestycji w młodzieżową akademię, a także w bazę treningową, fundując sobie trzy nowiutkie pełnowymiarowe boiska treningowe – w tym jedno sztuczne i jedno z podgrzewaną murawą. A trzeba pamiętać, że wchodząc do 2. Bundesligi Darmstadt był klubem pogrążonym w długach.
Nie można zatem powiedzieć, by w Darmstadt zmarnowano te ostatnie dwa lata. Wykrzesano z nich absolutnego maksa. Położono solidne podwaliny na przyszłość. Najważniejsze teraz, to rozsądnie zaplanować strategię klubu na najbliższe miesiące. Ale Fritsch jest pewny siebie. – Nie znikniemy z pola widzenia, nie będziemy drugim Paderborn – mówi w rozmowie z Tageszeitung. I oby miał rację, bo Darmstadt dodał Bundeslidze przez te dwa lata mnóstwo kolorytu i zyskał wielu nowych sympatyków, nie tylko w Niemczech. Lilie są bowiem jedynym piłkarskim klubem w Europie, którego profil na twitterze obserwuje Barack Obama. Powstał nawet na tę okoliczność specjalny filmik, na którym napastnik Terrence Boyd serdecznie zaprasza byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych na któryś z meczów.
Może tak na mecz z Greutherem Fürth? Barack Obama i Henry Kissinger w jednej loży? Czemu nie.
Bayern rusza po potrójną koronę! Bawarczycy w finale Pucharu Niemiec
Kilka dni temu Bayern Monachium dopiął swego w Bundeslidze. W Lidze Mistrzów wciąż ma szanse na puchar, a teraz mistrzowie awansowali do finału Pucharu Niemiec.
Jakub Kamiński na stałe w FC Koln? Są nowe informacje niemieckich mediów
Sezon 2025/26 Jakub Kamiński spędzony na wypożyczeniu z Wolfsburga do FC Koln. Polak radzi sobie na tyle dobrze w zespole z Kolonii, że ten myśli o jego wykupie definitywnym.