Szymon Marciniak dla PN: Chiellini płakał mi w rękaw
Polski sędzia w finale Ligi Mistrzów? Jeszcze do niedawna brzmiałoby to jak żart, teraz to nie kwestia marzeń, a czasu. Wszystko dzięki Szymonowi Marciniakowi, który zaliczył na Euro 2016 spektakularny występ.
Szymon Marciniak to już dziś jeden z najwyżej notowanych arbitrów w Europie
– Pan kiedyś odpoczywa? Jeździ na urlopy? – Owszem, jak każdy normalny człowiek. Tylko, że ja urlopy staram się spędzać aktywnie – mówi Szymon Marciniak (na zdjęciu).
– Wszyscy myśleli, że po ciężkim sezonie, a na dodatek udziale w Euro niemal do samego końca, przewodniczący Zbigniew Przesmycki da panu chwilę oddechu. A tu nieoczekiwanie dostał pan z marszu mecz w pierwszej kolejce LOTTO Ekstraklasy. – Szczerze mówiąc, też myślałem, że będę mógł pojechać teraz na wakacje. Ale rozumiem sytuację, trzeba było posędziować jeszcze jeden mecz, więc nie był to dla mnie żaden problem. Decyzję podjęliśmy wspólnie z przewodniczącym Przesmyckim. Rozważaliśmy, czy przerwę zrobić teraz, czy po zbliżających się egzaminach w UEFA – 10-12 sierpnia. Zdecydowaliśmy, że na wakacje
(…) – Jest jakiś jeden obrazek z mistrzostw, który utkwił w pana pamięci? – Jest kilka. O tym turnieju pamiętał będę długo przez to, że był tak bardzo nieprzewidywalny, że każdy mógł wygrać z każdym. Na przykład Albania była o krok od przedostania się do kolejnej rundy, byłem zafascynowany jej grą. Natomiast najbardziej ckliwy moment przeżyłem po meczu Włochów z Niemcami. Wszyscy pamiętamy jego przebieg – najpierw 120 minut walki, później taka, a nie inna seria rzutów karnych. Ostatecznie Niemcy zwyciężyli, a Włosi wpadli w rozpacz. Stałem przy tunelu prowadzącym do szatni, obserwowałem załamanych piłkarzy z Italii. Ostatni szedł Giorgio Chiellini, z którym złapałem swego czasu bardzo dobry kontakt. Minął mnie, ale po chwili zawrócił, rzucił mi się w ramiona, zaczął płakać. Nie do końca wiedziałem w pierwszym momencie, jak mam się zachować. Odrzuciłem jednak zimną pozę, po ludzku go pocieszałem. To moment, który zapamiętam na długo, bo zrozumiałem wtedy, jak wielkie emocje towarzyszą zawodnikom na wielkim turnieju.
– Po powrocie z Euro – mając w pamięci poprowadzone mecze, opinie na pana temat, pozytywne oceny przełożonych – czuje się pan już częścią czołówki europejskich sędziów? Tej, w której od dawna są tacy arbitrzy jak Mark Clattenburg czy Cuneyt Cakir? – Trudno się porównywać do innych sędziów, mogę tylko powiedzieć, że czuję się bardzo dobrze. Gdy od trzech lat nie zaliczasz błędu w Europie, musisz być na topie – nie ma innej możliwości. Najważniejsze w życiu sędziego jest twarde stąpanie po ziemi. Bo to nie jest tak, jak w życiu piłkarza, że nie strzelisz jednego dnia karnego, a już za tydzień masz możliwość zmazania tej plamy. Jako sędzia jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. To w zasadzie pewne, że już niedługo o moim i mojego zespołu dobrym występie na Euro nikt nie będzie pamiętał, będzie się nam wytykało błędy, czyhało na potknięcia. Takie życie arbitra.
(…)
CAŁY WYWIAD MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Co za debiut Halla! Gol i asysta w premierowym spotkaniu dla USA [WIDEO]
Julian Hall zaczął strzelanie dla reprezentacji Stanów Zjednoczonych. 18-latek mimo spędzonych zaledwie 28. minut na boisku zdołał wpisać się na listę strzelców oraz zaliczyć asystę w wygranym spotkaniu 4:1 z Peru.