Przejdź do treści
Szlakiem Orlich Gniazd – część 2

Polska Ekstraklasa

Szlakiem Orlich Gniazd – część 2

W Radzyniu jest sponsor – mleczarniany duży gracz, firma Spomlek, ale około milionowy budżet klubu jest jednym z najniższych na tym poziomie. A trzecia liga to miejsce, w którym piłka dla niektórych staje się zawodem, choć wcale nie jedynym, więc dorabiać, a nawet zarabiać, trzeba gdzie indziej. Wyjątkiem jest trener dokształcający się swego czasu w Barcelonie. On może skupić się wyłącznie na swojej robocie, w której społecznie pomaga mu żona. Oto Orlęta Radzyń Podlaski.



To miał być, i być może będzie, trudny sezon dla radzyniaków. Niby w klubie oczekiwań nie ma zbyt dużych, niby to tylko trener zabiegał o wyznaczenie premii za awans, ale wiadomo – chwila nieuwagi i można znaleźć się w opałach.

MAJ, NIE MAK

Tym bardziej, gdy kadra ma braki, czasami przecieka, a w stawce nie brak mocnych rywali, w tym rezerw ekstraklasowych klubów – Cracovii czy Korony. No i jeszcze doszedł głodny rekin, trzecioligowy dream team, czyli Wieczysta z Krakowa.

Tymczasem dla radzyńskich Orląt trzecioligowe rozgrywki dość niespodziewanie zaczęły się całkiem przyjemnie, bo od trzech wygranych w czterech meczach – w tym właśnie z Wieczystą. Przyjechali do Radzynia Augustyn, Majewski, Peszko, Mak, a wyjechali bez punktu i z trzema wbitymi bramkami przez Arkadiusza Maja. To była niespodzianka, gwiazdorska ekipa byłego selekcjonera Franciszka Smudy na boisku przy Warszawskiej nie miała wiele do powiedzenia.

Kiedy „Piłka Nożna” odwiedzała klub, zespół szykował się dopiero do premiery trzecioligowych rozgrywek, na początek do rywalizacji z KS Wiązownica. Młody trener Mikołaj Raczyński miał więcej znaków zapytania niż pewników, nerwów też nie brakowało. Przede wszystkim szukał doświadczonego bramkarza oraz stopera.

O ILE SIĘ ROZESZŁO?

– Pan do kogo? – w progu klubu wita starszy pan, kierownik drużyny. – Do trenera. – To na górę. Przywiózł pan pewnie kogoś, stopera albo bramkarza?

Od razu było czuć, że to problem palący. Trener ma 30 lat, więc Diego Maradony nie pamięta z boiska. Młody, ale pewny siebie i prostolinijny. Często z krytycznym spojrzeniem, nie owija w bawełnę. Sam mówi, że niejednokrotnie ludzie się za to obrażali, ale trudno – tak ma. Grał w Okęciu Warszawa, a gdy zrozumiał, że pewnego poziomu nie przekroczy, zajął się trenerką. Najpierw jednak AWF w Warszawie, następnie podyplomówka w kierunku przygotowania motorycznego w Katowicach. Sporo w siebie zainwestował, odbywał staże w Benfice, Freiburgu, akademii Slavii, pracował z młodzieżą w Indiach. Dokształcał się między innymi w MBP School of Coaches w Barcelonie.

– Siedziba uczelni mieściła się naprzeciw Camp Nou. Na trening Barcy nie mogliśmy wchodzić, mieliśmy jednak bilety na wszystkie mecze Barcelony i Espanyolu. Siadaliśmy z tabletami, analizowaliśmy na żywo, w przerwie wysyłaliśmy do wykładowców pierwsze raporty. Mieliśmy rozpisane zadania: analiza formacji, konkretnego zawodnika, etc. Zajęcia prowadził między innymi były asystent Quique Sancheza Floresa i Mauricio Pochettino – podkreśla Raczyński. Od półtora roku jest w Radzyniu. Utrzymał zespół, który jedną nogą był w czwartej lidze, kolejny sezon w miarę był już spokojny, teraz zaczął następny. I zaczął dobrze, mimo że…

– Straciłem prawie całą linię obrony, w sparingach musiałem grać pomocnikami, przypominało to trochę szycie bez nici – mówi. A mówi to, podkreślmy, na początku sierpnia, gdy za chwilę miał startować nowy sezon. – Jeśli nie pozyskamy bramkarza i stopera, będziemy mieli ciężko w lidze.. Odkąd przyszedłem do Radzynia mamy spory problem w bramce. Wiele punktów straciliśmy przez to, że nie byliśmy pewni z tyłu. W tym sezonie musi się to zmienić. Dziś przyjeżdża Ukrainiec – nawet nie mówiłem jeszcze o tym zarządowi… Ale jak wychodzisz na boisko i masz w głowie, że nie jest bezpiecznie z tyłu, to mecz nie pójdzie. Gramy dobrze do przodu, mamy pomysł. Tymczasem sporo meczów w poprzednim sezonie zamiast wygrać, zremisowaliśmy. W Stalowej Woli gol z wolnego ze środka boiska. Traciliśmy bramki nawet z kornerów…. Wiadomo, że każdy szuka młodzieżowca do bramki, przez głupie przepisy o konieczności wystawiania dwóch młodzieżowców.. Nie chcę rozwijać tematu, ale jestem przeciwny temu przepisowi. Promuje słabszych, podczas gdy na poziomie seniorskim istotą rywalizacji powinna być gra o zwycięstwo, więc muszą grać najlepsi. To proste. Dalej: mieliśmy dwóch solidnych stoperów. Jeden poszedł do Białej Podlaskiej, bo tam lepsze pieniądze. Drugi za tyle samo co u nas, grać będzie w Lublinie, bo tam mieszka. W Radzyniu chciał tysiąc więcej. Zabrakło. Czasami o takie sumy wszystko się rozbija. Ekstraklasa tego nie zrozumie. W każdym razie jeśli znajdziemy bramkarza i stopera, będziemy groźni!

Dziś już wiemy, że w dwóch pierwszych meczach nowego sezonu bronił więc 20-letni Kacper Kołotyło, wypożyczony w lipcu z Wisły Puławy. W dwóch kolejnych – już ciut starszy Ukrainiec Andrij Bubencow. To ten, na którego uparł się trener. Kwestia porozumienia z nowym, ukraińskim stoperem była natomiast jeszcze sprawą otwartą. W zdecydowanej większości przychodzą do Orląt zawodnicy wolni. Czasem dochodzi do transferu i trzeba wyłożyć na przykład tysiąc złotych. Bo kilka tysięcy w radzyńskiej rzeczywistości to już ewenement.

OD 6 RANO DO 20

Stadion znajduje się praktycznie w centrum miasta. Albo inaczej – tu wszędzie jest blisko. Schludny z zewnątrz budynek klubowy, do tego zabytkowy, stary, jeszcze sprzed wojny, boisko główne, dwa treningowe – obiekty raczej nie odstają od średniej w regionie. Brakuje sztucznej nawierzchni, zimą daje się to we znaki. Przez dwa miesiące w styczniu i lutym drużyna niemal codziennie musiała jeździć autokarem do Lubartowa.

Autokar też jest własnością Orląt. Tyle że nie jeździ. Ostatnio klub musiał stoczyć małą batalię z ubezpieczycielem. Pod koniec poprzedniego sezonu drużyna wracając z meczu, uczestniczyła w kolizji drogowej z tirem. Nie z winy swojego kierowcy, ale jednak wóz mocno ucierpiał. Na szczęście tylko wóz, nikt więcej. – Ten autokar to kupił jeszcze poprzedni prezes bodaj w 2003 roku, klub wziął kredyt, który spłacamy do tej pory – zaznacza obecny prezes, Krzysztof Grochowski.

Na razie drużyna jeździ więc wozem wypożyczonym z PKS. Mniejszych i większych kłopotów nie brakuje. Nawiasem mówiąc, kilka lat temu też było głośno o autokarze Orląt. – Akurat ja nie woziłem drużyny, lecz o tej historii słyszałem. Autokar nie zmieścił się pod wiaduktem, uszkadzając system klimatyzacji na dachu – opowiada Tomasz Kap, przed laty pracownik Spomleku, a później incydentalnie wożący zawodników Orląt.

Jeszcze nie tak dawno klub stał mocno na dwóch nogach. Wspierało go miasto i Spółdzielcza Mleczarnia Spomlek. To jeden z największych polskich producentów sera żółtego. „Naszą absolutną specjalnością są szlachetne sery długodojrzewające” – sami siebie reklamują. Kiedyś związki klubu z mleczarnią były ciaśniejsze. Niektórzy piłkarze pracowali na etatach w spółdzielni i mieli tak ułożony grafik, by nie kolidował z zajęciami w klubie Na trening przychodzili niemal wprost z serowni czy tłuszczowni. Teraz mleczarski gigant nie godzi się na takie praktyki i obecnie żaden piłkarz nie pracuje już w Spomleku.

Ale pracować gdzieś trzeba, z kopania piłki na trzecioligowych boiskach trudno wyżyć. Kilku piłkarzy ma więc inne, często główne zajęcia poza klubem. W firmie prezesa Grochowskiego, Kris-Auto, zatrudniony jest kapitan drużyny i wychowanek klubu, Patryk Szymala, który od ośmiu lat gra nieustannie w ekipie biało-zielonych.

– To normalny etat, żadnej fikcji, zajmuję się sprzedażą, rozwożę towar – mówi doświadczony obrońca. – Po południu mam trening własny, następnie zajęcia z drużyną młodzieżową, zatem od 6 do 20 pozostaję na nogach. Ostatnio zdarzyło się, że przez sześć tygodni nie miałem nawet pół wolnej niedzieli. Ale nie narzekam, trzeba się cieszyć, że jest co robić, zwłaszcza w Radzyniu. W klubie się nie przelewa, to prawda, ale co jest dogadane, prezes zawsze płaci. Czasem przychodzi do mnie drużyna, że fajnie byłoby wcześniej jakieś pieniądze dostać. Idziemy do szefa, załatwiamy sprawę. Panuje ludzka, rodzinna atmosfera.

PIĘTNASTAKA ZA UTRZYMANIE

Pobory w klubie są zróżnicowane. Ekwiwalenty zaczynają się od 700 złotych i nie przekraczają minimalnej pensji krajowej. Plus skromne premie, ale nie dla wszystkich. Niektórzy mają na przykład zagwarantowane tak zwane wyjściówki za mecz. Opłaca się więc trenować, by załapać się do składu. Ponoć jeden zawodnik (ale akurat nie Maj, o którym ostatnio najgłośniej) ma prywatnego sponsora. To miejscowa gwiazdka, gracz spokojnie na drugą ligę. On może skupiać się tylko na treningach i meczach.

Jest również ustalona premia za utrzymanie w III lidze: 15 tysięcy złotych do podziału na drużynę. Policzyć łatwo ile wypada na głowę. A 15 tysięcy to często miesięczne zarobki przeciętnego piłkarza ekstraklasowego… Dodatkowo trener – motywacyjnie – zażyczył sobie, by wpisać w umowę premię za awans.

– Zabiegałem o to, bo musi być presja, ambicja, walka o utrzymanie to za mało – uważa MR. – Czym my możemy skusić zawodników? Promocją w III lidze, bo raczej nie zarobkami. Wiele klubów czwartoligowych płaci lepiej od nas. Często natomiast bierzemy graczy po przejściach. Właśnie dołączył do nas Tafara Madembo, urodzony w Warszawie, 19-latek z Wisły Kraków. Duży talent, ale po dwóch zerwaniach więzadeł krzyżowych. Nikt go nie chciał.

Żeby ściągnąć doświadczonego, ogranego zawodnika, trzeba mu płacić miesięcznie pięć, sześć tysięcy. Na to klubu nie stać. Dlatego Orlęta to młody zespół, a nie dlatego, by nie było w ekipie starszego od trenera, bo takiej sytuacji Raczyński akurat się nie boi.

– W październiku 2020 roku podjąłem pierwszą pracę z seniorami, w Olimpii Grudziądz. Miałem 28 lat. Zawsze tego chciałem i byłem przekonany, że sobie poradzę. Nie po to się uczyłem, jeździłem po świecie, by bać się pracy z seniorami w Grudziądzu czy teraz w Radzyniu. W Olimpii krótko byłem trenerem tymczasowym. Na koniec przyszło jednak kilku starszych zawodników i powiedziało, że nigdy wcześniej tak fajnie nie trenowali. Miło. Miałem w składzie Łukasza Sapelę, dziesięć lat starszego od siebie. Do dziś mamy kontakt.

W Orlętach już wszyscy są młodsi od trenera. Niektórzy studiują, na przykład Szymon Kamiński, który nie dość, że gra i w trybie dziennym uczy się w Białej Podlaskiej, to jeszcze trzy razy w tygodniu prowadzi zajęcia z radzyńskimi żakami, rocznikiem 2014. Niczym z filmu Barei: „Ja to proszę pana mam bardzo dobre połącznie. Wstaję rano, za piętnaście trzecia. Latem to już widno…”

– No więc rano wyjazd samochodem do Białej, 45 minut jazdy, tam zajęcia na uczelni, powrót i trening o 15.30. Potem czasem jeszcze zajęcia z dziećmi w klubie – mówi student III roku. – Dobrze, że po pierwszym roku uzyskałem uprawnienia UEFA C, więc teraz można parę złotych dorobić. Najgorzej jest zimą, kiedy dochodzą jeszcze wyjazdy na sztuczne boisko do Lubartowa. Nierzadko wychodzę z domu o świcie i wracam o 21.


W I drużynie jest jednak kilku zawodowców utrzymujących się z grania w piłkę. Między innymi Maj, Sebastian Kaczyński. Ale generalnie niemal każdy ma coś na głowie.

– Ktoś powie, że ci, którzy prowadzą zajęcia z dziećmi, to nic takiego, nie przemęczają się. Ale jak postoisz w słońcu dwie godziny, a później sam idziesz na trening, to bywa ciężko – mówi Raczyński. – Czasami w sobotę muszę zacząć zajęcia z zespołem o ósmej rano, bo potem jeden zawodnik ma o 10 mecz swojej drużyny dziecięcej, inny o 14. Trzeba łatać i znaleźć porę, która każdemu będzie pasować.

FINANSE KLUBU NA OSTRYM ZAKRĘCIE

15 tysięcy mieszkańców, maleńkie centrum, „dwie ulice na krzyż”. Cały Radzyń. Ozdobą miasta jest piękny kompleks pałacowo-parkowy. Rezydencja Potockich to ponoć ścisła europejska czołówka rokokowych budowli. Im dalej jednak w las, a właściwie im dalej od parku i pałacu, którego charakterystyczny wizerunek zdobi front koszulek Orląt, tym nieco gorzej. Atrakcji nie ma w mieście zbyt wiele, bo być nie może. Ot, kilka restauracji na czele z klimatycznym Gryzli Barem nieopodal targu – ze świetną pizzą i taką samą atmosferą, gdzie i piłkarze ponoć lubią zajrzeć.

Krzysztof Grochowski to osoba popularna w mieście. Tak samo jak nazwisko Grochowski w okolicy. – Śmieją się nawet, że jak już tłumnie Grochowscy zaczęli wyjeżdżać do Warszawy, to powstała tam ulica Grochowska – mówi prezes. Nazwa jego firmy Kris-Auto widnieje na koszulkach piłkarzy.

– Jestem prezesem, ale na piłce nie zarabiam, bo jak cały zarzad pracuję społecznie, a jako jeden z głównych sponsorów dokładam – przyznaje szczerze. – Staramy się jednak, by nikt nie mówił o Radzyniu, że miał obiecane, a nie zapłacone. W miarę na bieżąco, ile obiecaliśmy, tyle płacimy. Inna sprawa, że budżet mamy jeden z najniższych w trzeciej lidze. Około miliona złotych jest do dyspozycji, nawet z małym hakiem, ale są to środki na działalność całego klubu, nie tylko pierwszej drużyny. Tymczasem utrzymujemy 11 zespołów młodzieżowych, w sumie około 200 zawodników. Skoro się pan upiera, by podzielić te środki, a jest to bardzo trudne, bo dużo kosztów jest wspólnych, to na I drużynę pewnie przypada około połowa tej kwoty. Drużyna seniorów grająca na wysokim poziomie to motywacja do treningu dla młodych zawodników, a u nas kilku wychowanków gra w pierwszym składzie seniorów co chyba pozytywnie wyróżnia nas na tle ligi.

Natomiast rzut oka na grono sponsorów Orląt robi wrażenie. W sporej części to poważne marki. – Zgadza się, tyle że kwoty, jakie przekazują, są nie takie, o jakich byśmy marzyli, natomiast szanować trzeba każdą złotówkę i każdego, kto wspiera radzyńską piłkę – zaznacza prezes. – Dziesięć lat temu było oczywiście łatwiej. Spomlek na przykład wspiera klub mniej więcej na tym samym poziomie, jednak wówczas to wsparcie było mimo wszystko wyższe. Finansowanie z miasta też było większe, mieliśmy prawie dwa razy więcej środków niż obecnie. A przecież wartość pieniedzy i koszty teraz a kilka lat temu są nieporównywalne. Za gaz rok wcześniej klub płacił zimą ok 3,5 tys. zł miesięcznie, ostatniej zimy już pomimo oszczędnego przykręcenia kurków nawet 15 tysięcy, bo traktowany jest jak firma. Co prawda burmistrz stara się osobiście pomagać w przyciagnięciu do klubu sponsorów, ale niestety, w dzisiejszych, coraz trudniejszych czasach, nie zawsze się to udaje.

ŻONA W CZYNIE SPOŁECZNYM

A czasy, obiektywnie rzecz ujmując, faktycznie są trudne – dla każdego. Firmy prywatne mają mniej wolnych funduszy, natomiast inwestycji, które potrzebują publicznych środków, jest sporo. Sport, choć ważny, nie jest zapewne w takiej sytuacji, kwestią priorytetową. I Orlęta nie są w tym wypadku żadnym wyjątkiem – taka jest po prostu rzeczywistość.

Przynajmniej klubu nic nie kosztuje nieformalny członek sztabu, czyli żona trenera, Marianna. Wykłada na Politechnice Warszawskiej na kierunku gospodarka przestrzenna, ma zatem zawód, trenowała przez lata z sukcesami lekkoatletykę. W Grudziądzu, w trakcie pandemii i zdalnej pracy, wraz z mężem zaczęli bawić się trackerami GPS, monitorującymi obciążenia treningowe.


– Wkręciła się w to. Jest dobra w ścisłych naukach, spodobała jej się strona techniczna zagadnienia, a ponieważ posiada również przygotowanie lekkoatletyczne, wszystko się zgrało – mówi Raczyński. – Dziś robi z zawodnikami mobilność na płotkach, dużo rozciągania, przygotowuje testy wytrzymałościowe. Dla każdego indywidualnie. Biegają czasowo niby tyle samo, ale na różnej intensywności. Odkąd zaczęliśmy współpracę w całym sezonie mieliśmy jedną zaledwie kontuzję mięśniową! Wykonujemy dużo pracy prewencyjnej. Z tego co mówili chłopaki w poprzednich sezonach, trenowali po ośmiu, dziewięciu, reszta leczyła naderwane dwójki, czwórki. Na razie żona działa społecznie. Zdaję sobie sprawę, że w Radzyniu nie ma funduszów. W ogóle czasami jest dość ciężko… Trenujemy tylko popołudniami, ale praktycznie codziennie. W okresie przygotowawczym udało mi się zorganizować tygodniowy obóz dochodzeniowy, gdy ćwiczyliśmy dwa razy dziennie. Chłopaki urlopy z pracy pobrali, podziwiam ich za to, bo wiem, że to niełatwe. Jest wielu, którzy pracują od 6 rano do 14, a potem przyjeżdżają na trening. Muszę się czasem hamować. Chciałbym dokręcić śrubę, zrobić większą intensywność, ale przypominam sobie, że jeden czy drugi jest po ośmiogodzinnej pracy na etacie. Mieliśmy daleki wyjazd do Nowego Targu. W Podhalu ponoć płacą po 10-15 tysięcy, tymczasem graliśmy wówczas lepiej od gospodarzy. Wróciliśmy do domu około 3 nad ranem w poniedziałek. Część drużyny już trzy godziny po powrocie musiała stawić się w pracy. Taka jest podlaska rzeczywistość i pewnych spraw nie przeskoczymy. Co tu się równać do Wieczystej?

21 sierpnia okazało się, że jednak można. – Gdyby budżety grały na boisku, to byśmy spadli – konkluduje Szymala. Ale nie grają.

fot1. Trener Mikołaj Raczyński z żoną – pracownikiem naukowym Politechniki Warszawskiej, ale hobbystycznie pomagającej mężowi w przygotowaniu motorycznym zawodników Orląt.

fot2. Miasto pozostaje ważnym partnerem Orląt. Na początku roku odbyło się uroczyste przekazanie koszulki burmistrzowi na spotkaniu, na którym omawiano bieżace sprawy klubu i dyskutowano o kontynuacji – jak pisały lokalne media – owocnej współpracy między klubem a miastem. Od lewej: Artur Fijałkowski – wiceprezes LKS Orlęta Radzyń Podlaski, Jerzy Rębek – burmistrz Radzynia Podlaskiego, Krzysztof Grochowski – prezes klubu i Michał Maliszewski – członek
zarządu.

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 9/2026

Nr 9/2026

Polska Ekstraklasa

Demolka na sektorze gości w Łodzi. Jest oświadczenie kibiców Lecha

Sobotni mecz Widzewa Łódź z Lechem Poznań przyniósł sporą sensację na boisku. Po spotkaniu więcej niż o wyniku mówi się jednak o skandalicznych wydarzeniach na stadionie, gdzie doszło do dewastacji sektora przeznaczonego dla kibiców gości.

2026.02.07 Zabrze
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Lech Poznan
N/z Lech Poznan kibice
Foto PressFocus

2026.02.07 Zabrze
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2025/2026
Gornik Zabrze - Lech Poznan
Lech Poznan kibice
Credit: PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Radny Radomia wyjaśnia awanturę z Goncalo Feio. „Myślałem, że chce mnie uderzyć głową”

Goncalo Feio po meczu Radomiak – GKS Katowice starł się z radnym Radomia, Dariuszem Wójcikiem. Ten drugi odniósł się do całej sprawy.

2025.11.03 Gdansk Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/2026 Lechia Gdansk - Radomiak Radom N/z Goncalo Feio Foto Piotr Matusewicz / PressFocus

2025.11.03 Gdansk
Football Polish PKO BP Ekstraklasa season 2025/2026 
Lechia Gdansk - Radomiak Radom 
Goncalo Feio 
Credit: Piotr Matusewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Papszun z ważną zmianą w strukturach Legii! Już przyniosła korzyści

Legia Warszawa w ostatnich meczach naprawiła jeden z elementów, który był jej wielkim problemem na wcześniejszym etapie sezonu.

2026.02.13 Katowice
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026
GKS Katowice - Legia Warszawa
N/z Marek Papszun
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2026.02.13 Katowice
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2025/2026
GKS Katowice - Legia Warszawa
Marek Papszun
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Goncalo Feio nie wstawi się na treningu Radomiaka? „To nie wczorajszy mecz jest tematem rozmów”

Goncalo Feio coraz bliżej odejścia z szeregów drużyny Radomiaka Radom. Pojawiły się nowe doniesienia w tej sprawie.

2025.11.23 Poznan
Pilka nozna Ekstraklasa sezon 2025/2026
Lech Poznan - Radomiak Radom
N/z Trener Radomiaka Goncalo Feio
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2025.11.23 Poznan
Football Polish Ekstraklasa season 2025/2026
Lech Poznan - Radomiak Radom
Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Im strzelać nie kazano. Tak zakończy się 24. kolejka Ekstraklasy

Kolejna seria gier bieżącej kampanii Ekstraklasy zmierza ku końcowi. Tym razem kolejkę zakończy mecz Wisła Płock – Arka Gdynia.

2025.08.25 Plock
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026
Wisla Plock - KGHM Zaglebie Lubin
N/z Mariusz Misiura (Trener Head Coach)
Foto Tomasz Folta / PressFocus

2025.08.25 Plock
Football PKO Ekstraklasa season 2025/2026
Wisla Plock - KGHM Zaglebie Lubin
Mariusz Misiura (Trener Head Coach)
Credit: Tomasz Folta / PressFocus
Czytaj więcej