Szeroka kadra Legii: Błogosławieństwo czy przekleństwo?
Zależność jest z pozoru prosta – im więcej meczów w sezonie, tym kadra powinna być szersza. Czy jednak konieczność, albo możliwość, częstych przetasowań w składzie pozytywnie wpływa na morale zawodników i same wyniki? Klasycznym przykładem ultrarotacji jest Legia Warszawa, gdzie nieliczni mogą być pewni miejsca w składzie przed każdym meczem.
ZBIGNIEW MUCHA
A wśród nich oczywiście Dusan Kuciak, który w bramce Legii bronił dotąd we wszystkich meczach ligowych oraz tych w ramach kwalifikacji Ligi Mistrzów (zgodnie ze starą zasadą obowiązującą w Legii: w Pucharze Polski między słupki staje Wojciech Skaba). Z całej reszty Jan Urban korzystał już w sposób mniej lub bardziej oszczędny.
Szkoleniowiec mistrza Polski nie wymyślił oczywiście nic odkrywczego. Mając stosunkowo szeroką kadrę, próbuje umiejętnie gospodarować materiałem ludzkim. Robił to już zresztą w poprzednim sezonie. Przecież nawet na finał Pucharu Polski we Wrocławiu wystawił w składzie Skabę (obligo), Jodłowca, Michała Kucharczyka i Marko Sulera, zapominając o swoich podstawowych gladiatorach.
Pytanie jest inne: czy przypadkiem na początku sezonu, czyli drogi, kiedy gra się o przepustki na salony, nie należy stawiać bezwzględnie na najlepszych graczy, nawet jeśli mieliby występować co trzy dni? Konieczność ogrywania Helio Pinto może być zgubna, kiedy wyraźnie wysoką formą sygnalizuje Miroslav Radović. Druga sprawa: zgranie. Mistrz Polski we wszystkich meczach tego sezonu skorzystał na środku defensywy z usług czterech piłkarzy – Jakuba Rzeźniczaka, Dossy Juniora, Tomasza Jodłowca i Mateusza, a gdyby nie kontuzja Inakiego Astiza, do tego kwartetu dopisać należałoby jeszcze nazwisko Hiszpana. Efekt poszukiwań jest jednak zatrważający. Obrona to najsłabsza formacja mistrzów Polski. Jodłowiec lepiej się czuje, i Urban jest skłonny to wykorzystywać, jako defensywny pomocnik. Rzeźniczak to bardziej prawy obrońca, nawet jeśli pamiętamy o braku umiejętności porządnego dośrodkowania piłki. Cichocki nie jest pozbawiony talentu, ale zdarzają mu się po prostu złe występy, jak choćby ostatni z Ruchem. Najtrudniej ocenić Dossę Juniora. Pozyskany za spore pieniądze stoper w jednej chwili potrafi zastopować groźną akcję rywali, by za moment przy niskiej stosunkowo zwrotności dać się łatwo ograć czy też kolejny raz porazić nie w tempo obliczonym wyskokiem do piłki.
Okazało się, że przewidujący po odejściu Artura Jędrzejczyka poważne kłopoty w grze destrukcyjnej mieli po prostu rację. Poza pomyłkami indywidualnymi szwankuje zgranie formacji jako całości. Ale nie może być inaczej, skoro nie było dwóch kolejnych meczów, kiedy Legia zagrała identycznie zestawionym blokiem. Ba, nie było dwóch kolejnych meczów, w których powtórzyłaby się para stoperów!
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna
Tabela Ekstraklasy po 10. kolejce. Zmiany w dolnych rejonach
Zakończyliśmy zmagania w dziesiątej serii gier PKO Bank Polski Ekstraklasy. Wygrana Motoru w Radomiu sprawiła, że ekipa Johna Carvera znalazła się pod kreską.