Niepokoi mnie fakt, że syndrom Tottenhamu i PSG dostrzegam w zachowaniu Jerzego Brzęczka. Selekcjoner reprezentacji Polski niczym niezrozumiany geniusz nadąsał się na media, bo nie podzieliły jego euforii po awansie do finałów mistrzostw Europy – pisze w felietonie Przemysław Pawlak.
Foto: Piotr Kucza/400mm.pl
PRZEMYSŁAW PAWLAK
Taka zapanowała radość w narodzie, że zaraz padnie hasło: Żuraw na selekcjonera! – Zbyszek Mroziński zjadliwie, ale celnie skomentował euforię panoszącą się w mediach społecznościowych po zwycięstwie Lecha Poznań nad Hammarby. Wysokiego wyniku i awansu pogratulować należy, natomiast popadanie w wielki optymizm, bo jeden zawodnik rywala nie trafił w piłkę, a drugi dostał czerwoną kartkę jest jednak przedwczesne. Przerysowuję, niemniej rywal Lechowi w awansie dopomógł. A nade wszystko, celem każdego polskiego klubu grającego w europejskich pucharach – Lecha, Legii, Piasta – jest ich faza grupowa. Nie trzecia runda kwalifikacji. Chwalmy więc, ale nie zagłaskujmy. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Piłkarze, trenerzy – oni te wszystkie zachwyty słyszą i w każdej chwili gotowi są w nie uwierzyć.
Warto wziąć głęboki oddech. Na radość przyjdzie czas po realizacji celu. Nie bądźmy łatwopalni. Nieco ponad rok temu Lucas Moura rozpłakał się po półfinale Ligi Mistrzów, gdy usłyszał emocje brazylijskich komentatorów po jego trzech bramkach – dały awans Tottenhamowi do finału. Piękny moment, obrazki obiegły cały świat. Miesiąc temu roztańczeni zawodnicy Paris Saint-Germain wracali do hotelu po wyrzuceniu za burtę RB Lipsk w półfinale Ligi Mistrzów. Nikomu nie zabieram prawa do radości, natomiast gdy widzę takie zdjęcia, już wiem, kto jest faworytem decydującego meczu. Nie są nim ci tańczący czy płaczący po półfinałach. Robert Lewandowski i zawodnicy Bayernu Monachium nie robili show po awansie do finału, szybkie selfie i do pokoju – wiedzieli, że jeszcze wszystkich spraw w Lizbonie nie załatwili. Piłkarze Tottenhamu i PSG zachowywali się jednak tak, jakby sama obecność w finale była celem ostatecznym, a dalej nie było już nic. Dotarli do mety i dali upust emocjom. Kapitan reprezentacji Polski wzruszającego wywiadu udzielił nie przed finałem Ligi Mistrzów, a po meczu. Gdy trofeum trzymał w rękach. To jest ta różnica.
Niepokoi mnie więc fakt, że syndrom Tottenhamu i PSG dostrzegam w zachowaniu Jerzego Brzęczka. Selekcjoner reprezentacji Polski niczym niezrozumiany geniusz nadąsał się na media, bo nie podzieliły jego euforii po awansie do finałów mistrzostw Europy. Znów mam wrażenie, że korki od szampana wystrzeliły zbyt wcześnie. Że trener się spala. Niejeden piłkarz chciałby mieć taką karierę jak Brzęczek, niemniej czasy jego gry w piłkę naznaczone są klęskami drużyny narodowej w eliminacjach dużych turniejów. Przez całą karierę reprezentacyjną bez powodzenia gonił za awansem. Może więc dlatego już w roli trenera, niczym kadra Jerzego Engela przed mundialem w 2002 roku, potraktował go za wielkie osiągnięcie? A prawdopodobnie tak Brzęczek właśnie uznał, przecież z jakiegoś powodu zdecydował się na publikacje biografii po wejściu do grona… 24 najlepszych drużyn w Europie. W połowie drogi.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” NR 38/2020
Kluczowy piłkarz reprezentacji kontuzjowany! Baraże coraz bliżej
Nienajlepsze informacje docierają do nas z Wysp. Jedna z najjaśniejszych gwiazd reprezentacji doznała urazu tuż przed zbliżającymi się coraz większymi krokami barażami o mundial. Sprawdź, o kim mowa!