Smuda w Wiśle? Białej Gwieździe potrzebna jest twarda ręka
Zatrudnienie Franciszka Smudy na stanowisku trenera Wisły wszystkim wokół mogłoby wyjść na dobre. Kibicom wciąż kąsającym i smażącym komentarze pełne jadu radzimy choć na moment ściągnąć cugle.
O Smudzie znów w Polsce zrobiło się głośno, a wszystko za sprawą plotki, według której Franz miałby być już dogadany co do szczegółów umowy z właścicielem krakowskiej Wisły. Trener miałby podpisać kontrakt przed następnym sezonem. Plotkę w obieg puścili dwaj dziennikarze Przeglądu Sportowego, prywatnie dobrze żyjący ze Smudą i znakomicie zorientowani w sytuacji. Bez dwóch zdań w doniesieniach jest choć ziarno prawdy.
Do rozegrania aktualnej drużynie Smudy zostało w 2.Bundeslidze już tylko sześć meczów w tym sezonie, a jak ekipa znajdowała się na samym dnie tabeli, tak znajduje się nadal. W niedzielę piłkarze z Regensburga zmierzą się na wyjeździe w arcyważnym i arcytrudnym meczu z SC Paderborn. Jeśli ekipa wciąż myśli o utrzymaniu, każdy kolejny mecz musi wygrywać. Czy ją na to stać? Nie.
I nie ma w tym wielkiej winy Smudy. Ba, wydaje się, że wina Smudy jest w tym najmniejsza. Były selekcjoner pracuje po prostu z niebywale drewnianym materiałem ludzkim. W zespole nie ma żadnego piłkarza, o którym można powiedzieć kilka dobrych słów i wróżyć mu sporą karierę w Niemczech. Totalna przeciętność. Choć Smuda od lat marzył o pracy w niemieckiej lidze, w tej sytuacji nie ma się co dziwić, że na boku stara się załatwić sobie angaż w Wiśle. Oczywistością jest, że jeśli Franz prowadziłby zespół choć ze środka tabeli 2.Bundesligi, aż tak bardzo chętny do powrotu do Polski by nie był. Problem jednak w tym, że prowadzi zespół najsłabszy, a na dodatek nie ma większych widoków na możliwość prowadzenia lepszego. Trzeba się powoli zwijać do Polski.
Ewentualne przejęcie sterów w Wiśle byłoby więc dla Franza miękkim lądowaniem, pytanie tylko, czy byłby to dobry ruch dla Wisły? Zdania są podzielone. Część kibiców w komentarzach piekli się, że byłby to wybór fatalny, bo Smuda zawalił Euro. Że miał dwa lata i w tym czasie wysadził w powietrze marzenia o dobrym wyniku na najważniejszym turnieju w historii. Cóż, polemika w tak stawianej sprawie jest w zasadzie skazana na niepowodzenie. To oczywiste, że Euro będzie się za Franzem ciągnąć do końca świata, więc teraz – w przypadku ewentualnego powrotu – Smuda musiałby się liczyć z koniecznością robienia wszystkiego w podwójnej ilości – aby wkupić się w łaski środowiska, musiałby wygrywać dwa razy częściej od innych i dwa razy ładniej. A przy okazji popełniać dwa razy mniej językowych gaf.
Z drugiej jednak strony Wiśle potrzebny jest ktoś, kto dokona w szatni zmian, bo od pamiętnego meczu eliminacyjnego do LM na Cyprze zespół zaliczył spektakularny upadek. Byłaby to kolejna rewolucja w przeciągu ostatnich kilku lat, zdajemy sobie z tego sprawę, ale niestety taka jest smutna konieczność pod Wawelem. W takim składzie personalnym Biała Gwiazda na szczyt nie wróci na pewno. Wiśle potrzebna jest twarda ręka, przewietrzenie szatni, w końcu mądre wybory personalne i długofalowa myśl. Smuda jako dobry trener ligowy (i jest to zdanie wielu ekspertów, nawet tych krytykujących go za pracę na ławce selekcjonerskiej) gwarantuje twardą rękę i ligowe doświadczenie. Mądre wybory i długofalową myśl powinni jednak oprócz nowego szkoleniowca zapewnić ludzie ze ścisłego kierownictwa Wisły. Pytanie tylko, czy we władzach klubowych znajdują się takie osoby? Trzeba wierzyć, że tak, bo Ekstraklasa bez silnej Wisły traci miliony na swojej wartości.
Mecz przyjaźni w Katowicach na remis! Wielkie wydarzenie na Śląsku
GKS Katowice w meczu towarzyskim zremisował z zaprzyjaźnionym Banikiem Ostrawa 1:1. Niestety dla drużyny Rafała Góraka, ale Mateusz Wdowiak zszedł z urazem.