Autentyk sprzed tygodnia. Tata z synem spacerują po ZOO. Zatrzymują się przed wybiegiem dla największych ssaków lądowych. Po kilku minutach przyglądania się gruboskórcom chłopiec pyta: – Tato, a czy słonie mają wrogów? – Tak, synku – odpowiada tata. – Słonie mają wrogów. Mają ich mianowicie w dupie. Wszystkich!
Za autentyczność tego dialogu ręczę, bo to ja byłem owym tatą, który, co oczywiście jest karygodne, użył w obecności młodego, uczącego się człowieka, nieparlamentarnego słowa. A dziś, czyli w środę 17 czerwca, właśnie pomyślałem sobie, że gdyby syn zapytał mnie: – Tato, czy Bayern Monachium ma wrogów (rywali)? – to bym mu odpowiedział dokładnie to samo: że ma ich wielu, ale wszystkich tam, gdzie nie ma nosa. Drużyna z Monachium właśnie po raz ósmy z rzędu została mistrzem Niemiec.
Bayern ma istotnie w niemieckim futbolu postać słonia, któremu wszystkie tamtejsze lwy, pantery i bawoły mogą co najwyżej powąchać ogon. Skąd się bierze tak wielka dominacja tego klubu?
Otóż stąd, że Bayern nie tylko chce, ale musi być najlepszy, bycie najlepszym w Niemczech jest jedyną racją jego bytu, w przypadku Bayernu w najmniejszym stopniu nie chodzi o to, by gonić króliczka, ale by go jak najszybciej złapać, udusić i spożyć, a w następnym sezonie od nowa. Jeśli Bayern miałby być jednym z kilku najlepszych klubów w Niemczech, zdobywających tytuł mistrzowski średnio raz na cztery-pięć lat, to równie dobrze mogłoby go w ogóle nie być. A skoro do regularnego wygrywania potrzebne są pieniądze, to trzeba ich zapewnić tak dużo, żeby inni nie mieli szans w walce o najlepszych piłkarzy. Jeśli sukces ma kosztować kwotę x, to kwotę x trzeba znaleźć i koniec. Niech się nikt nie łudzi, że Lipsk kiedyś dorówna Bayernowi – jeśli uzyska taki budżet, jaki ma Bayern dziś, to Bayern będzie miał wtedy już dwa razy większy.
Charakterystyczne, że gdy w 1963 roku stworzono Bundesligę, to dla Bayernu zabrakło w niej miejsca. Z Bawarii został zaproszony najlepszy wówczas w tej krainie TSV 1860 oraz 1. FC Nuernberg. Prymat w Bawarii po prostu nie był stawką, o którą warto było walczyć. Co innego prymat w Niemczech, zdobyty w prestiżowych, nowoczesnych rozgrywkach. Jak wiadomo, katoliccy Bawarczycy chętnie podkreślają swoją odrębność od protestanckiej reszty kraju. Dokładanie wszystkim w gałę ma dla szefów i kibiców Bayernu wymiar dalece pozasportowy. Stanowi dowód na to, że tu, na południu, bije serce kraju.
Od wielu lat Bayern pozostaje numerem jeden w Niemczech, za głównego rywala w walce o mistrzostwo mając jednak coraz to inny zespół. Dziś jest to Borussia Dortmund, ale w przeszłości miejsce owo zajmowało kilka innych i to z nimi Bayern rozgrywał prawdziwe Klassikery. Tak samo jest w Polsce, gdzie w roli Bayernu występuje Legia, z tą różnicą, że o ile Bayern swoje wyścigi częściej wygrywał, to Legia przegrywała, co jednak jest już nieaktualne. Do 2010 roku Legia miała tylko osiem tytułów mistrza Polski, teraz idzie po szósty w obecnej dekadzie. Od 2013 roku trochę przypomina Bayern w Niemczech, ale także PSG we Francji i Juventus we Włoszech.
Dominacje tych dwóch ostatnich klubów w swoich krajach mają inne podstawy niż dominacja Bayernu w Niemczech. W przypadku PSG są to gigantyczne pieniądze z zewnątrz, w przypadku Juve przewaga organizacyjna. Któregoś roku panowanie PSG i Juventusu dobiegnie końca. Natomiast królowanie Bayernu nie skończy się nigdy, co najwyżej będą w nim pewne, niezbyt długie przerwy. Legia zaś raczej powtórzy los PSG i Juve, niż stanie się polskim Bayernem. W Warszawie brakuje bowiem tak silnej podbudowy ideologicznej dla pragnienia dominacji, jaka istnieje w Monachium.
Tak naprawdę władzę, nie tylko w sporcie, mają ci, którzy najbardziej chcą ją mieć; tak bardzo chcą, że aż muszą. Tylko w ten sposób rodzą się słonie.
LESZEK ORŁOWSKI
FELIETON UKAZAŁ SIĘ W NAJNOWSZYM TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (nr 25/2020)
Hoeness spokojny o los gwiazdy. „Czuję się jak w domu”
Bayern Monachium pracuję nad nową umową dla Harry`ego Kane`a. W stolicy Bawarii są jednak optymistami ws. pozostania angielskiego napastnika na Allianz-Arena.