Legia Warszawa zwyciężyła 1:0 Wisłę Płock w drugim piątkowym meczu trzeciej kolejki PKO BP Ekstraklasy. „Legionistom” udało się przełamać serię dwóch kolejnych meczów z porażką. W ligowej klasyfikacji strzelców na pozycji lidera umocnił się Tomas Pekhart.
Boruc zachował pierwsze czyste konto po powrocie do Legii. (fot. Piotr Kucza / 400mm.pl)
W życiu pewne są tylko śmierć, podatki i Legia Warszawa regularnie gubiąca punkty na samym początku nowego sezonu ekstraklasy. Po raz ostatni dorobek czternastokrotnych mistrzów Polski po rozegraniu trzech serii gier opiewał na więcej niż cztery oczka w sezonie 2016/17 (sześć skompletowanych punktów).
Po upływie, nomen omen, czterech lat udało im się przełamać niekorzystną passę i powtórzyć tę sztukę. Warszawianie na inaugurację bieżącej kampanii zwyciężyli Raków Częstochowa 2:1, następnie musieli uznać wyższość Jagiellonii Białystok, a dzisiejszego wieczora w Płocku przeciwko lokalnej Wiśle zanotowali kolejną victorię.
Od pierwszego gwizdka sędziego Krzysztofa Jakubika boiskowe wydarzenia przebiegały pod dyktando piłkarzy prowadzonych przez Aleksandara Vukovicia. Ich przewaga w niemal każdym aspekcie gry została zmaterializowana w postaci strzelonego gola w trzydziestej minucie meczu autorstwa Tomasa Pekharta.
Filip Mladenović zacentrował z lewej strony boiska w kierunku pola karnego, gdzie na futbolówkę czekał właśnie Pekhart, który najpierw zwiódł pilnującego go obrońcę, by chwilę później precyzyjnie uderzyć głową nie do obrony dla strzegącego bramki Krzysztofa Kamińskiego.
Ale zanim napastnik rodem z Czech po raz czwarty w nowo rozpoczętym sezonie ligowym wpisał się na listę strzelców, w dziesiątej minucie przed szansą na premierowe trafienie stanął Andre Martins. Piłka po strzale portugalskiego pomocnika koniec końców wylądowała na poprzeczce.
W drugiej odsłonie meczu zmianie uległy nie tylko strony boiska. Zmienił się również obraz gry. Gracze stołecznego klubu wyraźnie stracili niekwestionowaną w pierwszych czterdziestu pięciu minutach kontrolę. Sprawiali oni wrażenie zadowolonych z jednobramkowego prowadzenia.
Ofensywną bierność „Wojskowych” chcieli wykorzystać podopieczni Radosława Sobolewskiego. I choć „Nafciarze” znacznie częściej niż w pierwszej połowie gościli pod polem karnym przyjezdnych ze stolicy Polski, nie byli w stanie stworzyć choćby jednej w pełni stuprocentowej sytuacji bramkowej.
Ostatecznie Artur Boruc nie został zmuszony do kapitulacji. Popularny „Król Artur” może mieć uzasadnione poczucie dobrze wykonanej pracy. Jest to bowiem jego pierwsze czyste konto od momentu podpisania kontraktu z Legią.
Zachęcamy do zapoznania się ze skrótem ostatniego spotkania 11. kolejki Ekstraklasy. W Płocku miejscowa Wisła pokonała Radomiaka Radom. Drużyna Johna Carvera przegrała już czwarty mecz z rzędu i okupuje miejsce w strefie spadkowej.
Radomiak przegrał w Płocku. John Carver wciąż bez wygranej
Jeśli ktoś od pierwszych dni Anglika w Radomiu oczekiwał ofensywnej piłki, to właśnie doznaje olbrzymiego rozczarowania. Radomiak przegrał z Wisłą w Płocki 0:1, oddając pierwszy strzał celny dopiero w 78. minucie.