– Nie spodziewam się jakiegoś porywającego widowiska. Obie drużyny zagrają o życie, z nożem na gardle. Nie zdziwiłbym się, gdyby o zwycięstwie zadecydowały rzuty karne – powiedział Maciej Skorża. We wtorek w Bydgoszczy w finale Pucharu Polski piłkarze Legii zagrają z Lechem.
Te drużyny w finale spotykają się po raz czwarty. W roku 1980 legioniści rozbili Lecha 5:0 w Częstochowie. Ale osiem lat później w Łodzi było 1:1 i po karnych zwyciężyli lechici. W roku 2004 finał składał się z dwóch spotkań rozgrywanych na boiskach rywali. Wówczas poznaniacy zwyciężyli u siebie 2:0, w Warszawie 1:0 lepsza była Legia jednak puchar wrócił do Poznania. W tym roku w lidze mamy niemal idealny remis. Przy Łazienkowskiej było 2:1 dla Legii, przy Bułgarskiej 1:0 wygrał Lech, choć wynik obu meczów powinien być odwrotny. W Warszawie bowiem lepsi byli poznaniacy, w Poznaniu zaś warszawianie.
Legia awansowała do finału w znacznie lepszym stylu, bijąc dwukrotnie Lechię Gdańsk – 1:0 i 4:0. Lechici bardzo męczyli się z pierwszoligowym Podbeskidziem Bielsko-Biała. Po zaledwie remisie 1:1 u siebie w rewanżu przegrywali już 0:2 i to do 73. minuty. A jednak wygrali i to oni są rywalem Legii w finale.
– To dobrze dla finału Pucharu Polski, że takie dwie drużyny się spotkają. Chociaż kibicowaliśmy Podbeskidziu. Dla obu zespołów to w tej chwili najważniejsze spotkanie sezonu. Na chwilę obecną trzeba tak sprawę postawić, bo to może by ć jedyna okazja na grę w europejskich pucharach. Udało nam się awansować do finału Pucharu Polski, walczymy o to trofeum. W tym momencie jest to mecz numer jeden, zdecydowanie. Natomiast jak się dalej potoczy sytuacja, na co będziemy mogli jeszcze liczyć zobaczymy pod koniec sezonu. Wiele wskazuje, że będzie to dla nas moment kulminacyjny – mówił Skorża przed podróżą do Bydgoszczy.
Bardzo niepewny jest udział w tym finale kontuzjowanych Ivicy Vrdoljaka, Dicksona Choto i Jakuba Rzeźniczaka. Takesure Chinyamy wykluczony. Dla Legii będzie to szczególnie ważne spotkanie, bo tak słabego sezonu nie miała od lat. Może być jednak też tak, że finał okaże się niepowodzeniem, a wyczerpie piłkarzy tak, że całkiem już oddadzą pole w lidze.
– Jestem przekonany, że ta drużyna w przypadku wygrania finału urośnie niewiarygodnie. Wszyscy przypomną sobie, że mają nietuzinkowe umiejętności. Pamiętam, że gdy prowadziłem Groclin zdobyliśmy Puchar Polski, a potem w lidze wygraliśmy siedem spotkań i jedno zremisowaliśmy. Wiem, że to jest coś, co daje olbrzymi bodziec drużynie – stwierdził trener Legii.
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.