– Szkoda tych dwóch straconych bramek. Szczególnie, że mieliśmy sporo okazji. Legia zawsze gra o zwycięstwo, dlatego remis nie może nas zadowolić – przyznał bramkarz Legii po remisie 2:2 z Zagłębiem Lubin u siebie.
Skaba w sobotę obchodził 27. urodziny i z pewnością znacznie lepiej sobie je wyobrażał. Miejsce w bramce Legii dostał pod koniec rundy jesiennej jako trzeci po Marijanie Antoloviciu i Kostiantynie Machnowskim. Bronił dobrze i nawet wiosną trudno było mocno się do niego przyczepić. Przestał jednak zachowywać czyste konto i na mecz z Ruchem stracił miejsce na rzecz Antolivicia, bo zarzucano mu nerwowość. Chorwat absolutnie jednak nie pomógł zespołowi i na spotkania z Lechią w Pucharze Polski oraz w lidze z Zagłębiem miejsce znowu odzyskał Skaba. W Gdańsku gola nie puścił, ale w Warszawie wpuścił wszystko co mógł. Oprócz obrony jednego strzału (były i inne, ale w środek bramki, a te trudno liczyć) dwóch nie dał rady obronić. Jeden był mocny, ale po ziemi i być może do obrony. Drugi po rykoszecie. W każdym razie znowu niczego nie uratował, a w ubiegłym sezonie Jan Mucha kilkakrotnie sam wygrywał mecze. Do tego w Legii się przyzwyczajono.
Bramkarza rozlicza się za bramki. Większość tych strzałów na wiosnę wpada do siatki, chociaż większość jest bardzo trudna do obrony. Zdaję sobie jednak sprawę, że powinienem mieć lepszą skuteczność. Jeżeli tylko będę dostawać szanse to postaram się, aby tak właśnie było – mówił niezadowolony Skaba. Na pocieszenie i w dniu urodzin można mu powiedzieć, że biorąc pod uwagę średnią występów w stosunku do puszczanych goli jest czwarty w historii klubu – po Musze, Macieju Szczęsnym i Zbigniewie Robakiewiczu, a tuż przed Arturem Borucem. Statystyki bywają jednak zawodne.