– Nie mam okazji oglądać polskich bramkarzy, dlatego trudno mi nawet określić – czy ci, co bronią w reprezentacji są rzeczywiście najlepsi. Myślę jednak, że ja również mam podstawy, aby siebie zaliczyć do grona polskiej czołówki. Niedawno skończyłem 31 lat, znajduję się więc w optymalnym dla bramkarza wieku. Mam spore doświadczenie i jestem u szczytu formy, co potwierdzam równą grą w Austrii – mówił w 1998 roku Kazimierz Sidorczuk.
(FOT. WŁODZIMIERZ SIERAKOWSKI/400mm.pl)
Rozmawiał Jarosław Jakubiak
Już na siedem kolejek przed końcem rozgrywek Sturm Graz zdobył tytuł mistrza Austrii. Przez cały sezon niezagrożenie przewodziliście ligowej stawce, można powiedzieć, że przerastaliście rywali o klasę!
Trenerowi Osimowi udało się zbudować bardzo silny i wyrównany zespół. W Sturmie gra aż sześciu reprezentantów Austrii, w tym nowe gwiazdy tutejszej piłki – Ivica Vastic i Roman Maehlich, oraz kilku obcokrajowców. Najbardziej znani to: reprezentant Słowenii Darko Milanič i Niemiec Franco Foda. Naszą siłą jest stabilny skład i zgranie wszystkich formacji. Konkurencja w zespole jest tak duża, że przybyli zimą Belg Jan-Pieter Martens z Rody Kerkrade i Niemiec Michael Bochtler z VfB Stuttgart mecze Sturmu oglądają zazwyczaj z trybun. Już po dwudziestu i jednej kolejce mieliśmy 13 punktów przewagi i nikt nie mógł nam zagrozić. Do momentu koronacji przegraliśmy w lidze tylko jeden mecz, a nasza przewaga punktowa nad resztą stawki nie ma chyba obecnie równych sobie w Europie. Mimo że graliśmy cały sezon ofensywnie, trzema napastnikami, to straciliśmy najmniej bramek ze wszystkich zespołów ekstraklasy. Jest w tym także i moja zasługa. Tutejsza prasa uznała mnie najlepszym bramkarzem grającym obecnie w Austrii.
Jest to pierwszy tytuł mistrzowski zarówno w historii Sturmu, jak i miasta Graz…
Faktycznie, nigdy wcześniej zespół z Grazu nie sięgnął po mistrzowski laur, chociaż w zeszłym sezonie Sturm, jeszcze z Markiem Świerczewskim w składzie, przegrał walkę o mistrzostwo dopiero w ostatniej kolejce. W tym sezonie nie zmarnowaliśmy szansy. Nic więc dziwnego, że obecnie w klubie i całym mieście panuje entuzjazm. Graz bowiem stał się stolicą austriackiej piłki. Przez wiele miesięcy na czele tabeli były przecież dwa zespoły z tego miasta. Na zakończenie sezonu w Grazu zorganizowana zostanie wielka feta. Będzie koncert rockowy, pokazy sztucznych ogni, liczne imprezy rozrywkowe. Przeznaczono na to cztery miliony szylingów, czyli ponad milion złotych polskich, a wszystko to na cześć piłkarzy.
Który zespół jest w Grazu bardziej popularny – Sturm czy Grazer AK?
Z pewnością Sturm. Gramy na wspólnym dla obu zespołów stadionie, nazwanym imieniem Arnolda Schwarzeneggera, ale tylko na naszych meczach jest zawsze komplet widzów. Stadion ten jest własnością miasta. Zbudowany został zaledwie rok temu. Jest nowoczesny, wszystkie trybuny ma pod dachem, ale mieści tylko 15 tysięcy widzów. W razie awansu do Ligi Mistrzów mecze musielibyśmy rozgrywać w Wiedniu, bo minimalna pojemność stadionu zakwalifikowanego do rozgrywek o najważniejszy z europejskich pucharów wynosić musi 20 tysięcy miejsc. Tak więc – włodarze Grazu nie popisali się wyobraźnią.
Co wpłynęło na fakt podpisania przez pana aż pięcioletniego kontraktu? W Polsce znany był pan z częstej zmiany pracodawców…
Rzeczywiście. Po odejściu z Lecha starałem się wyjechać za granicę. Próbowałem szczęścia w Anglii, w Niemczech i Turcji, ale gdy nic z tych przymiarek nie wychodziło, wracałem do Polski i szukałem nowego klubu. Zazwyczaj trafiałem do słabych, więc to mnie nie satysfakcjonowało. Dopiero w Stomilu poczułem się na tyle dobrze, że podpisałem dłuższy kontrakt i grałem półtora sezonu. Sturm może nie jest jeszcze tym wymarzonym klubem, ale bardzo dobrze się tu czuję. Jestem popularny wśród kibiców, działacze i trener doceniają moją postawę na boisku. Jeszcze przed podpisaniem kontraktu prezydent Sturmu – Hannes Kartnig, który uważa, że Sidorczuk jest jego najlepszą inwestycją, zaproponował mi, abym po zakończeniu kariery zawodniczej został w tym klubie na posadzie trenera młodzieży. Osiągnąłem więc stabilizację, o jakiej zawsze marzyłem. W parze z tym idą wyniki sportowe. Od mojego przybycia zdobyliśmy już przecież Puchar Austrii i mistrzostwo kraju. Mimo tego, że ostatnio otrzymuję sporo propozycji z innych klubów, to zmiana pracodawcy na razie nie wchodzi w rachubę. Po prostu nie jestem na sprzedaż.
Kiedy grał pan w polskiej lidze, nie prezentował tak wysokiej i równej formy jak obecnie. Czyżby wysokość zarobków przekładała się na boiskową dyspozycję?
Raczej dopiero teraz procentuje doświadczenie, nabyte przez lata uwijania się między słupkami. Dobrze wpływa na mnie fakt, że jestem pewniakiem trenera Osima. Powiedział on na początku sezonu, że Sidorczuk znajduje się poza konkurencją i zdania nie zmienił. To zaufanie sprawia, że w Sturmie mam komfort psychiczny i jeżeli nawet popełnię błąd, nikt w klubie nie robi z tego afery. W Polsce po nieudanej interwencji kibice i działacze szukają podtekstów pozaboiskowych, przyklejają brzydkie etykietki. Takie opinie nie pomagają człowiekowi w utrzymywaniu dobrej formy – zawsze bowiem w podświadomości pozostaje strach przed kolejnym błędem, aby nie zostać oskarżonym. Poza tym – w Sturmie przeprowadzane są specjalistyczne zajęcia z bramkarzami. W Polsce podczas treningów czułem się czasami jak piąte koło u wozu…
Jak się panu współpracuje z tak znanym w świecie trenerem, jakim jest Iviča Osim?
Pierwszy raz w karierze spotkałem tak wspaniałego trenera. Jest to urodzony strateg i – co bardzo ważne – ma wyczucie. Wie na kogo postawić, aby zespół miał z tego jak najwięcej pożytku. Podobnie jak Andrzej Strejalu, Osim jest fanatykiem futbolu w dobrym tego słowa znaczeniu. To w naszym klubie postać wyjątkowa, popularnością wśród kibiców przewyższa wszystkich piłkarzy razem wziętych. To on jest głównym architektem sukcesów naszego zespołu. Od kiedy tylko pracuje w Grazu, Sturm systematycznie pnie się w górę. Nie wiadomo jednak, czy Osim zostanie z nami, ma bowiem wiele intratnych propozycji z innych klubów – sławniejszych i bogatszych. Z pewnością jednak prezydent Kartnig zrobi wszystko, aby tego znakomitego szkoleniowca zatrzymać.
Działacze Sturmu z pewnością już snują plany na przyszły sezon…
Futbol austriacki przeżywa okres rozkwitu. Jest coraz więcej widzów, reklam, sponsorów, a więc i pieniędzy. Rosną oczywiście też wymagania wobec piłkarzy. Kibice oczekują międzynarodowych sukcesów nie tylko reprezentacji, ale także klubów. Marzeniem prezydenta Kartniga jest więc dobry występ Sturmu w europejskich pucharach. Nie będzie jednak jakichś dużych wzmocnień. Zarówno prezydent, jak i trener Osim uważają, że obecna kadra Sturmu w zupełności wystarczy.
Kto według pana jest obecnie najlepszym polskim bramkarzem?
Ten, kto dobrze broni. Nie mam okazji oglądać polskich bramkarzy, dlatego trudno mi nawet określić – czy ci, co bronią w reprezentacji są rzeczywiście najlepsi. Myślę jednak, że ja również mam podstawy, aby siebie zaliczyć do grona polskiej czołówki. Niedawno skończyłem 31 lat, znajduję się więc w optymalnym dla bramkarza wieku. Mam spore doświadczenie i jestem u szczytu formy, co potwierdzam równą grą w Austrii. Czy jednak zasługuję na powołanie do kadry, o tym decyduje selekcjoner i ludzie związani z polską piłką. Oczywiście z wielką chęcią spróbowałbym znów swych sił w reprezentacji. Na razie jednak, mimo sygnałów austriackiej prasy, trener Wójcik nie kontaktował się ze mną.
Rozstanie z kadrą narodową nie odbyło się w przyjemnych okolicznościach. W dwóch ostatnich pana występach reprezentacja Polski poniosła sromotne porażki – 1:5 z Francją w 1991 roku i 0:5 ze Szwecją w 1992. Winą za to obarczono głównie Kazimierza Sidorczuka…
Nie grałem w tych meczach gorzej niż inni, najłatwiej jednak winą obarczyć bramkarza. Całą drugą połowę meczu ze Szwecją grałem z kontuzją, na własne życzenie, bo nigdy się nie poddaję. Zresztą nie miałem wyjścia, bo gdy do przerwy przegrywaliśmy już zero trzy, Adam Matysek – wówczas bramkarz rezerwowy – powiedział, że nie zagra, bo jego boli obojczyk. Po tej klęsce inni zawodnicy dalej grali w reprezentacji, a ja zostałem przez trenera Strejlaua przekreślony. Mam żal do niego, że po meczu nawet przez chwilę nie porozmawiał ze mną…
WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 18/1998)
Kluczowy piłkarz reprezentacji kontuzjowany! Baraże coraz bliżej
Nienajlepsze informacje docierają do nas z Wysp. Jedna z najjaśniejszych gwiazd reprezentacji doznała urazu tuż przed zbliżającymi się coraz większymi krokami barażami o mundial. Sprawdź, o kim mowa!