– Całe szczęście, że udało się chłopakom wyrównać. Jakby zostało jeszcze pięć minut to byśmy wygrali – mówił Maciej Rybus po remisie Legii z Zagłębiem Lubin 2:2. Drużyna Macieja Skorży nie wygrała od czterech ligowych kolejek. Ale w końcu nie przegrała.
Rybus zszedł w trakcie drugiej połowy, ponieważ szkoleniowiec Legii zadecydował, że reprezentanta Polski powinien zastąpić Felix Ogbuke (to jednak jego dopiero drugi mecz po długiej kontuzji, więc mogło brakować mu sił). Rybus sprawiał znacznie lepsze wrażenie i zanim zszedł z boiska wyglądało na to, że chce pomóc trenerowi, by szefowie po kolejnej porażce nie zwolnili go z klubu. Na początku tygodnia słychać bowiem było plotki, że gdy Legia nie odniesie dwóch kolejnych zwycięstw – w Pucharze Polski z Lechią i w lidze z Zagłębiem – to przy Łazienkowskiej dojdzie do zmiany trenera. Wygrana w Gdańsku złagodziła nastroje. Przed sobotą mało kto spodziewał się, że w lidze znowu nie będzie trzech punktów. Jednak znowu się nie udało. A za tydzień Legię czeka bardzo ciężki, bardzo ważny i bardzo prestiżowy mecz w Poznaniu z Lechem.
– Trener powiedział, żeby nie myśleć o zwolnieniach, a on sam sobie poradzi. Zresztą nie słyszałem, żebyśmy mieli mieć nowego trenera. W Poznaniu zagramy o zwycięstwo. Myślę, że my gramy lepszą i ciekawszą piłkę. Na pewno nie będziemy w tym meczu się bronić – jak zwykle optymistycznie zapowiedział Rybus.
Ale Legia zawodzi, na mistrzostwo już nie ma szans. Bardzo trudno będzie jej o miejsce gwarantujące start w Lidze Europejskiej. Straciła aż 31 bramek, przy tylko 28 strzelonych. Za to wygrała na wyjeździe pierwszy półfinał Pucharu Polski z Lechią. I to jest jej największa szansa na uratowanie sezonu. Rewanż z Lechią 20 kwietnia. To ważniejszy mecz nawet od tego w najbliższą sobotę z Lechem.