Zastanawiałem się, kiedy pierwszy raz usłyszałem o Pele…To był czerwiec 1970 roku, gdy szykowałem się jako pierwszoklasista do pierwszych w życiu prawdziwych wakacji.
W Meksyku odbywał się akurat mundial, ale w Polsce za sprawą beznadziejnej decyzji komunistycznego przywódcy Władysława Gomułki nie było transmisji telewizyjnych z tego turnieju. Uznał on, że skoro reprezentacja Polski odpadła w eliminacjach, to po co oglądać inne drużyny. Starszy kolega, który wiedział o nim coś więcej, przyniósł pewnego dnia na podwórko piłkę, na której długopisem był wyryty napis Pele i powiedział nam, że ten Brazylijczyk najlepiej teraz gra w piłkę na świecie. Bo Mexico ’70 było turniejem Pelego, o czym dowiadywałem się jeszcze przed wyjazdem na wakacje z gazet („Express Wieczorny” i „Przegląd Sportowy”) oraz z krótkich migawek na czarno-białym ekranie telewizora marki Szafir.
Trzydzieści lat później pisałem tekst o Pele do tygodnika „Piłka Nożna”, gdy został przez redakcję wybrany najlepszym piłkarzem XX wieku. Artykuł zatytułowałem „Spotkania z królem”, bo jego bohaterami byli polscy piłkarze, którzy grali przeciw Pelemu albo z nim w jednym zespole, bo tacy też byli. Edmund Zientara, który wystąpił przeciw niemu 25 maja 1960 roku w Chorzowie, kiedy przygotowująca się do igrzysk olimpijskich w Rzymie reprezentacja Polski przegrała 2:5 z odbywającym europejskie tournée Santosem. Tak mi opowiadał wówczas nieżyjący już dziś, Zientara: – Mnie przypadła rola pilnowania Króla Futbolu. Nie muszę dodawać jak trudne było to zadanie. Do dziś pamiętam jedno zdarzenie. Chciałem wyprzedzić Pelego, by przejąć piłkę znajdująca się na ziemi, ale on przerzucił ją nad sobą do tyłu, a gdy przeleciała też nad moją głową, odwrócił się i strzelił. Był nieprzewidywalny dla kryjącego go rywala, inni mogą trenować latami, a i tak nie dojdą do tego, co on miał w genach.
W 1966 roku reprezentacja Polski poleciała na serię meczów do Ameryki Południowej. Dwukrotnie spotkała się między innymi z Brazylijczykami. 8 czerwca na Maracanie w Rio de Janeiro selekcjoner Canarinhos wystawił skład najsilniejszy z Pele na środku ataku. Szykujący się do finałów MŚ w Anglii dwukrotni mistrzowie świata wygrali 2:1. Tak wspominał tamto wydarzenie legendarny polski obrońca, w tym spotkaniu kapitan biało-czerwonych Stanisław Oślizło: – Na murawę Brazylijczycy wybiegali pojedynczo, a ostatni uczynił to oczywiście Pele. Do dziś pamiętam jak spiker niemal śpiewając wydobył z gardła okrzyk: Eeedson Aaarantes doo Naascimento – Peeeleee. Przesympatyczny człowiek i prawdziwy dżentelmen – z uznaniem klepał nas po plecach po udanych zagraniach. Pele był niezbyt wysoki, lecz niesamowicie skoczny. Żeby odebrać mu piłkę należało go wyprzedzić, w pojedynkach koncentrować się na piłce i nie dać się zwieść balansowi ciała. W repertuarze miał mnóstwo niekonwencjonalnych zwodów.
Podczas mistrzostw świata, które w 1974 roku odbyły się w RFN Pele nazwał Jana Tomaszewskiego najlepszym bramkarzem świata, a kilka miesięcy później 27 kwietnia 1975 obaj wystąpili w jednej drużynie w Brukseli na benefisie belgijskiego piłkarza Paula Van Himsta. Tomek tak wspominał spotkanie z królem: – Znajdował się u schyłku kariery, lecz nadal imponował nienaganną sylwetką: ani grama tłuszczu, wspaniale zbudowany. Pomyślałem sobie wtedy, że tak powinien wyglądać wzorzec idealnego piłkarza.
Edson Arantes do Nascimeto kończył karierę w Cosmosie Nowy Jork, a w maju 1976 roku dla uczczenia 200. rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych zorganizowano w tym kraju turniej piłkarski z udziałem reprezentacji Włoch, Anglii i Brazylii. Z powodu tego, że USA miało za slaby skład, to poproszono o wsparcie zawodników grających w tamtejszych klubach. Obok Pelego z Cosmosu również między innymi powołano grającego w Chicago Sting polskiego napastnika Janusza Kowalika, który tak zapamiętał tamte dwa tygodnie spędzone z Królem Futbolu: – Na boisku wszystko rozumiał instynktownie, znakomicie czytał grę, podawał co do milimetra. Świetnie grał też bez piłki. Natomiast po meczach nikomu nie dawał odczuć, że jest kimś ważniejszym. Sympatyczny, fantastyczny, a zarazem bardzo skromny człowiek.
W 1977 roku Pele zakończył karierę piłkarską, ale nie przestał grać i to nie tylko piłkę. W lipcu 1981 roku miał na świecie premierę amerykański film fabularny pt: „Ucieczka do zwycięstwa”, w którym zagrał piłkarza, a jego partnerami byli nie tylko słynni aktorzy Sylvester Stallone czy Michael Caine, ale także znakomity polski piłkarz Kazimierz Deyna.
Zresztą Pele jeszcze przez wiele utrzymywał się w znakomitej formie piłkarskiej. 31 października 1990 roku z okazji jego pięćdziesiątych urodzin zorganizowano w Mediolanie okolicznościowy mecz. Pele wyszedł w pierwszym składzie ówczesnej reprezentacji Brazylii obok piłkarzy młodszych od siebie o 20 czy 30 lat. Wśród nich byli między innymi Cafu, Bismarck czy Leonardo. W przeciwnej drużynie gwiazd zagrali Marco van Basten, Christo Stoiczkow, Carlo Ancelotti, Enzo Francescoli i wiele innych gwiazd będących u szczytu formy. Pele zszedł owacyjnie żegnany pod koniec połowy meczu.
Pod koniec marca 2014 Pele jako ambasador zbliżającego się mundialu w Brazylii jeszcze raz odwiedził Polskę. Na konferencji prasowej w Warszawie miałem go okazję zobaczyć na żywo. Otoczony swoimi asystentami i ochroniarzami chętnie odpowiadał na pytania. Konferencja odbyła się w sali na stadionie Legii, był to jego powrót na ulicę Łazienkowską, bo na starym obiekcie warszawskiego klubu był na trybunach wraz z kolegami z Santosu 22 maja 1960 roku podczas meczu ligowego Legia – Wisła Kraków.
Oficjalnie: Sebastian Szymański odchodzi z Fenerbahce
Sebastian Szymański oficjalnie poinformował o odejściu z Fenerbahce. Reprezentant Polski opublikował pożegnalny wpis w mediach społecznościowych, a według doniesień medialnych jego kolejnym kierunkiem może być francuska Ligue 1.
Król strzelców antybohaterem wielkiego finału [KOMENTARZ PO FINALE PNA]
Futbol napisał kolejną nieprawdopodobną historię. Okazało się, że można zostać królem strzelców mistrzostw i jednocześnie największym ich przegranym. Gdyby w ostatniej akcji meczu Brahim Diaz wykorzystał karnego, Maroko zdobyłoby Puchar Narodów Afryki, na który czekało od pół wieku. Ale nie wykorzystał…