Ktoś nieznający hierarchii ważności trofeów obowiązującej w europejskim futbolu mógłby, zerknąwszy na kalendarz UEFA, dojść do wniosku, iż w najbliższych dniach odbędą się pod jej szyldem półfinały jakiegoś monstrualnego superpucharu Anglii. Oto 29 maja w Baku Arsenal i Chelsea zmierzą się w finale Ligi Europy, a 1 czerwca w Madrycie Liverpool i Tottenham zagrają w finale Ligi Mistrzów, zaś zwycięzcy tych spotkań 14 sierpnia staną w Stambule do boju o Superpuchar Europy. Anglicy opanowali kontynentalne rozgrywki w takim stopniu, w jakim nikomu się to nigdy nie udało.
LESZEK ORŁOWSKI
Oczywiście, trafność porównania nadchodzących meczów finałowych LE i LM do wewnątrzangielskiego superpucharu zakłóca przypadek Manchesteru City, którego zabraknie w Baku, Madrycie, a więc i Stambule, a przecież zdobył i mistrzostwo Anglii, i FA Cup, i jeszcze Puchar Ligi. Tak więc będący superpucharem Anglii mecz o Community Shield powinien rozegrać w sierpniu sam ze sobą. Zaistniałą w Anglii sytuację idealnie wręcz opisuje pewien stary żydowski szmonces (arcytrafnie przyporządkowany do niej na Twitterze przez dziennikarza wp.pl Marka Wawrzynowskiego). Oto na jednej ulicy pewnego sztetł (miasteczko) było pięciu (w oryginale czterech, ale nieco żart zmieńmy) fryzjerów. Jeden napisał na szyldzie, że jest najlepszym fryzjerem w tym mieście. Drugi – że w całym kraju, trzeci, że w całej Europie, a czwarty – że w świecie. Piąty zaś ozdobił zakład szyldem: „Najlepszy fryzjer na tej ulicy.” I ten piąty to jest właśnie Manchester City Pepa Guardioli… Katalończyk z pewnym dystansem będzie mógł obserwować zmagania lokalnych rywali o europejskie trofea; skoro wygrał z nimi w najsilniejszej, siłą rzeczy, lidze świata w sezonie 2018-19, to po prostu jego zespół jest najlepszy tak czy owak, niezależnie od kuriozalnej porażki w LM z Tottenhamem.
Finał w Baku
W niniejszym tekście zastanowimy się, jakie problemy i dylematy mają trenerzy wszystkich czterech zespołów przed meczami decydującymi o triumfie w Lidze Europy i Lidze Mistrzów, notabene pierwszy raz zbitymi w jednym tygodniu; jeszcze przed rokiem jeden finał od drugiego dzieliło dziesięć dni.
Stolica Azerbejdżanu kandydowała do zorganizowania finału Ligi Mistrzów, ale przegrała rywalizację z Madrytem i Wanda Metropolitano. Dostała więc na pocieszenie finał LE, o który starał się z kolei Stambuł. Stolica Turcji otrzymała Superpuchar, choć mocną kandydaturą był Gdańsk. Polskie miasto otrzymało finał Ligi Europy, ale dopiero za rok.
(…)
Chelsea: kto trzecim pomocnikiem
A jak kombinuje Maurizio Sarri? Na pewno nie powtórzy ustawienia z meczu styczniowego z Arsenalem, a było ono o tyle charakterystyczne, że Eden Hazard zagrał na środku ataku. W pierwszej rundzie, w rozgrywanej 18 sierpnia 2018 roku drugiej kolejce PL, Chelsea wygrała u siebie z Kanonierami 3:2 i był to o wiele lepszy jej mecz, zaś na szpicy wystąpiła klasyczna dziewiątka, czyli Alvaro Morata, który strzelił jednego z goli. Hiszpana już oczywiście nie ma w stolicy Anglii, tak więc zapewne zagra Olivier Giroud. To były długoletni zawodnik Arsenalu, a więc zna nawyki jego stoperów, jednak nie tylko na tym polega jego obecna przewaga nad Gonzalo Higuainem, gdyż Argentyńczyk jest w bardzo nierównej formie.
Giroud, który w Arsenalu grał od 2012 roku do końca stycznia 2018, kilka dni przed meczem powiedział tak: – Na Emirates przeżyłem piękne chwile, Arsenal na zawsze pozostanie dla mnie wyjątkowym klubem. Jednak dzisiaj moja krew jest niebieska, a to mi służy, bo grając dla innych Niebieskich – Les Bleus, czyli reprezentacji Francji, zdobyłem mistrzostwo świata. Przedłużyłem o rok kontrakt z Chelsea i czuję się po prostu członkiem rodziny. Zawsze dobrze grało mi się przeciwko byłym drużynom. Mam nadzieję na udany występ także w Baku. Musimy zdobyć ten puchar, bo Chelsea potrzebuje sukcesów, trofeów, to w końcu najbardziej utytułowany angielski klub ostatniej dekady; drugie miejsce zawsze jest na Stamford Bridge porażką.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (22/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Liga Europy nie dla Polaka. FC Porto podjęło decyzję
Oskar Pietuszewski zaliczył znakomite wejście do FC Porto. Nie wystarczyło to jednak, aby 17-letni skrzydłowy został zgłoszony do wiosennej części rywalizacji w Lidze Europy.