To miał być dla Borussii sezon przejściowy. Nowy trener, nowa filozofia, nowi liderzy linii ataku – nikt nie oczekiwał cudów. Jesienią było wspaniale, bo Źrebaki nawet liderowały Bundeslidze, ale i obecna pozycja zadowala kibiców: Liga Mistrzów wciąż jest na wyciągnięcie ręki.
(fot. Reuters)
LESZEK ORŁOWSKI
Po znakomitym meczu 25. kolejki z Eintrachtem można było nawet sądzić, że zespół wkroczył na prostą drogę do elitarnych rozgrywek. Jednak porażka u siebie z Bayerem Leverkusen w drugiej pokoronawirusowej kolejce schłodziła głowy. Jak w przypadku wszystkich klubów, forma piłkarzy po ponad dwumiesięcznej przerwie była wielką niewiadomą. Okazała się zmienną, przy czym chyba jednak jest więcej powodów do optymizmu niż do zmartwień. Zresztą, cóż to za zmartwienia? Najwyżej zespół zagra w Lidze Europy, co i tak zostanie potraktowane jako godne osiągnięcie. Skąd się bierze lepsza niż się spodziewano postawa zespołu w tym sezonie?
Nowe boki
Przede wszystkim wspaniale spisał się dyrektor sportowy Max Eberl. Z pięciu zawodników sprowadzonych latem do klubu ze wzgórza Boekelberg, aż czterech jest mocnymi punktami pierwszej jedenastki, decyduje o jakości gry Borussii. Tak się składa, że wszyscy oni występują blisko linii bocznych, gdyż mówimy o dwóch bocznych obrońcach i dwóch skrzydłowych. Nowe flanki Źrebaków to wielki atut tego zespołu. Na prawej stronie bloku defensywnego pewne miejsce ma kupiony z Salzburga Stefan Lainer. Marco Rose, który poprzednio prowadził właśnie zespół mistrza Austrii, od razu podczas rozmów z Eberlem zażyczył sobie sprowadzenia tego właśnie zawodnika, który był jego zaufanym człowiekiem. Dyrektor sportowy oczywiście ani myślał oponować. – To twardy, dynamiczny piłkarz, a do tego silny fizycznie i mentalnie – zawyrokował, a życie potwierdziło jego opinię. Lainer ma obecnie w dorobku gola i trzy asysty, opuścił tylko trzy mecze – dwa z powodu lekkiego urazu kolana i jeden za kartki. – Borussia okazała się klubem wspaniałym pod każdym względem, moje oczekiwania względem niej zostały przekroczone – powiedział, a klub mógłby odrzec: i vice versa.
Po zakontraktowaniu Rose, Lainer i Borussia byli na siebie skazani. Natomiast sprowadzenie lewego defensora Ramiego Bensebainiego oczywistym nie było. Eberl szukał w całej Europie zawodnika, który mógłby grać zarówno na pozycji stopera jak i lewego obrońcy. Takich graczy jest niewielu, w końcu jego wybór padł na futbolistę Rennes, który dostał kontrakt do 2023 roku. Na środku obrony nie było dlań miejsca (o czym za chwilę), za to szybko wygrał rywalizację o pozycję lewego defensora z doświadczonym Szwedem Oscarem Wendtem. Algierczyk gra w sposób wyważony, ale aktywny. W meczu z Eintrachtem zaledwie kilka razy się podłączył do natarć, ale zaliczył asystę, a ponadto strzelił gola z rzutu karnego (przeciwko Bayerowi też stwarzał zagrożenie). Szacunek u fanów zapewniła mu pierwsza wykorzystana w tym sezonie jedenastka. Źrebaki dostały ją w ostatniej minucie meczu z Bayernem, przy stanie 1:1. Podczas gdy przed doświadczonymi zawodnikami ugięły się nogi, Bensebaini podszedł do piłki i pewnie umieścił ją w siatce, a że strzelił też wczesnej gola na 1:1, 7 grudnia został prawdziwym bohaterem dnia. Obecnie ma w trzynastu meczach pięć goli i asystę, co jest lepszym dorobkiem niż zgromadzony w 101 występach w Ligue 1. – Tamten mecz z Bayernem uwidocznił, jaki mam charakter. Podoba mi się mój obecny klub, miasto, a także kraj. We Francji musiałem pilnować tyłów, tutaj trener nie tylko pozwala mi na rajdy ofensywne, ale wręcz się ich domaga. Chcę zostać jak najdłużej na Borussia Park – mówi ten silny i szybki zawodnik.
Nowe skrzydła
Przed nim, czyli na lewym skrzydle, biega najlepszy z nowych zawodników, Marcus Thuram, o którym już się pisze, że wyrasta ponad swój obecny zespół. Rzeczywiście, synowi mistrza świata z 1998 roku, prawego obrońcy Les Bleus Liliana, pisana jest chyba wielka kariera. Łączy bowiem wszystkie cechy, jakie powinien mieć klasowy napastnik. Przy swym słusznym wzroście – 192 cm i słusznej posturze – 88 kg, jest najszybszym zawodnikiem swego zespołu: zmierzono mu w jednym z meczów 33,6 km/h! Poza tym doskonale panuje nad piłką i kiwa się (technikę opanował w ogródku, ćwicząc z ojcem), umie z zaskoczenia wtargnąć w pole karne i wykończyć akcję. 12 goli i 9 asyst w 35 meczach dla Borussii to doprawdy wybitny rezultat. Do tego 22-letni Marcus jest, jak relacjonuje kolega z zespołu Christoph Kramer, chłopakiem, któremu uśmiech nie schodzi z twarzy, dającym ekipie pozytywne wibracje. Słynna stała się jego cieszynka z chorągiewką w narożniku boiska, której jednak teraz zaniechał. Breel Embolo podobnie jak Thuram jest z reguły ustawiany na skrzydle, lecz z ochotą atakuje szesnastkę rywali, wykańcza akcje. Z uwagi na sposób gry Francuza i Szwajcara, styl Borussii porównuje się dziś ze stylem Interu Mediolan Jose Mourinho, gdzie w rolach skrzydłowych występowali mający podobne preferencje Samuel Eto’o i Goran Pandev. W zespole Źrebaków Thuram i Embolo mogą sobie poszaleć, bo z kolei chętnie na bok boiska zbiega ze środka ataku Alasanne Plea.
Embolo kupowany był z Schalke z łatką zawodnika zbyt podatnego na kontuzje. W ciągu trzech sezonów spędzonych w Gelsenkirchen doznał dwóch poważnych urazów i ciężko mu było przebić się do składu. W końcu chciał zmienić otoczenie, znaleźć się znów w klubie, w którym się na niego stawia i w niego wierzy, w którym mógłby zacząć od zera. Borussia okazała się dokładnie takim. Szwajcar ma przyzwoity dorobek siedmiu goli i czterech asyst, ale najważniejsze, że dotychczas w tym sezonie tylko raz wypadł z gry, a to na cztery mecze z powodu niegroźnej kontuzji mięśniowej. Kolejnej kontuzji doznał w starciu z Bayerem, wszyscy mają nadzieję, że to nic poważnego. I on sam i trenerzy wiedzą, że nie ujawnił na razie całego swego potencjału, że to stanie się trochę później, zapewne w kolejnym sezonie.
Spokój od tyłu
W taki oto sposób Eberl za pieniądze uzyskane ze sprzedaży do Borussii Dortmund lidera poprzedniego projektu Thorgena Hazarda i do Bayernu Monachium młodego Michaela Cuissance (co dało razem 37,5 miliona euro, a na transfery wspomnianej czwórki poszło 39,5) zbudował zespół lepszy niż miał w poprzednim sezonie. Oczywiście znakomicie spisują się też zawodnicy, którzy dłużej są w kadrze. Tak naprawdę o stylu i jakości gry zespołu decyduje trójka futbolistów najbardziej cofniętych, których roli nie uwypukla się dostatecznie. Pierwszym jest bramkarz Yann Sommer. Niziutki, w dodatku zdarza mu się puścić szmatę, utrzymuje jednak pewne miejsce między słupkami, gdyż doskonale gra nogami. W zasadzie to posiada technikę środkowego pomocnika, który nawet mając blisko siebie przeciwnika nie wpada w panikę, tylko spokojnie przyjmuje futbolówkę i celnie ją odgrywa. Przed nim zaś występuje duet dobrze wyszkolonych technicznie stoperów, którzy także nie mają zwyczaju wybijać piłki na oślep do przodu. Jeśli Nico Elvedi (akurat przeciwko Bayerowi zdarzył mu się fatalny występ) ma procent celnych podań przekraczający dziewięćdziesiąt, a Matthias Ginter do tej liczby dobiegający, to oznacza, że po pierwsze w strategii gry Źrebaków nie ma mowy o lagowaniu, a po drugie, że obaj nie tracą głowy nawet w trudnych sytuacjach.
Elvedi świetnie się ustawia, gra bardzo czysto, dostaje mało żółtych kartek (w obecnym sezonie wprawdzie już cztery, ale w całym poprzednim, w którym rozegrał 30 meczów, tylko jedną!). Wzoruje się na Sergio Ramosie co pokazuje, w jakim kierunku chciałby się rozwijać. Gintera selekcjoner Joachim Loew nazywa jednym z najbardziej niedocenianych graczy Bundesligi. – Zawsze, w każdym meczu, dobrze wykonuje swoją robotę – mówi o nim. Rzucany po różnych pozycjach: prawa obrona, środek defensywy, środek pomocy) nie potrafi przekonać kibiców i ekspertów, że na którejś jest w stanie osiągnąć światowy poziom. Uważa, że ta opinia jest mocno krzywdząca. Pochwaliliśmy bramkarza i kwartet obrońców, tymczasem mecz z Bayerem był dziewiątym z rzędu, w którym zespół stracił gola. – Jesteśmy z tego powodu strasznie wkurzeni. Bardzo chcieliśmy zagrać w końcu na zero z tyłu, ale znów się nie udało – powiedział jeszcze po starciu z Eintrachtem defensywny pomocnik Tobias Strobl, który akurat tamtego wieczoru dostroił się do kolegów notując 92-procentową celność podań. Z drugiej strony – ekipa ma 9 kolejnych spotkań z golem strzelonym.
Codziennie z trenerem
Oba pierwsze mecze po wznowieniu rozgrywek pokazały, że sztab szkoleniowy Borussii umiał poradzić sobie z zagadnieniem utrzymania zawodników w wysokiej formie w trakcie przymusowej przerwy. Jak opowiada Christoph Kramer, najpierw do domu każdego zawodnika dostarczono z klubu stacjonarne rowery, a potem wszyscy otrzymywali codziennie aktualizowane zestawy ćwiczeń do wykonania, a ponadto odbywali każdego wieczora indywidualną rozmowę z jednym z trenerów, jak również pozostawali pod opieką psychologa. – Ja byłem w najgorszej sytuacji, gdyż właśnie się przeprowadzałem i w nowym domu nie miałem zorganizowanej siłowni. Ćwiczyłem więc wnosząc do mieszkania paczki mebli – zwierzył się zawodnik. Być może dlatego, że to jednak było za mało, spotkania z Eintrachtem i Bayerem obejrzał z ławki rezerwowych.
Porażka z Bayerem była bolesna, zespół Borussii, co charakteryzuje młode, będące w fazie budowy drużyny, uwierzył po poprzednim spotkaniu, że jest niepokonany i oddał rywalowi pierwszą połowę. – Bayer był w tej fazie lepszy, grał prościej, dokładniej, jego zawodnicy wygrywali większość pojedynków i zbierali drugie piłki – mówił trener Rose. W drugiej części gry zespół jednak stanął na wysokości zadania, pokazał, że nie
jest gorszy. – Przy 1:1 Thuram został powalony w polu karnym, ale sędzia nie podyktował jedenastki, by po chwili dać karnego rywalom. To był kluczowy moment – żalił się szkoleniowiec.
Mecz toczył się w zadziwiającej scenografii, jako że na trybunach umieszczono wycięte z kartonu podobizny trzynastu tysięcy fanów, zaś między nimi siedzieli byli prezydenci, trenerzy, wybitni piłkarze z przeszłości, a także członkowie obecnej kadry. Wolontariusze przez kilka dni uwijali się z montażem. Fan Źrebaków za przywilej obecności per procura na spotkaniu z Bayerem musiał zapłacić 19 euro. Przy okazji ocalone zostały od bankructwa dwie lokalne drukarnie, co też nie jest bez znaczenia. Co ciekawe, także kibice Bayeru mogli obstalować swoje wizerunki, toteż ekipa gości nie pozostała bez „wsparcia”. Z ramienia kibiców projekt nadzorował jeden z nich, Thomas Ludvig.
– Klub dostał 20 tysięcy zamówień, być może więc tych kartonowych kibiców będzie więcej na kolejnych meczach – powiedział. Trzeba dodać, że prócz figur fanów stadion zdobiły także banery z hasłami wyrażającymi protest przeciwko meczom rozgrywanym przy pustych trybunach. Na szczęście kibice Borussii nie zebrali się pod stadionem, o co się obawiano. Mimo przegranej z bezpośrednim rywalem w walce o Champions League forma Źrebaków napawa optymizmem. Największy kłopot w tym, że cała walcząca o nią piątka prezentuje się wybornie. – Jesteśmy zbyt mało efektywni, nasze wyniki są gorsze od gry – podsumował Stefan Lainer i jest to chyba trafna diagnoza.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (21/2020)
Sensacja w Monachium! Bayern przegrał z Augsburgiem [WIDEO]
Bawarczycy doznali pierwszej porażki w sezonie 25-26. Pierwszymi pogromcami ekipy Kompany'ego okazał się derbowy rywal – FC Augsburg, który w ostatnim kwadransie zdobył dwie bramki na wagę trzech punktów.