– Starcie z Lechem będzie moim 217 meczem, w którym zasiądę na ławce trenerskiej. Można więc powiedzieć, że się nie denerwuję debiutem – przed starciem z „Kolejorzem” powiedział trener Wisły Kraków – Michał Probierz.
– Wiemy, że jest to istotny mecz dla nas wszystkich, z czego zdajemy sobie sprawę. Mam nadzieję, że na trybunach zasiądzie komplet widzów, bo jest to dla nas sprawa kluczowa. Spotkanie z Lechem jest dla nas takim meczem o być albo nie być. Zawsze odczuwam dreszczyk emocji. Jeśli trener nie czuje tego dreszczyku, to nie powinien prowadzić zespołu, gdyż to znaczy, że nie ma pasji. Debiut na stadionie przeciwnika mieliśmy, wówczas udało się pozytywnie zaskoczyć wszystkich. Mam nadzieję, że na własnym stadionie zaliczę również udany debiut, a kibice, którzy zjawią się na stadionie, będą mieć satysfakcje – wyznał Probierz.
– Moim zespołom udało się wygrać z poznaniakami dwa razy: raz w lidze, a raz w Superpucharze. Trudno, aby ktoś z Jagiellonią, Polonią Bytom, czy młodym Widzewem wygrywał z Lechem. Gdybyśmy wtedy wygrywali, to my walczylibyśmy o mistrzostwo Polski, a nie oni. W Superpucharze się udało, gdyż to był sezon, w którym do końca walczyliśmy o tytuł najlepszej drużyny w kraju, ostatecznie przegraliśmy z Wisłą. Mecz pomiędzy Wisłą a Lechem zawsze elektryzuje wszystkich. Gdyby to spotkanie odbywało się kiedyś indziej, to już dzisiaj nie byłoby na nie biletów. Mam nadzieję, że w ostatniej chwili mężczyźni zdecydują się zabrać kobiety na stadion z okazji Dnia Kobiet, robiąc im w ten sposób prezent. Mogę obiecać, że my postaramy się uczynić wszystko, aby fanki były zadowolone z wyniku, ale najważniejsze, aby wszyscy, którzy zjawią się na Reymonta, byli usatysfakcjonowani – zapewniał nowy szkoleniowiec mistrza Polski.
Jagiellonia nie dojechała do Krakowa, a Adrian Siemieniec zdrowo się nasłuchał [KOMENTARZ]
Biała Gwiazda rozegrała zdecydowanie najlepszy mecz od powrotu do Ekstraklasy. Pokonała 2:0 Jagiellonię i był to najniższy wymiar kary dla zespołu z Białegostoku. Oba gole zdobył Angel Rodado, który pozwolił błyskawicznie zapomnieć kibicom w Krakowie, że jeszcze przed chwilą martwili się odejściem Jordiego Sancheza.