Państwa położone na Półwyspie Bałkańskim, a w szczególności te, które powstały w wyniku rozpadu Jugosławii, zwykło określać się w kontekście piłkarskim mianem trudnych rywali. O ile w przypadku Chorwacji, aktualnego wicemistrza świata, wspomniana opinia jest jak najbardziej uzasadniona, o tyle postrzeganie Słowenii – dzisiejszego adwersarza polskich reprezentantów – jako trudnego do pokonania przeciwnika, nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. No, chyba że sugerujemy się przeszłością (patrz: Słowenia 3:0 Polska, Maribor, 09.09.2009).
Wóz albo przewóz
Porażka (0:1 z Austrią), dwa remisy (1:1 przeciwko Izraelowi i Macedonii Północnej, a także wysokie zwycięstwo w konfrontacji ze słabiutką Łotwą 5:0 – oto bilans reprezentacji Słowenii w eliminacjach do EURO 2020. W obliczu tych rezultatów podopieczni Matjaza Keka mają wyczerpany margines błędu i nóż na gardle zarazem. Porażka nie wchodzi w rachubę, bowiem sprowadza ona szanse Słoweńców na awans do przyszłorocznych mistrzostw wyłącznie do hipotetycznych działań matematycznych (skąd my to znamy?).
Paradoksalnie to właśnie w tak krańcowych okolicznościach Słowenia może czuć się naprawdę dobrze na boisku. Lublańskie Stożice, arena dzisiejszych zmagań, zapełnią się do ostatniego miejsca po raz pierwszy od czterech lat, a w dodatku styl gry reprezentacji Polski doskonale pasuje do taktyki preferowanej przez Słoweńców – gra w obronie całym zespołem oraz błyskawiczne kontrataki w ataku.
Paradoksów wśród drużyny narodowej Słowenii jest znacznie więcej. Bo choć po ich stronie między słupkami stoi Jan Oblak, uznawany za jednego z najlepszych bramkarzy na świecie, to z trudem przychodzi im zachowanie czystego konta. Ta sztuka powiodła się dopiero w ostatnim spotkaniu z Łotwą, wcześniej aż dziewięć razy pod rząd Oblak był zmuszony wyciągać piłkę z siatki przynajmniej raz. Bo choć konstruowanie akcji nie stanowi dla nich większego problemu, to ich skuteczne sfinalizowanie już tak. To właśnie w głównej mierze Słoweńcy zremisowali pierwsze dwa spotkania z Izraelem i Macedonią Północną, co skomplikowało ich sytuację w grupie.
Słowenia aktualnie w niczym nie przypomina drużyny, które pierw wyeliminowała Polskę, a następnie awansowała na mundial. W niczym. Pomijając spotkanie z Łotwą, ostatni mecz wygrali przed rokiem (2:0 z Czarnogórą). Z kolei na zwycięstwo przy własnej publiczności czekają o dwanaście miesięcy dłużej – 4 września 2017 roku pokonali u siebie Litwę 4:0. Sam Jan Oblak i Josip Ilicić to zdecydowanie za mało, by móc rywalizować jak równy z równym z reprezentacją Polski. A Polsce w roli faworyta gra się komfortowo, co podkreślił Wojciech Szczęsny w ostatnim z wywiadów. Każdy inny wynik niż zwycięstwo polskiej reprezentacji należy rozpatrywać w kategoriach dużego rozczarowania.
Podtrzymać passę
Dziesięć lat temu w Mariborze Polska w fatalnym stylu przegrała ze Słowenią. To właśnie wtedy polscy reprezentanci zaprzepaścili i tak iluzoryczne szanse na awans do południowoafrykańskiego mundial, to właśnie wtedy Dariusz Szpakowski wygłosił słynny monolog, to właśnie wtedy Grzegorz Lato przed telewizyjnymi kamerami zwolnił Leo Benhakkera.
Dzisiaj analogii z tamtych wydarzeń doszukiwać się można jedynie zbieżnej dacie. Z piłkarskiej perspektywy to już prehistoria. Polska drużyna narodowa znajduje się w zupełnie innym, lepszym miejscu niż wówczas. Mimo falstartu (sześć kolejnych meczów bez wygranej), Jerzy Brzęczek notuje świetne wyniki w kwalifikacjach – cztery mecze i komplet zwycięstw, w dodatku okraszony kompletem czystych kont. W XXI wieku żaden z trenerów polskiej kadry nie miał lepszego startu w eliminacjach do międzynarodowych turniejów. Chwilo, trwaj!
Brzęczek ma przyjemny ból głowy związany z bogactwem piłkarskiej jakości i ochoczo z tego korzysta w każdej formacji począwszy od bramki, na napastnikach kończąc. Choć selekcjoner nie będzie mógł skorzystać dzisiejszego wieczoru z usług Kamila Glika, a i występ Grzegorza Krychowiaka stoi pod znakiem zapytania, to w odwodzie posiada zawodników gwarantujących zbliżoną, jeśli nie identyczną, jakość. Glika zastąpi najpewniej Michał Pazdan, a w przypadku absencji Krychowiaka, na jego miejsce wskoczy czekający na debiut w pierwszej reprezentacji Krystian Bielik. Tak szerokiego wyboru zawodników na reprezentacyjnym poziomie nie miał nawet Adam Nawałka.
Polska ma wszystkie argumenty – cytując Adama Nawałkę – zarówno w defensywie, jak i ofensywie, by udowodnić swoją wyższość, tym samym rewanżując się za porażkę sprzed dziesięciu lat. A lepszej okazji ku słodkiej zemście za tamtą bolesną porażkę raczej nie będzie.
Oficjalnie: Poznaliśmy plany kadry U-21 na listopadowe zgrupowanie! Dwa sparingi w Hiszpanii
Reprezentacja Polski do lat 21 Jerzego Brzęczka listopadowe zgrupowanie spędzi w Hiszpanii. W San Pedro del Pinatar nasi kadrowicze zagrają z Norwegią oraz Serbią.
To on będzie następcą Lewandowskiego w reprezentacji Polski? „To jest tylko kwestia paszportu”
Coraz więcej wskazuje na to, że Ellis Simms otrzyma powołanie do reprezentacji Polski. Jeśli wszelkie formalności zostaną dopełnione na czas, napastnik Coventry City może znaleźć się w naszej kadrze narodowej już w listopadzie.
Polki nie pojadą na mundial mimo zwycięstwa? Haczykiem nieoczywisty przepis
Kobieca reprezentacja Polski może nie pojechać na przyszłoroczne mistrzostwa świata nawet pomimo ewentualnego pokonania rywalek w finale baraży. Sprawdź dlaczego.