Bombardier CRJ-900, którym Michael Zorc i Hans-Joachim Watzke kończyli swoją podróż z Doniecka via Monachium, o 22.15 w końcu wylądował na lotnisku w Paderborn. Był piątek, końca dobiegał piąty lipca. To był ciężki dzień i długa, siedmiogodzinna podróż. Ale jakże owocna! Decydenci Borussii przywieźli z Ukrainy porozumienie w sprawie najtrudniejszego do przeprowadzenia transferu w historii klubu. Przynajmniej tak im się wtedy wydawało…
PAWEŁ KAPUSTA
Tuż po zakończeniu negocjacji w Donbass Palace pomiędzy Zorkiem i Watzke a Siergiejem Pałkinem, który z ramienia Rinata Achmetowa zarządza Szachtarem, do niemieckich mediów przedostała się informacja, że Henrich Mchitarjan, największa gwiazda mistrza Ukrainy, od nowego sezonu występować będzie w Borussii. Już o godzinie 17.10, czyli ponad pięć godzin przed powrotem decydentów BVB do Niemiec, „Kicker” – konkretnie Thomas Hennecke – informował o przebiegu negocjacji oraz o kwocie, jaką wicemistrz kraju zgodził się zapłacić za Ormianina. Dziennikarz pisał o 25 milionach euro. Ostateczna kwota transferu wyniosła jednak 27,5 miliona. Skąd ta nagła zmiana? Co wydarzyło się od momentu, w którym samolot z Watzke i Zorkiem na pokładzie wylądował w Paderborn do chwili podpisania umowy? Jaka rola w całym zamieszaniu przypadła prezesowi ormiańskiej federacji piłkarskiej, Rubenowi Hairapetjanowi? Skąd nagła prośba o pomoc samego Mchitarjana skierowana do Mino Raioli, najpotężniejszego i najbardziej bezwzględnego agenta piłkarskiego na świecie? Dlaczego zawodnik na wynik negocjacji między klubami czekał na neutralnym gruncie w Wiedniu? Dlaczego nieocenione okazały się działania matki piłkarza? Aby zrozumieć, jak wielką pracę wykonali ludzie Borussii, aby ściągnąć Mchitarjana na Signal Iduna Park, warto poznać odpowiedzi na wszystkie z postawionych pytań.
Wszystko zostaje w rodzinie
Drogi miliarderów z krajów byłego Związku Radzieckiego przecinają się na bardzo wielu płaszczyznach. Tamtejsze środowisko ludzi, którzy budują swoje finansowe imperia, nie dość, że jest bardzo nielicznym gronem, to na dodatek bardzo hermetycznym. Wielcy współpracują w najróżniejszych dziedzinach – handlują węglem, produktami spożywczymi, działają w przemyśle ciężkim, wydobywają, wytapiają, transportują. Świata biznesu i piłki nożnej nie dzieli w tym przypadku żadna wyraźna granica. Piłkarzami handluje się tam tak samo jak stalą lub chemikaliami, gracze często bywają kartą przetargową w o wiele bardziej dochodowych inwestycjach. Inwestycjach, które w ukraińsko-rosyjskim wydaniu nie zawsze bywają przecież przejrzyste i transparentne. Mchitarjan miał okazję przekonać się o tym dwukrotnie na własnej skórze, gdy – mimo wielkiego zainteresowania klubów francuskich – został sprzedany z Pjunika Erywań do Metalurga Donieck. Właściciel klubu z Armenii był winny przysługę Siergiejowi Tarucie, właścicielowi Metalurga, prywatnie zarządcy potężnego, postsowieckiego konglomeratu. Po roku gry w Metalurgu znów zgłosiły się po pomocnika kluby z Zachodu, jednak Taruta nie pozwolił mu opuścić rodziny. Tym razem oddelegował go do zespołu Rinata Achmetowa, drugiego miliardera z Doniecka. Mchitarjan w maju 2013 roku znakomicie zdawał sobie więc sprawę z tego, co może wydarzyć się w zbliżającym się, letnim okienku transferowym. Swoje zainteresowanie pomocnikiem znów zaczęły wyrażać kluby z zachodniej Europy, w tym Borussia Dortmund, jednak Pałkin z Achmetowem nie chcieli wypuścić go z kręgu „przyjaciół”. Podczas jednego ze spotkań na samym szczycie Sulejman Kerimow, paliwowy potentat pompujący petrodolary w Anży Machaczkała, zaproponował Achmetowowi przetransferowanie Mchitarjana do Dagestanu. Na stole pojawiło się 35 milionów dolarów. Dla reprezentanta Armenii, który koniecznie chciał posmakować zachodniej piłki, był to ewidentny znak, że trzeba wytoczyć najcięższe działa. Tuż po zakończeniu sezonu w lidze ukraińskiej Mchitarjan ogłosił, że jego nowym menedżerem został Mino Raiola. To on miał doprowadzić sprawę transferu do pozytywnego finału. W tym samym momencie poinformował władze Szachtara, że jego życzeniem jest wyjazd na Zachód. Wsiadł na pokład samolotu i udał się do Wiednia.
24-letni zawodnik chciał mieć spokój, zależało mu, aby nikt ze strony jego byłych klubów nie nachodził go w trakcie negocjacji i nie namawiał do zmiany swojej decyzji. Dlaczego mowa o wszystkich poprzednich klubach? Mchitarjan do Szachtara ściągnięty został w 2010 roku z Metalurga i podpisał umowę do czerwca 2015 roku. Co ważne, umowę, która nie zawierała w sobie jasno określonej klauzuli odstępnego. Piłkarz zawarł jedynie ustne, dżentelmeńskie porozumienie z prezesem, który zapewnił go o możliwości odejścia w momencie, gdy przedstawiona przez potencjalnego kupca kwota będzie zadowalająca dla wszystkich zainteresowanych. Gdy jednak po piłkarza zaczęły zgłaszać się kluby z zachodniej Europy, szefostwo Szachtara seryjnie odrzucało pojawiające się oferty. Odpowiednia musiała bowiem zadowolić nie tylko samego Rinata Achmetowa, ale również właścicieli Metalurga Donieck i Pjunika Erywań, którzy wciąż posiadali po 25 procent praw do zawodnika. W poprzednich okienkach transferowych bardzo dużo do powiedzenia na temat ewentualnego, przyszłego pracodawcy Mchitarjana miał właściciel Pjunika, a jednocześnie multimilioner, deputowany do ormiańskiego parlamentu i… prezydent ormiańskiej federacji piłkarskiej Ruben Hairapetjan. W tym okienku transferowym jego udział i wpływ na transfer gwiazdy kadry Armenii zmalał. Dlaczego? Mówi się o dwóch przyczynach. Po pierwsze bardzo ważną rolę odegrała matka Mchitarjana, Marina Tashchian, która jest dyrektorem ormiańskiej kadry narodowej. To ona miała skutecznie lobbować u Hairapetjana na rzecz przejścia syna do Borussii Dortmund. Po drugie – sam prezydent ma własne, poważne kłopoty, które być może zepchnęły sprawę transferu pomocnika na dalszy plan. Przed rokiem w eleganckiej restauracji jeden z ochroniarzy Hairapetjana zastrzelił jednego z głównych ormiańskich opozycjonistów. Niedługo ma ruszyć proces w tej sprawie, w którym sąd zbada, czy milioner nie maczał palców zdarzeniu.
Dlaczego jednak już kilkanaście godzin po powrocie z Ukrainy Zorka i Watzke, jedna z rosyjskich agencji informacyjnych cytowała słowa dyrektora Pałkina, który zaprzeczał rewelacjom „Kickera”? – Doszło do spotkania, ale jeszcze nie zapadły żadne decyzje – mówił. Właściciele Szachtara, którzy wyczuli, jak bardzo zależy Niemcom na sprowadzeniu Mchitarjana, postanowili zagrać va banque. Podwyższyli cenę z 25 milionów euro do 27,5 miliona euro (ponad 36 milionów dolarów), tak aby oferta niemiecka przebiła ofertę z Dagestanu. Udało się, przefaksowano odpowiednie dokumenty, Mchitarjan został piłkarzem BVB.
Kto to jest, ten Mchitarjan?
Podobne transfery budzą wielkie emocje z wielu powodów. W grę wchodzi wielka kasa i wielogodzinne negocjacje, a przecież przeciętny kibic z Europy Zachodniej kandydata okazję obserwować miał raptem kilkukrotnie. Czy rzeczywiście Mchitarjan jest zawodnikiem, który wart jest aż takiej fortuny? Czy będzie w stanie z powodzeniem zastąpić Mario Goetze? Przyznać trzeba, że postać to niezwykle ciekawa, tak samo na boisku, jak i poza nim.
Ormianin to nie tylko dobrze i celnie kopiący piłkę zawodnik, ale także człowiek o szerokich horyzontach, budzących szacunek zainteresowaniach i językowych zdolnościach. Wystarczy powiedzieć, że nowy nabytek Borussii potrafi porozumiewać się w pięciu językach! Oprócz ormiańskiego bardzo dobrze zna także angielski, francuski, portugalski i rosyjski. Znajomość języka francuskiego wynika z faktu, że ojciec Henricha, Hamlet Mchitarjan, również kopał piłkę i w 1989 roku otrzymał propozycję występów we francuskim klubie AS Valence, dzięki czemu młody Mchitarjan sześć lat swojego dzieciństwa spędził na południu Francji. W 1996 roku doszło do wielkiej tragedii – jego ojciec w wieku 33 lat zmarł na raka mózgu. Po tym zdarzeniu rodzina Mchitarjanów wróciła do Armenii. Tam młodzieniec rozpoczął swoją piłkarską przygodę, w przerwie między treningami uczęszczał na zajęcia języka angielskiego, a języka rosyjskiego uczyła go w domu babka pochodząca z Moskwy. Piłkarskie umiejętności pozwoliły Mchitarjanowi w wieku 14 lat wyjechać na kilka miesięcy do Sao Paulo, gdzie nauczył się portugalskiego i trenował z takimi zawodnikami jak Lucas (aktualnie Paris Saint-Germain), Oscar (Chelsea) czy Hernanes (Lazio). Z każdym z nich nowy piłkarz Borussii utrzymuje kontakt do dzisiaj.
Mchitarjan to człowiek cichy, skromny, zupełnie różniący się od portretu typowej, piłkarskiej gwiazdki. Gdy przychodził do Szachtara Donieck i gdy zaproponowano mu kilka lokalizacji jego nowego, luksusowego domu, piłkarz poprosił o możliwość mieszkania w treningowej bazie „Kirsza”, oddalonej od miasta o 30 kilometrów. Chciał mieć spokój, chciał skupić się tylko i wyłącznie na piłce. Mchitarjan nie ma nawet życiowej partnerki, żeby ta nie odwracała jego uwagi od futbolu! Oprócz piłki, która jest całym jego życiem, postawił także na naukę. Z pozytywnym skutkiem zakończył edukację w ormiańskim Instytucie Kultury Fizycznej, jest w trakcie robienia fakultetu z handlu na Sankt Petersburg Institute. Jak sam powtarza, wybrał akurat ten kierunek i ten wydział, bo dokumenty po jego ukończeniu honorowane są w ponad 60 krajach. Już teraz myśli o skończeniu kolejnych kierunków – prawa oraz filologii angielskiej, aby mowę Szekspira opanować do perfekcji. Jego hobby to chodzenie do teatru. Warto napisać także kilka słów o jego najbliższej rodzinie – ojciec był całkiem niezłym piłkarzem, matka, tak jak już zostało wspomniane, jest wpływowym działaczem i kierownikiem ormiańskiej kadry narodowej. Jego siostra natomiast robi karierę na zachodzie Europy – aktualnie jest asystentką Michela Platiniego, prezydenta UEFA.
Wspaniała gra i pech na początek
Pierwsze tygodnie Mchitarjana w BVB były wręcz znakomite. Juergen Klopp postawił na Ormianina w trzech sparingach – z FC Basel, Bursasporem oraz FC Luzern – i w każdym popisywał się znakomitymi, otwierającymi podaniami bądź pięknymi golami. W meczu z ekipą z Lucerny pomocnik doznał jednak urazu i musiał opuścić boisko. Pierwotnie obawiano się, że może to być bardzo poważna kontuzja, jednak po dokładnych badaniach zapadła ostateczna diagnoza: częściowe naderwanie więzozrostu i przymusowe cztery tygodnie przerwy. Mchitarjan nie zagra więc w pierwszym meczu sezonu w Bundeslidze (10 sierpnia przeciwko Augsburgowi), jednak już w następnych kolejkach powinien być do dyspozycji Juergena Kloppa. To ważne, bo Ormianin to najważniejsza postać w całej układance niemieckiego szkoleniowca. Można się było o tym przekonać w każdym z meczów kontrolnych, w których był delegowany do gry. Gdy Mchitarjan przebywał na boisku, Borussia grała swoim sprawdzonym ustawieniem z dwoma defensywnymi pomocnikami, ofensywną trójką w linii pomocy i jednym, wysuniętym napastnikiem. Mchitarjan rzecz jasna w systemie pełni funkcję dziesiątki. Można się więc spodziewać, że Klopp w nowym sezonie nie będzie szukał nowych rozwiązań taktycznych, podmieni tylko klocki w swojej układance.
Paweł Kapusta
Artykuł opublikowany w sierpniowym wydaniu miesięcznika Piłka Nożna PLUS