Od ostatniego gwizdka sędziego w meczu Bośnia i Hercegowina – Polska minęło już kilkadziesiąt godzin. Na spokojnie można usiąść i się zastanowić, z czego można być zadowolonym, a co trzeba koniecznie poprawić.
PLUSY:
+ Kamil Jóźwiak. Największy wygrany wrześniowego zgrupowania. Jego obecność w pierwszym składzie na mecz z Holandią była największą niespodzianką, tym bardziej, że selekcjoner posadził na ławce Kamila Grosickiego. Skrzydłowy Lecha Poznań odpłacił się za zaufanie selekcjonera Jerzego Brzęczka, zagrał przyzwoicie w Amsterdamie i bardzo dobrze w Zenicy. Oczywiście, błędy się zdarzały, jak chociażby podanie zewnętrzną częścią stopy, które minęło adresata o jakieś 30 metrów, ale generalnie zostawił po sobie bardzo dobre wrażenie. Czyżby na stałe dołączył do pierwszej reprezentacji?
+ Jacek Góralski. Jeden z najlepszych piłkarzy na boisku w starciu z Bośniakami. Początek miał chaotyczny, wykonywał niezliczoną liczbę wślizgów, grał tylko do tyłu i w poprzek, ale kiedy wrzucił wyższy bieg, stał się liderem środka pola biało-czerwonych. Walczył, odbierał piłki, nie bał się rozgrywać, podejmował ryzyko, grał do przodu – ręce same składały się do oklasków. Góralski > Klich.
+ Stoperzy. Współpraca Kamila Glika z Janem Bednarkiem układa się bardzo dobrze. Obaj się uzupełniają, asekurują, kierują całą defensywą. Glik w dwumeczu był w zasadzie bezbłędny, w dodatku strzelił gola. Bednarek co prawda podarował Bośniakom rzut karny (wątpliwy!), ale zostawił po sobie dobre wrażenie. O obsadę środka obrony raczej nie ma się co martwić.
+ Maciej Rybus. Celowo lub nie, ale dolał oliwy do ognia w dyskusji pt. „Obsadzenie lewej obrony w reprezentacji Polski”. W defensywie popełnił kilka błędów, ale w ofensywie był nieoceniony. Teoria Brzęczka z Bereszyńskim na lewej obronie została mocno obnażona.
+ Kamil Grosicki. Z Holendrami usiadł na ławce, a kiedy wszedł na boisko, niewiele wniósł dobrego. Na Bośnię wyszedł w pierwszym składzie i nie zawiódł. Szarpał, był aktywny, choć momentami chaotyczny, ale piłkarz, który zalicza asystę, a później przesądza o losach spotkania, zawsze będzie dobrze odbierany. Nie zamierza oddawać za darmo miejsca w składzie Jóźwiakowi i Szymańskiemu.
MINUSY:
– Bartosz Bereszyński. Nie chodzi tutaj o formę sportową obrońcy Sampdorii, a o marnowanie jego potencjału na lewej stronie defensywy. Nie wiemy czemu, ale Jerzy Brzęczek z uporem maniaka wystawia Beresia na innej pozycji niż jego naturalna. A przecież do dyspozycji miał dwóch potencjalnych lewych obrońców (Rybus i Karbownik), którzy mają doświadczenie na tej pozycji…
– Młodzież. Kiedy selekcjoner ogłosił listę powołanych na wrześniowe zgrupowanie, zastanawialiśmy się, w którym meczu da szansę debiutu Michałowi Karbownikowi, Jakubowi Moderowi oraz Sebastianowi Walukiewiczowi. Ostatecznie minuty dostał tylko pomocnik Lecha, który wszedł na końcówkę w spotkaniu z Holandią, ale jedyne czym się wyróżnił, to numerem na koszulce. Z jednej strony rozumiemy, że Brzęczek chce mieć do dyspozycji najlepszych zawodników w kraju, niezależnie od wieku, którzy są pomocni w treningach, mają wywierać presję i są opcją na wypadek kontuzji, ale z drugiej mamy w głowie słowa Stanisława Czerczesowa (patrz poniżej) i to, że kadra U-21 grała kluczowe spotkanie z Rosją o awans na turniej finałowy Euro U-21…
– Strach. Każdy trener dobiera taktykę pod swój zespół. Jeden chce od początku rzucić się na rywala, drugi chce dać się wyszumieć przeciwnikowi i dopiero po kilkunastu minutach przejść do wyższego pressingu. A jak grała reprezentacja Polski? W Amsterdamie od początku do końca była nastawiona na głęboką defensywę. Sześciu, a czasami nawet siedmiu obrońców w linii, brak jakichkolwiek akcji w ofensywie i czekanie na najniższy wymiar kary – tak w skrócie można opisać popisy biało-czerwonych w Holandii. Czy Brzęczek powinien iść na wymianę ciosów? Zapewne nie, ale kiedy przypomnimy sobie jak reprezentacja Polski zagrała w Niemczech za kadencji Adama Nawałki…
– Niekonsekwencja. Każdy trener musi być sprawiedliwy, ale każdy szkoleniowiec ma też swoich ulubieńców, którzy niezależnie od formy mają krótszą drogę do wyjściowego składu. Kiedy cofniemy się myślami o 10-11 miesięcy, wówczas przypomnimy sobie wariant taktyczny z ustawieniem Grzegorza Krychowiaka jako bardziej wysuniętego defensywnego pomocnika. Piłkarz Lokomotiwu Moskwa miał wówczas obok siebie Krystiana Bielika lub Jacka Góralskiego, mógł się skupić na rozegraniu piłki, a efekty przyszły błyskawicznie. Brzęczek jednak postanowił, że z Holendrami z tego wariantu nie skorzysta i postawił na Mateusza Klicha. Pomocnik Leeds United wypadł nieźle, ale znowu bez fajerwerków. Góralski w poniedziałek pokazał, że jemu to miejsce w składzie się po prostu należy!
– Brak trzeciego napastnika. Wakacje Roberta Lewandowskiego i brak możliwości przyjazdu Adama Buksy zmusiły selekcjonera do rotowania pomiędzy dwoma napastnikami. Ani Krzysztof Piątek, ani Arkadiusz Milik nie błysnęli jednak na tyle, aby w październiku ponownie zaufać im w wyjściowym składzie, ale to jest znacznie mniejsza kwestia. Ważniejszy był brak jakiejkolwiek alternatywy dla obu napastników. Kiedy z Niemiec dotarły informacje, że Hertha dogadała się z kadrą w sprawie wcześniejszego powrotu Piątka, aby ten nie trafił na kwarantannę po powrocie z Bośni i Hercegowiny, tym bardziej nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego Brzęczek nie dowołał jakiegoś snajpera. Chodzi plotka, że mógł wysłać dodatkowe powołanie tylko dla piłkarza z polskiej ligi, więc po części rozumiemy tę decyzję, ale czy nie warto było dać szansę komukolwiek (np. Łukaszowi Zwolińskiemu) i mieć po prostu opcję na wypadek kontuzji, czerwonej kartki etc.? Kto zagrałby z Bośniakami, jeśli z Holandią Piątek wyleciałby z czerwoną kartką, a Milik złapał uraz? Na szczęście żadne z powyższych się nie wydarzyło, ale warto dmuchać na zimne…
Kluczowy piłkarz reprezentacji kontuzjowany! Baraże coraz bliżej
Nienajlepsze informacje docierają do nas z Wysp. Jedna z najjaśniejszych gwiazd reprezentacji doznała urazu tuż przed zbliżającymi się coraz większymi krokami barażami o mundial. Sprawdź, o kim mowa!