Dziś krytykowany przez trenera za brak skuteczności, jeszcze rok temu był noszony na rękach za wspaniałą grę w barwach chorzowskiego Ruchu i znajdował się w kręgu zainteresowań selekcjonera drużyny narodowej. Arkadiusz Piech po grubych latach w Chorzowie mierzy się z latami sportowo chudymi, najpierw nad Bosforem, a teraz w Lubinie. Warto było zmieniać swoje życie, jeśli wszystko układało się tak dobrze?
ROZMAWIAŁ PAWEŁ KAPUSTA Wywiad został przeprowadzony 1.11.2013 r.
Słyszałem to pytanie już wiele razy – mówi „Piłce Nożnej” Piech (na zdjęciu, z prawej). – Mimo wszystko uważam, że warto było spróbować. Niczego nie żałuję.
Skąd w panu przekonanie, że pół roku za granicą nie było czasem straconym? Za wiele pan w Turcji nie pograł. Stojąc z boku, ciężko znaleźć pozytywy. Poznałem nową rzeczywistość, nabrałem doświadczenia, na pewno wiele się tam nauczyłem piłkarsko. Nie zapominajmy przecież, że byłem w mocnym klubie ze świetnymi zawodnikami i dobrym trenerem.
Dobrym, ale chyba nie dla pana. Szkoleniowiec Sivassporu przecież za panem nie przepadał. Nic z tych rzeczy. Sprawa była prosta: przyszedł do klubu nowy trener, chciał wprowadzić swoje zmiany, zaprowadzić swoje porządki. W takich momentach zawsze są jakieś ofiary i niestety padło na mnie. Nie doszukujmy się w tym jakichś podtekstów, bo ich nie było.
Może poziom sportowy pana przerósł? Absolutnie nie! W Turcji spokojnie można sobie poradzić. Najważniejsze, żeby na początku dostosować się do nowej rzeczywistości i dostać szansę. Gdy trener stawia na zawodnika, gdy piłkarz rozgrywa kolejne spotkania, nabiera wtedy pewności siebie, zbiera doświadczenie. Wówczas jest o wiele łatwiej. Ale sportowo można sobie spokojnie w lidze tureckiej poradzić, według mnie nie ma przepaści między polską a tamtejszą ekstraklasą
(…)
Pan jest teraz w optymalnej formie? Czuję się dobrze, zdrowie dopisuje.
Pytam, bo na konferencji prasowej po meczu z Lechią Gdańsk trener Orest Lenczyk dziwił się, że forma niektórych zawodników Miedziowych poszła w ostatnim czasie w dół. Pana chyba jako jedynego wymienił z nazwiska. Słyszałem o tym. Trener w ten sposób ocenił mój występ, a ogląd sytuacji miał lepszy ode mnie, bo patrzył na mecz zza linii bocznej. Nie oglądałem później tego spotkania w telewizji, ale rzeczywiście, sam uważam, że dobrego meczu nie rozegrałem.
Zmierzam do czegoś innego: jaki jest sens w tym, że trener krytykuje swoich piłkarzy po meczu bezpośrednio z nazwiska? Chyba lepiej takie sprawy rozwiązywać w szatni, w cztery oczy, żeby nie psuć atmosfery? To nie jest pytanie do mnie. Musi pan zadzwonić do trenera Lenczyka i porozmawiać o tym z nim. Nie będę się wypowiadał na ten temat.
(…)
Cały wywiad w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!
Motor Lublin może pogłębić kryzys Śląska Wrocław. Ma patent na pokonywanie go
Sobotnie zmagania na boiskach PKO Bank Polski Ekstraklasy otworzy mecz Motoru Lublin ze Śląskiem Wrocław. Gospodarzom dobrze kojarzą się tego typu okazje.