Zagłębie Lubin wygrało dziś pierwszy raz od 12 sierpnia. „Miedziowi” okazali się lepsi od Wisły Płock, która złapała sporą zadyszkę.
Goście bardzo pewnie weszli w to spotkanie. W pierwszych kilku minutach podopieczni Pavola Stano wykreowali sobie kilka niezłych sytuacji, z czego jedna została zamieniona na gola. Aleksander Pawlak przymierzył z dystansu i zdobył urodziwą bramkę, dającą Wiśle prowadzenie. Krótko potem odpowiedzieć mógł Martin Doleżal, który po dośrodkowaniu Tomasza Makowskiego uderzył ponad poprzeczką. Czech był aktywny, starał się zagrażać drużynie z Płocka i w 20. minucie potwierdził to w polu karnym. Tym razem centrował Filip Starzyński, a 32-letni napastnik strzałem głową pokonał Krzysztofa Kamińskiego, wyrównując stan meczu. 180 sekund później Doleżal mógł cieszyć się z drugiego gola, ale sędzia nie uznał jego trafienia z powodu pozycji spalonej. Gdyby jednak ofsajdu nie było, kibice obejrzeliby kolejną piękną bramkę. Czeski snajper skierował bowiem piłkę do bramki Kamińskiego uderzeniem piętą. W kolejnych fragmentach pierwszej części gra była wyrównana. Obie ekipy miały swoje szanse, ale nie zdołały po raz drugi ukłuć przeciwnika przed przerwą.
Po zmianie stron inicjatywę przejęli gospodarze. Na początku drugiej połowy dwie fantastyczne szanse na zdobycie bramki miał Starzyński, ale w obu przypadkach skierował piłkę ponad poprzeczkę. Przewagę podopiecznych Piotra Stokowca udokumentował jednak Kacper Chodyna. W 62. minucie 23-latek został obsłużony podaniem przez Makowskiego i z zimną krwią wykończył sytuację. Lubinianie po objęciu prowadzenia kontrolowali przebieg gry, starając się jednocześnie strzelić trzeciego gola. Blisko był m.in. Tomasz Pieńko, który w końcówce meczu trafił w poprzeczkę. W ostatniej minucie meczu Davo miał świetną szansę na zdobycie bramki wyrównującej, ale uderzył niecelnie.
Antybohaterem spotkania został Steve Kapuadi. Francuz pod koniec spotkania w głupi sposób wyleciał z boiska. Obrońca Wisły uderzył Tornike Gaprindashvilego w twarz, a sędzia po konsultacji z VAR-em pokazał 24-latkowi czerwony kartonik.
Wisła wyglądała dziś bardzo mizernie. W poczynaniach „Nafciarzy” próżno było szukać jakiegoś pomysły, iskry, która mogła dawać nadzieje na osiągnięcie korzystnego rezultatu. Zawodzili piłkarze, którzy na starcie rozgrywek ciągnęli grę zespołu. Nic szczególnego nie pokazywał Davo, Kristian Vallo był aktywny, ale nie przekładało się to na liczbę groźnych akcji gości, a Mateusz Szwoch starał się uderzać z dystansu, lecz miał bardzo rozregulowany celownik. Drużyna Pavola Stano nie wygrała od czterech spotkań. Poważny kryzys czy zejście na ziemię?