Przejdź do treści
„Nie mam żalu do Kołtonia. Szkoda tylko, że nie miał argumentów”

Polska Ekstraklasa

„Nie mam żalu do Kołtonia. Szkoda tylko, że nie miał argumentów”

Piotr Stokowiec jesienią przebojem wdarł się do ekstraklasy i już na dzień dobry, jako szkoleniowiec warszawskiej Polonii, namieszał w czołówce. Jest człowiekiem dobrze poukładanym, ale w zimowym okienku transferowym właściciel Czarnych Koszul zadbał, aby młody trener nie odleciał. Znacząco osłabił skład, więc drużynę trzeba budować od nowa. Ostatnio o młodym szkoleniowcu zrobiło się głośno z innego powodu – po wizycie w programie „Cafe Futbol”, której temat również poruszyliśmy.

Czuł się pan najbardziej wygranym ligowcem w Polsce po rundzie jesiennej?
– Nie – mówi spokojnie, ale ważąc słowa, Stokowiec (później na szczęście się rozpędzi). – Dla trenera najważniejszy jest ostatni rozegrany mecz. Na moje dokonania trzeba będzie zatem spojrzeć kompleksowo dopiero z perspektywy całego sezonu.

To prawda, że trener jest tak dobry jak wynik ostatniego meczu jego drużyny, ale pana ta prawidłowość nie dotyczy. Przecież z Polonii odeszło zimą sześciu najważniejszych piłkarzy.
– Jeśli patrzyłbym do tyłu, byłbym już skończony. Historię trzeba znać, ale nie wolno nią żyć. Dlatego interesuje mnie wyłącznie przyszłość i ci zawodnicy, którzy zostali w Polonii, z którymi postaramy się w dobrym stylu dokończyć rozgrywki.

Tak po ludzku – nie miał pan żalu do właściciela Polonii, a może i do życia, że zniweczono pański dorobek po rundzie jesiennej?
– Transfery zawodników w ostatnim tygodniu przed ligą postawiły mnie w niekomfortowej sytuacji. Wymiana już dwóch piłkarzy w wyjściowym składzie stanowi kłopot i trudno nad nią przejść do porządku dziennego. W przypadku Polonii chodziło o znacznie większą liczbę, i jeszcze większą jakość. Dlatego nie będę udawał – pewnie, że cisnęły mi się na usta różne wyrazy, niekoniecznie parlamentarne, ale jakie miałem wyjście? Zacisnąłem zęby i postanowiłem w jak najlepszym stylu dokończyć sezon.

Rozmawiał pan szczerze z prezesem Ireneuszem Królem na temat kadrowego przetrzebienia zespołu? Pytam, ponieważ podczas konferencji przed sezonem powiedział pan, że ostatnio widzieliście się w roku 1979…
– Zacytowane sformułowanie było odwróceniem uwagi od zespołu i naszych problemów. Oczywiście, że rozmawialiśmy często w okienku transferowym. Trudno jednak, żeby pracownik narzucał pracodawcy kierunki rozwoju. Jeśli prezes nie zatrzymał czołowych zawodników w Polonii, to oznacza, że po prostu nie mógł. Bo wiem, że chciał.

Rozważał pan podanie się do dymisji?
– Różne myśli biegały mi po głowie, ale nie aż tak drastyczne. Z każdym kolejnym odejściem klasowego zawodnika wzrastało we mnie poczucie, że ucieka niepowtarzalna szansa na mistrzostwo Polski. Tym bardziej że ligowi rywale działali rozmyślnie, miałem i mam wrażenie, że ich ruchy były obliczone na rozbicie Polonii. Bali się nas wszyscy jesienią, czułem to, więc gdy zimą nadarzyła się okazja rozbicia przeciwnika, po prostu z niej skorzystali.

O co wiosną walczy Polonia?
– O… najwyższe cele! Chcemy liczyć się w walce o tytuł najdłużej, jak tylko się da. Zresztą mam jeszcze przez półtora roku ważny kontrakt, dlatego buduję Polonię w dłuższej perspektywie i nie mam poczucia tymczasowości. Znowu chcemy wypracować styl drużyny, tak aby wygrywała i przegrywała, prezentując swój sposób gry.

Czyli ani prezes Król, ani pan nie zdefiniowaliście konkretnego celu na rundę rewanżową?
– Chwileczkę, a rozwijanie siebie i drużyny, budowanie zespołu od nowa to mało? Nie powiem, że walczymy o tytuł, bo wiem, że sukcesem będzie jak najdłuższe utrzymanie się w czołówce i zachowanie szans na wysoką lokatę. To nie tylko mój plan, ale również każdego zawodnika Polonii. Chcę, aby drużyna miała tożsamość, aby kibice utożsamiali się z drużyną i nie wstydzili się za naszą grę.

I tu się pan myli. Głównym celem piłkarzy Polonii była zimą ucieczka z Konwiktorskiej…
– …ale wyłącznie do lepszych klubów, tych ze ścisłej czołówki! Zatem nasze cele pokrywały się nawet w takim momencie. Chcąc grać w najlepszych klubach, muszą grać jak najlepiej, i o jak najwyższą stawkę, tu i teraz. To chyba logiczne.

A nie uważa pan, że przede wszystkim chcą mieć stabilne życie i wypłaty na czas?
– Pewnie część miała właśnie taką motywację, nie wykluczam, ale będę się upierał, że także finansową stabilizację gwarantuje tylko gra na maksimum możliwości u nas. Chcąc grać w najlepszych klubach w Polsce, zawodnicy muszą mierzyć w mistrzostwo. Nawet w obecnej sytuacji. Celuj w księżyc, a najwyżej wylądujesz między gwiazdami – to jest na wiosnę credo Polonii. My teraz celujemy właśnie w księżyc.

Na wspomnianym zjeździe uczono też, co mówić piłkarzom, kiedy nie dostają wypłat przez siedem miesięcy?
– Proza życia często zabija nasze marzenia, dlatego na kursach uczą trenerów, jak przeskakiwać przeszkody i radzić sobie z problemami. Zresztą to nie sztuka przejść łatwo przez życie. Sztuką jest dobrze zareagować po porażce lub w trudnej i skomplikowanej sytuacji. Dlatego, choć może to zakrawać na paranoję, nie szukam łatwych usprawiedliwień, choć bez problemu mógłbym ich wskazać sto. Może to niesprawiedliwe wobec piłkarzy, ale przed zawodnikami stawiam takie wymagania, jakbyśmy nie mieli kłopotów finansowych i organizacyjnych. Zresztą ustalmy jedno – myślę, że w Polonii co najmniej 50 procent należności było płacone na bieżąco. Długi wobec zawodników, o których głośno w prasie, to przede wszystkim kwestia zaszłości.


Ma pan pretensje do któregoś z piłkarzy, że odszedł?
– Nie. To były przecież decyzje dorosłych ludzi. Moja rola polega na wspieraniu zawodników i ich szkoleniu. Za to, że na przykład Pawła Wszołka nie skusiły wielkie pieniądze, trzeba go szanować jeszcze bardziej.

Posadzenie na ławie Wszołka nazywa pan wsparciem?
– Czasami trzeba zrobić krok wstecz, żeby potem wykonać dwa do przodu. I Paweł o tym już wie.

Kim dla pana jest Daniel Gołębiewski? Obrońcą, pomocnikiem czy napastnikiem?
– Jest ważnym ogniwem zespolu. To jest chłopak, który zostawia całe serce na boisku, jest w pewnym sensie symbolem obecnej Polonii.

A na boisku? Jest wolnym elektronem?
– Nie, gra jako skrzydłowy, który ma za zadanie wracać się do obrony. Uważam, że taka rola, z dużym akcentem na pracę w defensywie, jest dla niego rozwojowa.

Mam rozumieć, że docelowo jest to dla pana obrońca? Jak dla Jana Urbana Bartosz Bereszyński przekwalifikowany z napastnika?
– W nowoczesnym futbolu obrońca musi umieć atakować. W systemie, który stosujemy, Daniel nie jest obrońcą. W 60-70 procentach jest to gracz ofensywny (w zależności od przeciwnika), a tylko w 30-40 procentach bierze udział w naszych działaniach obronnych. Gołębiewski wie, co ma grać. Wie też, że nie straci obecnego sezonu. On nigdy nie przeszedł obok meczu, więc myślę, że skroiłem jego obowiązki na miarę. Choć oczywiście nie jestem nieomylny. Szkoda tylko, że komentatorzy nie zawsze rozumieją nasze założenia i potem meczowy przekaz jest mało czytelny dla widza.

A niby jak mają rozumieć, skoro pan sam niedawno powiedział przed kamerami, że planem Polonii jest brak planu?
– To była poza, która dziś jest wyjęta z kontekstu. Nigdy nie było tak, że moja drużyna wychodziła na mecz bez jasnej strategii. Zawodnicy zawsze wiedzą, co i jak mają grać.

A po co zatrudnił pan psychologa?
– Uważam, że rolą trenera jest inspirowanie zawodników, a można to robić przy pomocy różnych bodźców. Podczas zimowych obozów zajęcia z psychologiem nie były obowiązkowe, a jednak nie widziałem, żeby wieczorami, a zatem na dużym zmęczeniu, ktokolwiek urywał się z nich. Piłkarze kupili Pawła Habrata i jego pogadanki, bo wiedzą, że dzięki przekazywanej przez niego wiedzy mogą grać lepiej. A sztuka trenerska polega właśnie na tym – żeby dawać zawodnikom możliwości.

Polega także na wyszukiwaniu boisk treningowych na jutro?
– OK, wspomniane problemy z bazą treningową z pewnością wybijają mnie z rytmu, choć dyrektor sportowy Polonii Paweł Olczak naprawdę daje sobie radę z logistyką. Choć łatwe to nie jest, i bywa, że rano okazuje się, że dostaniemy do dyspozycji inne boisko, o innych gabarytach, innej nawierzchni, niż zakładaliśmy wieczorem. Żyję tym, co robię, ale denerwuje mnie, że tak wiele energii i czasu tracę na sprawy organizacyjne.

W związku z tym to może pan bardziej potrzebował psychologa od zawodników? Czy mimo wszystko seria aż pięciu niewykorzystanych rzutów karnych przelała czarę goryczy?
– Nic z tych rzeczy. To po prostu specjalista, który w profesjonalnym klubie powinien pracować. Radzę sobie świetnie z psychologią, ale nie mam na nią czasu w takim wymiarze, w jakim bym chciał. Jako trener muszę koordynować działalność fizjologa, lekarza, psychologa, fizjoterapeutów, trenera bramkarzy, analityka i innych specjalistów, których traktuję na zasadzie konsultantów. Do tego dochodzi indywidualne podejście do każdego z 25 zawodników.

A wie pan już, z czego wyniknęły te zmarnowane jedenastki?
– To był splot okoliczności. Nałożyły się napięcia wewnątrzdrużynowe, zamieszanie związane z Edgarem Canim i zamieszanie z kasą, umiejętnie podsycane wywiadami w gazetach.

Uważa pan, że piłkarze powinni wówczas milczeć? Problem był tak duży, że Wszołek pytał nawet na zgrupowaniu kadry przed meczem z Urugwajem Zbigniewa Bońka: prezesie, kiedy w Polonii zaczną płacić?
– Paweł nie miał aż takich zaległości, żeby skarżyć się publicznie. Nie chcę obracać wszystkiego w żart, ale przytoczona wypowiedź świadczy o poczuciu humoru Wszołka. Cieszę się, że już na swoim pierwszym zgrupowaniu reprezentacji odezwał się z sensem i pokazał, że ma jaja. A Łukasz Teodorczyk, który złamał ustalenia i podszedł do karnego wbrew pańskim ustaleniom, też pokazał w omawianej sytuacji jaja i poczucie humoru? Daję luz piłkarzom, duży kredyt zaufania, a przede wszystkim – nikomu nie zabraniam podejmować decyzji. Łukasz podjął jednak wówczas fatalne kroki, złe dla zespołu, dlatego poniósł konsekwencje finansowe i odczuł niesmak, który wywołał. Przekroczył cienką czerwoną linię, więc szatnia szybko go ukarała.

To szatnia ustala w Polonii regulamin?
– Uczestniczyłem w opracowywaniu karomierza razem z kapitanem, ale nie będę zajmował się jeszcze zbieraniem pieniędzy. Wiem tylko, że po trzech pierwszych tygodniach obecnego sezonu piłkarze mieli uzbierane 3 tysiące złotych i wtedy… przestali się spóźniać. Łukasz zapłacił za niesubordynację przy karnym 500 złotych, czyli w granicach rozsądku. Bo nawet w kwestii kar finansowych należy wyczuwać timing. Zresztą bardzo źle się czuł z tym przewinieniem. I to była o wiele gorsza kara.

A przyszedł do szatni i powiedział: sorry, chłopaki, dałem ciała?
– Tak. I przeprosił.

Ma pan żal do Romana Kołtonia o ostre potraktowanie w programie „Cafe Futbol”?
– Nie. Lubię rozmawiać, lubię spierać się na argumenty, szkoda więc, że redaktor nie miał zbyt wielu argumentów. Bo program mógł być ciekawszy.

Był pan w ogóle zaskoczony atakiem za odsunięcie Euzebiusza Smolarka od pierwszego zespołu przed kilkunastoma miesiącami?
– Szczerze powiem, że byłem, i to nawet bardzo. Bo temat wydawał mi się zastępczy, a już na pewno wyczerpany, mocno historyczny.


Może to jednak pan się myli w ocenie aktualności sprawy Smolarka? Przecież odstawienie Ebiego spowolniło pańską karierę, na kolejną szansę na ławce Polonii musiał pan czekać aż do zmiany właściciela.
– Prezes Józef Wojciechowski zarzucił po incydencie z Ebim, że narobiłem błędów. Tyle że zawsze trzeba mieć swoją wizję, na podstawie której podejmowałem decyzje. Odstawiłem Smolarka i Caniego, ale dzięki temu wypłynęli Wszołek i Teodorczyk. Co wcale nie oznacza, że wtedy definitywnie skreśliłem Smolarka.

Z jakiego powodu Ebi został przez pana odstawiony?
– Bo nie pracował tak, jak powinien, na treningach, ten zawodnik miał liderować na boisku.

Poza tym był w porządku, szanował pana jako drugiego trenera? Bo na ten temat pojawiło się wiele teorii.
– Nie było w ogóle tematu braku kultury albo lekceważenia ze strony Ebiego. Chciałem tylko, żeby zrozumiał, że jego praca nie jest właściwa. A może za tydzień, dwa, wróciłbym do Smolarka. Gdyby wtedy wyrzucił go z zespołu prezes Wojciechowski, sprawa jego powrotu byłaby zamknięta.

A jak pan ocenia własną karierę piłkarską?
– Przyzwoicie. Nie byłem wielkim piłkarzem, ale nigdy nie zmarnowałem żadnego treningu. Choćby jednego. Od początku byłem ukierunkowany na to, żeby zostać trenerem, ale obowiązki piłkarza wypełniałem bardzo sumiennie.

Franciszek Smuda powiedział mi kiedyś w zaufaniu, że był piłkarzem drewnianym.
– Ja tak o sobie nigdy nie powiem. Bo nie ma powodu. Jako zawodnik defensywny strzeliłem osiem goli w ekstraklasie, miałem zawsze ciąg na bramkę i pomysł na grę obrońcy. Bawiłem się dobrze, grając w piłkę, nie zaniedbując przy tym edukacji. Bo to studia były dla mnie najważniejsze, czego przed nikim i nigdy nie ukrywałem.

Miał pan zapewniony indywidualny tok studiów?
– Nigdy. Przez pięć lat miałem za to zajazd. Rano uczelnia, w południe trening, po południu znowu zajęcia na studiach. Byłem wyczerpany fizycznie i psychicznie, ale przynajmniej wyrobiłem sobie charakter. To procentuje do dziś, pracuję w trudnych, czasami ekstremalnych warunkach w Polonii, ale mam to w nosie. Bardziej koncentruję się na tym, co będzie za 10 lat.

No to gdzie pan będzie po upływie dekady?
– Na pewno będę trenerem, który ma więcej w głowie. Popularność i sława nie są moimi celami. Chciałbym wzbudzić szacunek przez pracę i osiągnięcia, a nie lansując się w mediach.

Jako absolwent AWF w trybie dziennym czuje pan przewagę nad kolegami po fachu, którzy kończyli kursy 5-dniowe w Kuleszówce?
– Nigdy taka odpowiedź nie przejdzie mi przez gardło.

A jest pan wszechstronnie przygotowany do zawodu?
– Zdecydowanie tak, mam łatwość przyswajania nowych trendów, jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne i taktyczne, ponieważ studia dały mi niesamowitą bazę wiedzy. Jestem merytorycznie przygotowany na dyskusję z psychologami, fizjologami, biomechanikami. Nie traciłem czasu na studiach, więc teraz nie stresuję się takimi rozmowami.

Od kiedy robił pan notatki po treningach?
– Od 1979 roku… A poważnie to kiedy jeszcze grałem w Piasecznie, w ówczesnej drugiej lidze, czyli jakieś 20 lat temu. Prawda jest jednak taka, że tylko kilka razy do nich zajrzałem. Idę do przodu, nie ma więc sensu oglądać się wstecz.

A podstawy praktyczne, czyli występy w ekstraklasie, były równie ważne jak teoretyczne?
– Fakt, że znam zapach szatni, to mój wielki atut. Dzięki grze w lidze wiem na przykład, że trener nie może przynudzać. Dlatego moje odprawy trwają maksymalnie 20 minut, ale zwykle są o wiele krótsze. Łatwiej zrozumieć zawodnika, bo wiem, co to wysiłek, pot, krew, łzy i stres, które towarzyszą meczom.

Jaka jest naprawdę grupa zawodników prowadzona przez pana w Polonii? Zebrało się sporo zakapiorów?
– Mam takie wrażenie, ale nadal jesteśmy na etapie wzajemnego poznawania się. Dlatego za dużo nie mogę powiedzieć. Momenty kryzysowe, w które weszliśmy, dopiero obnażą tę grupę.

Pytam, bo zastanawiam się, jak tak szklany piłkarz jak Miłosz Przybecki wszedł w tę drużynę?
– Myślę, że co najmniej nieźle. Tyle że ma już 23 lata, a zagrał w Polonii raptem dwa całe mecze. Teraz wszyscy mówią na przykład o Robercie Lewandowskim, że to od początku był wielki talent, ale jakoś nikt go długo nie umiał odkryć. Sztuka trenerska polega również na tym, żeby trafnie przewidzieć, co będzie z zawodnikami za pięć lat. A w przypadku Miłosza niewielu pokusiło się o plan w takiej perspektywie.

Bo było trudno, skoro miał już trzykrotnie zerwane więzadła krzyżowe.
– A ja uważam, że za mało w jego dotychczasowym otoczeniu zwracano uwagę na fizjologię i biomechanikę. Obecnie już dwa razy miał przeprowadzane badania indywidualne w Instytucie Sportu. To, co jest jego wielkim atutem, czyli szybkość, moc, siła, skoczność, jest dużym zagrożeniem dla jego zdrowia. Zwłaszcza że Przybecki to zawodnik, który nie umie pracować na 80 procent. On zawsze daje z siebie maksa, a nawet 120 procent, co sprawia, że nie ma sobie równych w naszej lidze, a myślę, że motorycznie to czołówka światowa.

Wszołek i Teodorczyk to byli w pańskiej prognozie kandydaci na reprezentantów Polski, która bardzo szybko się potwierdziła. A jak jest z Przybeckim?
– Taki potencjał motoryczny, jaki natura dała Miłoszowi, zdarza się raz na 50 lat! Odkąd mam wgląd w wyniki badań piłkarzy, czyli od mniej więcej dekady, nie widziałem nikogo, kto choć zbliżyłby się do jego osiągów. Wynik 3,73 sekundy na 30 metrów to jest niesamowita sprawa. Kolejni najszybsi ligowcy są o blisko 0,3 sekundy wolniejsi na tym odcinku. Do tego dochodzi fakt, że Przybecki jest naprawdę dobrze wyszkolony technicznie, co jeszcze pokaże. Potencjał ewidentnie predestynuje tego zawodnika do gry w reprezentacji, ale jestem daleki od ferowania wyroków. Do wszystkiego dochodzi jeszcze głowa, która w rozwoju i dojrzewaniu piłkarza bywa najważniejsza. Oby nadążyła za nogami w przypadku Miłosza.

Czy zespół zakapiorów i trener intelektualista mogą stworzyć udany związek?
– Dziękuję za komplement, ale prawda jest taka, że zespół też nie może być pozbawiony pierwiastka intelektualnego. Drużyna nie może składać się wyłącznie z głupków, gladiatorów, musi być zbilansowana i proporcjonalnie ułożona. Muszą być w niej piłkarze, którzy robią grę, ale i tacy, którzy pilnują taktyki i czyszczą od tyłu. Czasami trzeba też zespół podwyższyć, bywa, że kosztem lepiej wyszkolonych zawodników. Znalezienie się w życiu zawodowym i osobistym, właściwy balans między pracą i odpoczynkiem, to największa sztuka. Chińczycy twierdzą, że metodą na zdrowie jest umiar we wszystkich dziedzinach życia. Ta prawidłowość znajduje zastosowanie również w piłce. Przecież nawet atakując, nie można zapominać o obronie. I na odwrót.

Rozmawiał Adam Godlewski

Wywiad został przeprowadzony 13.03.2013 r.
opublikowany w tygodniku PN nr  12/2013
fot. Polonia Warszawa

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 39/2026

Nr 39/2026

Polska Ekstraklasa

Haditaghi reaguje na aferę Siemieńca. Broni sędziego i wskazuje winowajcę

Właściciel Pogoni Szczecin odniósł się do afery z udziałem Adriana Siemieńca i sędziów. Alex Haditaghi nie zgadza się z wysokością wymierzonych kar. Działacz wskazuje głównego winnego i mówi o cofaniu się polskiej piłki.

2026.03.16 Szczecin
pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026
Pogon Szczecin - Korona Kielce
N/z Alex Haditaghi
Foto Kasia Dzierzynska / PressFocus

2026.03.16 Szczecin
Football - Polish PKO Ekstraklasa season 2025/2026
Pogon Szczecin - Korona Kielce
Alex Haditaghi
Credit: Kasia Dzierzynska / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Zawieszony sędzia Ekstraklasy z mocnym oświadczeniem! „Ubolewam nad tym”

Arkadiusz Kamil Wójcik przerwał milczenie! Ostra odpowiedź arbitra na dwuletnie zawieszenie.

2026.02.20 Gliwice
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026
Piast Gliwice - Motor Lublin
N/z Arkadiusz Kamil Wojcik
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2026.02.20 Gliwice
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2025/2026
Piast Gliwice - Motor Lublin
Arkadiusz Kamil Wojcik
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Jagiellonia reaguje na karę dla Siemieńca. Jest oficjalne oświadczenie

Jagiellonia Białystok wydała oficjalne oświadczenie po decyzji Komisji Ligi w sprawie Adriana Siemieńca.

2026.04.04 Bialystok Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2025/2026 Mecz 27. kolejki rozgrywek Jagiellonia Bialystok (zolto-czerwone) - Lech Poznan N/z koniec meczu (L-P) Taras Romanczuk Bartlomiej Wdowik Bartosz Mazurek Foto Michal Kosc / PressFocus 
2026.04.04 Bialystok Football Polish PKO Ekstraklasa season 2025/2026 Jagiellonia Bialystok - Lech Poznan Credit Michal Kosc / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Które mecze opuści Adrian Siemieniec? To wtedy zakończy się jego kara

Adrian Siemieniec został ukarany przez Komisję Ligi karą banicji na sześć meczów Ekstraklasy. W których meczach Jaga będzie musiała radzić sobie bez swojego trenera?

2026.07.25 Bialystok Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2026/2027 Mecz 1. kolejki rozgrywek Jagiellonia Bialystok (zolto-czerwone) - Korona Kielce N/z Adrian Siemieniec trener Jagiellonii Bialystok Foto Michal Kosc / PressFocus 
2026.07.25 Bialystok Football Polish PKO Ekstraklasa season 2026/2027 Jagiellonia Bialystok - Korona Kielce Credit Michal Kosc / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

PILNE! Komisja Ligi ukarała Adriana Siemieńca!

Komisja Ligi ukarała trenera Jagiellonii Białystok. Przypomnijmy, że w maju Adrian Siemieniec kontaktował się z sędziami meczu, co zgodnie z regulaminem jest zakazane.

2026.09.06 Bialystok Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2026/2027 Mecz 7. kolejki rozgrywek Jagiellonia Bialystok (zolto-czerwone) - Slask Wroclaw N/z Adrian Siemieniec trener Jagiellonii Bialystok szkoleniowiec coach Foto Michal Kosc / PressFocus 
2026.09.06 Bialystok Bialystok Football Polish PKO Ekstraklasa season 2026/2027 Jagiellonia Bialystok - Slask Wroclaw Credit Michal Kosc / PressFocus
Czytaj więcej