Maciej Rybus nie
dokończył meczu z Rubinem w Kazaniu, w którym najpierw zmarnował rzut karny, a
chwilę później strzelił zwycięskiego gola. Uraz na szczęście nie okazał się
poważny i pewniak do gry na lewej obronie reprezentacji Polski podczas Euro
2016 po szybkiej rehabilitacji wrócił do gry. To dobrze, bo przed wylotem na
turniej do Francji ma jeszcze kilka spraw do załatwienia. Na boisku i poza
placem gry.
ROZMAWIAŁ ADAM GODLEWSKI
Jak twoje zdrowie?
Dziękuję, dobrze. W
meczu z Rubinem złapał mnie silny skurcz, który uniemożliwił dokończenie meczu.
W tygodniu lekko rehabilitowałem mięśnie, ale od czwartku ponownie normalnie
trenowałem z zespołem – wyjaśnił Rybus na początku rozmowy.
W rozgrywkach
rosyjskiej ekstraklasy zdobyłeś osiem goli. Idziesz na króla strzelców Premier
Ligi?
Nawet o tym nie
myślałem. Zresztą pierwszy raz muszę zmierzyć się z takim pytaniem, więc
powinienem się lekko zastanowić. Żartuję. Oczywiście nie idę, mam zbyt dużą
stratę do ścisłej czołówki snajperów, żeby to odrobić na dystansie pięciu
kolejek. Inna sprawa, że nigdy wcześniej nie miałem tak udanego sezonu pod
względem skuteczności. Ten jest najlepszy w karierze, mam nawet szansę zrobić
dwucyfrówkę. Postaram się zatem poprawić statystyki.
Zakrawa to na lekki
paradoks – im jesteś ustawiany dalej od bramki przeciwnika, tym strzelasz
więcej bramek. Czujesz się już w pełni przekwalifikowanym bocznym obrońcą?
Gdybym dokładnie
policzył, to pewnie wyszłoby, że moje występy na skrzydle w pomocy i na boku
defensywy rozłożyły się dokładnie pół na pół w tym sezonie. A raz, w meczu
pucharowym z pierwszoligowym, zagrałem nawet na pozycji wysuniętego napastnika.
No i na dziewiątce też się sprawdziłem, bo potem w lidze z Krasnodarem ponownie
dostałem szansę w ataku. W sumie nie sprawia mi to wielkiej różnicy, gdzie
konkretnie jestem ustawiany. Pewnie, grając w obronie muszę poświęcać więcej
uwagi grze defensywnej, ale są również możliwości, aby nawet w takiej sytuacji
atakować, strzelać bramki i asystować. Dlatego nigdy nie wybrzydzam po
ogłoszeniu składu, gra na każdej pozycji sprawia mi jednakową radość. Występuję
tam, gdzie widzi mnie trener i potrzebuje zespół.
Pod względem asyst
twój dorobek nie jest tak dobry jak strzelecki. Dotąd w ligowym sezonie
zanotowałeś tylko jedną…
…tak podają niektóre
źródła. Ale wedle innych mam dwie, i osobiście skłaniam się właśnie do tej
wersji. Na początku sezonu była sytuacja, w której dośrodkowywałem piłkę do
kolegi, który miał problem z opanowaniem podania, ale ostatecznie zdobył
bramkę, więc zapis w statystykach po prostu mi się należy. A mówiąc zupełnie
poważnie, to drugorzędna sprawa. W ubiegłym sezonie miałem więcej asyst niż
goli, teraz jest odwrotnie. I dobrze, bo wiadomo, że bramki każdego cieszą
najbardziej.
Fakt, że to Rybus
wykonuje rzuty karne w Tereku świadczy o twojej mocnej pozycji w zespole, wręcz
statusie gwiazdy?
To stało się nagle,
kiedy Mauricio odszedł z Tereka do Zenitu. A właściwie to… sam się wyznaczyłem,
bo trener zapomniał wskazać nowego egzekutora. Kiedy dostaliśmy pierwszą
jedenastkę po odejściu Brazylijczyka, po prostu wziąłem piłkę i ustawiłem na
wapnie. Szkoda, że w ostatnim meczu z Rubinem trochę z karnym mi nie poszło, bo
trener powiedział po meczu – co prawda w żartach, ale zawsze – żebym więcej nie
rwał się do jedenastek. Jeśli jednak nie potwierdzi tego w poważnej rozmowie,
to na pewno ponownie podejdę do piłki, jeśli oczywiście będę czuł się na
siłach. A nie widzę powodu, abym się nie czuł.
Upiekło ci się tylko
dlatego, że szybko zrehabilitowałeś się za tę zmarnowaną jedenastkę?
Trener Raszid
Rachimow, oczywiście poza meczami i treningami, kiedy odbywa się poważna
robota, którą bardzo przeżywa, jest niezwykle wyluzowany. Inna sprawa, że gdy
dwie albo trzy minuty po zmarnowanym karnym zdobyłem gola, który na dodatek
okazał się zwycięski, to dobrze podziałało na moją głowę. Wiadomo, kiedy
marnujesz jedenastkę, trudno o tym zapomnieć, wyczyścić myśli. Wraca to, że
można stać się antybohaterem. Na szczęście szybko strzeliłem bramkę, a
najważniejsze, że dowieźliśmy korzystny wynik do końca.
Żegnasz się po tej
rundzie z Terekiem?
Nie ma co ukrywać, że
mam właśnie takie plany. Nie mogę tego powiedzieć jeszcze na sto procent, ale
właściwie już postanowiłem, że po ponad czterech latach opuszczę klub z
Groznego. Dlatego cieszę się, że szanują moją decyzję i rozumieją, a nie…
…wysyłają do Klubu
Kokosa, jak to bywa w Polsce.
No właśnie to
chciałem powiedzieć. U nas bywa tak, że piłkarz jest przesuwany do drugiego
zespołu, ewentualnie organizuje mu się treningi indywidualne wcześnie rano. W
Tereku mam natomiast możliwość grania w każdym meczu, właściwie wszyscy chcą,
abym występował do końca sezonu. Wszyscy, czyli kibice, trener, prezesi i
właściciele klubu. Przy takim podejściu mogę właściwie przygotować się do
startu w finałach mistrzostw Europy. W przeciwnym wypadku miałbym problem. I to
poważny.
Tak traktowani są
wszyscy piłkarze w klubie, czy ty zapracowałeś sobie na szczególną pozycję w
klubie?
Kilku kolegom też
kończą się kontrakty, ale nikt ich donikąd karnie nie zsyłał. Jeden wraz ze mną
gra w wyjściowym składzie, inni wchodzą z ławki, wszystko zależy od klasy i
aktualnej formy. Tu nikt nie posadzi na ławce zawodnika tylko dlatego, że
kończy mu się kontrakt. Wszystko musi odbywać się z korzyścią dla klubu, który
walczy o udział w pucharach, trener nie może dopuścić, żeby ci piłkarze, którzy
stanowią o sile drużyny nie grali. Przed nami jest silna, pięciozespołowa
grupa, która do przodu idzie równo, w sumie siedem drużyn walczy o miejsca
gwarantujące start w Europie. Więc trzeba się wysilać na maksa. Terek dotąd
tylko raz grał w pucharach, więc drugi w historii awans byłby wielką sprawą dla
klubu. A dla mnie – miłym pożegnaniem.
W Tereku grasz już
dłużej niż w pierwszym zespole Legii. To teraz twój drugi dom?
Legię mam w sercu na
zawsze. Przy Łazienkowskiej stawiałem pierwsze kroki w poważnej piłce, kibicuję
– i zawsze tak będzie – warszawskiemu klubowi. A w Tereku trochę się
zasiedziałem. Przychodząc tu miałem inne plany, pograć dwa sezony i wypromować
się do silniejszego klubu, ale życie napisało inny scenariusz. Miałem dwie
poważne kontuzje stawu skokowego, które mnie zblokowały, ale teraz wszystko
jest już na dobrej drodze, żebym przeprowadził się do silniejszego klubu i mógł
dalej się rozwijać.
Już raz mogłeś się
przenieść, do Dynama Moskwa, ale właśnie jeden ze wspomnianych urazów stanął na
przeszkodzie. Transfer był właściwie przygotowany.
Czy transfer był
przygotowany to nie wiem, ale na pewno Dynamo, które prowadził Stanisław
Czerczesow interesowało się mną. Były szkoleniowiec Tereka chciał mnie, nawet
bardzo, ale niestety, przeprowadzka wówczas okazała się niemożliwa. W sumie
tego jednak nie żałuję, bo wychodzę z założenia, że niczego nie ma sensu w
życiu żałować.
Zostaniesz w Rosji,
czy zmienisz kraj?
Chcę wrócić do
Europy. OK., wiem, że Rosja geograficznie przynależy do Starego Kontynentu, ale
oni sami tu mówią: wy tam w Europie to albo tamto. Kiedyś więc nawet zapytałem,
skąd bierze się takie podejście. Usłyszałem, że oni są Ruscy i mają swój świat,
traktują się, jakby żyli na zupełnie osobnym kontynencie. Ciągnie mnie na
Zachód, do mocniejszej ligi. Jest spore zainteresowanie, z kilku krajów. Z niektórych
bardzo konkretne, z innych mniej, ale na tyle poważne, że jest spora szansa, że
jeszcze przed finałami Euro 2016 podpiszę nowy kontrakt. Po to, żeby ze
spokojną głową polecieć na turniej do Francji i skupić się tylko na występie w
mistrzostwach Europy.
Jakiego języka uczysz
się teraz pilnie? Pytam, ponieważ to może być istotna wskazówka, który kierunek
zamierzasz wybrać.
Na tym etapie
musiałbym się uczyć przynajmniej trzech, więc na razie edukacji jeszcze nie
rozpocząłem. Jak tylko podejmę decyzję, natychmiast usiądę do nauki. Na razie
jest mały kociołek, a ja chcę skoncentrować się wyłącznie na jak najlepszym
dokończeniu sezonu i budowaniu formy pod kątem występu na Euro. Na dziś to jest
kwestia, na której skupiam się w stu procentach, czas na myślenie o nowym
pracodawcy przyjdzie nieco później.
Mówisz, że się
zasiedziałeś w Groznym, ale to nie był czas stracony. Goli strzeliłeś dla
Tereka więcej niż dla Legii i w ogóle jako piłkarz bardzo się rozwinąłeś.
Fakt, wiele się tu
nauczyłem i stałem się lepszym zawodnikiem niż byłem przyjeżdżając z Legii. A
przede wszystkim – teraz jestem bardziej wszechstronny. Zacząłem grać na
pozycji lewego obrońcy, co stanowiło nie tylko nowe doświadczenie, ale też
najprawdopodobniej w ten sposób została wyznaczona moja pozycja na boisku na
lata. Zarówno w reprezentacji, ale też w klubie, bo zespoły, które interesują
się zatrudnieniem mnie, postrzegają mnie głównie właśnie jako bocznego
defensora. Zatem nie mam wątpliwości, że doświadczenia z Tereka mam wyłącznie
pozytywne i dłuższy niż początkowo zakładałem pobyt w Groznym wyjdzie mi tylko
na zdrowie.
Nie tylko pod
względem sportowym nie straciłeś. Finansowo także dobrze trafiłeś. Już zresztą
na początku dostałeś mercedesa jako ekstra premię od prezydenta klubu.
Pod względem
finansowym także trafiłem bardzo dobrze, nie mam prawa narzekać. Pensje w
Tereku były zawsze wypłacane terminowo, nigdy nie doświadczyłem obsuwki, która
sięgnęłaby tygodnia. Z premiami było podobnie, choć były uzależnione od tego,
czy graliśmy u siebie ze słabszym rywalem, czy na wyjeździe z silnym
przeciwnikiem. W tym drugim przypadku, w zależności od nastroju prezesa lub
prezydenta, zdarzały się w podwójnej, potrójnej, a nawet poczwórnej wysokości w
stosunku do tego, co mieliśmy zapisane w kontraktach. Zatem pod tym względem
trafiłem nawet znakomicie.
Zdarzyło się, że ktoś
zabrał albo okroił wasze premie?
Nigdy! Właściciel
Tereka jest bardzo hojny, lubi piłkę nożną, ceni futbol jako rozrywkę dla wielu
ludzi. Z tego co się orientuję, klub z Groznego, po znacznym spadku notowań
rubla spowodowanych sytuacją polityczną, to jeden z najbardziej stabilnych
pracodawców w Premier Lidze. W przypadku kontraktów zawartych w dolarach czy
euro, kluby stanęły przed koniecznością wypłacania należności dwu-, a nawet trzykrotnie
wyższych w rosyjskiej walucie. A to był ogromny finansowy wysiłek.
A ile samochodów
dostałeś w formie premii?
Tylko jeden na
początku, kiedy strzeliłem dwie bramki Dynamu w Moskwie w swoje urodziny. Na
drugi mogłem skusić się niedawno, już w obecnej rundzie, choć nie wiem, czy to
była poważna propozycja. Znów w Moskwie, ale tym razem po meczu z Lokomotiwem,
gdzie też strzeliłem dwa gole i wygraliśmy, prezes zaoferował mi nowe auto,
znów mercedesa, ale w zamian za podpis pod nowym kontraktem. Rzucił taki pomysł
w szatni, przy całej drużynie, więc odebrałem to jako żart i również dowcipnie
odpowiedziałem. Nie mam jednak wątpliwości, że gdybym zgodził się na nową
umowę, to coś konkretnego dostałbym w zamian.
Mam rozumieć, że
poruszasz się po czeczeńskich drogach kilkuletnim mercedesem?
A skąd, już go
sprzedałem! Zresztą trochę już czasu minęło, odkąd za dobrą cenę auto wziął ode
mnie kierownik klubu. Stwierdziłem, że niepotrzebny mi samochód. Mieszkaliśmy w
Kisłowodzku, a tam drogi nie są najlepsze, więc szkoda było rozbijać na nich
tak dobre auto. Nie będę oszukiwał, niewiele było do oglądania w tamtym
rejonie, więc jeździłem głównie z domu do bazy, zatem przebieg w mercedesie
miałem taki, jakbym przed chwilą wyjechał z salonu.
Po przeprowadzce do
Groznego, gdzie zawodnicy Tereka urzędują już od jesieni, mógłby się przydać?
Nie sądzę. Wokół
drużyny kręci się wiele osób, które lubią futbol i są współpracownikami
prezydenta, więc kiedy potrzebuję auto, wykonuję tylko telefon i po kwadransie
samochód mam podstawiony.
Z szoferem, czy
musisz sam prowadzić?
Bez kierowcy, jeśli
potrzebuję, prowadzę sam. Tyle że to incydentalne historie, bo tak jak
większość zawodników mieszkam w bazie w Groznym, gdzie podstawiają nam autokar
i w dziesięć, maksimum piętnaście minut jesteśmy przewożeni na trening. Z
powrotem oczywiście też.
Nie nudzi ci się w
Groznym bez narzeczonej?
Nie jest to
najłatwiejsza sytuacja, dlatego zawsze, kiedy tylko nadarza się możliwość
wracam do Warszawy. Po ostatnim meczu z Rubinem także na dwa dni wpadłem do
Polski. W Czeczenii wiodę spokojne życie, bez żadnych fajerwerków. No i bez
pokus. Owszem, brakuje tu mojej dziewczyny i znajomych, ale przez te kilka
tygodni pozostałych do końca kontraktu na pewno dam sobie w Groznym radę.
Miejscowi muzułmanie
są ortodoksyjni?
Podchodzą w sposób
poważny, czasami bardzo zasadniczy do swojej religii. Obowiązuje zakaz
wychodzenia na ulicę w krótkich spodenkach, kobiety mają przesłonięte twarze,
alkoholu nie ma w restauracjach i większości sklepów.
Jeśli masz ochotę na
piwko, to musisz sobie przywieźć z Polski?
Jak się ma dobre
kontakty to można zaopatrzyć się też w Groznym w taki asortyment. Niedawno
otworzono supermarket, w którym alkohol jest sprzedawany od godziny ósmej do
dziesiątej rano. Naturalnie, specjalnie dobrane są tak niewygodne pory, aby jak
najmniej ludzi sięgało po procentowe napoje, ale generalnie obostrzenia są
znacznie mniejsze niż na przykład – jak słyszałem – w Arabii Saudyjskiej. Kar
cielesnych ani więzienia za spożycie alkoholu nikt nie wymierza, więc
generalnie – da się tu żyć.
Słyszę, że mam do
czynienia z zupełnie innym Maćkiem niż ten, który wyjeżdżał z Polski. Zwłaszcza
na początku pobytu w pierwszym zespole Legii często można było znaleźć twoje
imprezowe zdjęcia w bulwarówkach.
Trochę tego
rzeczywiście się nazbierało, młody byłem, nie do końca jeszcze wówczas zdawałem
sobie sprawę, jak szybko można zaprzepaścić taką szansę, jaką dostałem od
życia. Zachłysnąłem się Warszawą, popularnością, i zapłaciłem frycowe. Dziś
jestem starszy, lepiej poznałem życie, mam większą świadomość, co chcę osiągnąć
w karierze. Głupoty już mi nie w głowie. Oczywiście, od czasu do czasu można
się zabawić, bo wszystko jest dla ludzi, ale trzeba znać umiar. Tyle że w
Czeczenii nie ma takich możliwości i… może właśnie dobrze, że nie ma.
A nie jest trochę
tak, że byłeś strasznym pechowcem. Nawet jak zapaliłeś papierosa, następnego
dnia fotka jak puszczasz dymka trafiała do gazety.
Nie da się ukryć –
byłem ulubieńcem paparazzich. Naprawdę nie wychodziłem tak często na miasto, a
zwłaszcza do klubów, jak niektórzy – szczególnie starsi – koledzy z Legii, ale
to głównie ja byłem łapany na gorących uczynkach. A później miałem
nieprzyjemnie rozmowy z trenerami, także z rodzicami. Generalnie sporo się
wstydu najadłem na własne życzenie.
Do incydentu na
Wiertniczej jeszcze wracasz na przykład w rozmowach z Arielem Borysiukiem,
kiedy się spotykacie na zgrupowaniach kadry? Jest teraz z tego trochę śmiechu?
E tam, nawet już o
tym nie rozmawiamy, wszyscy wymazaliśmy ten incydent z pamięci. Nie ma zresztą
do czego wracać. To była głupota, wielki błąd. I tyle.
Do finałów Euro 2012
na pewno za to wracasz. Miałeś być jedną z kluczowych postaci w biało-czerwonej
drużynie, a stało się inaczej. Masz o to żal do ówczesnego selekcjonera
Franciszka Smudy?
Mistrzostw w Polsce
na pewno nigdy nie zapomnę, to było takie wydarzenie, do którego zawsze będzie
się wracać. A żalu do trenera nie zachowałem. Pretensje mogę mieć tylko do
siebie, przecież selekcjoner na mnie postawił w pierwszym meczu turnieju. W
grach kontrolnych przed Euro 2012 spisywałem się naprawdę dobrze, ale w
spotkaniu z Grecją zupełnie tego nie potwierdziłem. Potem już się nie
podniosłem z ławki, ale trener miał prawo tak mnie potraktować. Smudę będę
jednak wspominał dobrze, to przecież on umożliwił mi debiut w kadrze i podczas
jego kadencji strzeliłem swojego pierwszego gola dla Polski.
Dlaczego mistrzostwa
Europy sprzed czterech lat były nieudane – Nie tylko dla ciebie, ale i całej
drużyny? Przed turniejem trenowaliście niewłaściwie, skoro później nie
prezentowaliście się pod względem fizycznym jak należy?
Wydaje mi się, że
pierwsza połówka meczu z Grecją pokazała, że z naszą motoryką było wszystko w
porządku. Graliśmy bardzo dobrze, na wysokiej intensywności, naprawdę wszystko
wyglądało obiecująco. Dopiero w drugiej części, kiedy przez jakiś czas mieliśmy
jednego zawodnika więcej na boisku od rywala coś się zacięło. I nie
potrafiliśmy wygrać, choć powinniśmy. Może za szybko uwierzyliśmy, że jest już
po meczu? Potem też fizycznie wszystko wyglądało raczej w porządku, za to
bałagan pojawił się w naszych głowach. Tak to w każdym razie zapamiętałem.
Balon był napompowany do mega rozmiarów, i nie udało się, niestety, udźwignąć
naprawdę wielkiej presji. Balon pękł boleśnie, choć do końca wszystko mieliśmy
we własnych nogach. Gdyby w ostatnim meczu grupowym udało się pokonać Czechów,
wspomnienia byłyby znacznie przyjemniejsze. Doświadczenia zdobyte na tamtych
mistrzostwach Europy powinny jednak teraz zaprocentować. Owszem, są przykre,
ale wiemy już jak smakuje wielki turniej i nic nie powinno nas podczas finałów
Euro 2016 zaskoczyć.
Dziś reprezentacja
Polski jest silniejsza niż cztery lata temu?
Nawet o wiele.
Wykładnikiem dobrej zmiany są mecze eliminacyjne rozgrywane przez poprzednie
dwa lata, które pozwoliły ukształtować tę drużynę. Przed Euro 2012 zabrakło
takiej zaprawy w boju, właśnie meczów o stawkę, mieliśmy tylko spotkania
towarzyskie, które nie były specjalnie miarodajne. Nie nauczyliśmy się wygrywać
pod presją. Teraz już to umiemy, ale oczywiście nie bez znaczenia jest, że
bardzo wielu zawodników z obecnej reprezentacji gra w cenionych zagranicznych
klubach. A przede wszystkim – że trener Adam Nawałka potrafił od nowa poukładać
drużynę i płynnie wprowadzić do niej młodych zawodników.
Zdaniem wielu znawców
tematu, choćby prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka, plan minimum to wyjście z grupy.
Masz podobne zdanie?
Przy systemie, w
którym z grupy wychodzą nawet trzy zespoły, awans do drugiej rundy to nasz
obowiązek. Inaczej w ogóle nie można podchodzić do tego tematu przed wyjazdem
do Francji.
Ruud Gullit
powiedział niedawno, że jeśli miałby wskazać potencjalnego czarnego konia Euro
2016 to postawiłby na Polskę. Odbierasz te słowa jako niepotrzebne pompowanie
balona?
Nie, przecież wcale
nie tak dawno, bo raptem 12 lat temu, Grecja wcale niewskazywana wśród
faworytów mistrzostw Europy wygrała turniej. Dlatego nie można wykluczyć, że
teraz także jakiś zespół sprawi potentatom psikusa. Miłe, że tak wielkie
postacie ze świata futbolu widzą w takiej roli reprezentację Polski, ale nie ma
sensu niezdrowo się tym podniecać, bo i tak wszystko trzeba będzie potwierdzić
na boisku. A przed startem najlepiej skupić się wyłącznie na fazie grupowej i
za daleko nie wybiegać w przyszłość. Nie ma się czego bać, każdy z nas jest
świadom, jaki ma potencjał i jakim potencjałem dysponuje cała drużyna. Trener
Nawałka nauczył nas pewności siebie, ale też sprawił, że gramy jak na drużynę z
prawdziwego zdarzenia przystało. I tak się też zachowujemy.
Masz jeszcze kontakt
z Czerczesowem?
Przez telefon nie
rozmawiamy, ale byłem kilka razy na Łazienkowskiej, także w jego gabinecie.
Fajnie pogadaliśmy, bo to bardzo otwarty i serdeczny człowiek. Odkąd został
trenerem w Warszawie lubię oglądać nie tylko mecze Legii, ale i konferencje
prasowe z jego udziałem, które nigdy nie są nudne.
Ostry był jako
szkoleniowiec w Tereku?
Nawet bardzo.
Treningi w klubie z Groznego były u niego o wiele mocniejsze niż te, które
aplikował legionistom w tym roku na Malcie. Trenowaliśmy tam obok siebie, więc
mogę ocenić obiektywnie. W Tereku zajęcia podczas jego kadencji były dłuższe i
jeszcze bardziej intensywne, pamiętam, że podczas pierwszego obozu bardzo wiele
nieprzyjemnych słów pod adresem Czerczesowa miotałem pod nosem. Naprawdę nakląłem
się wtedy jak nigdy wcześniej. Dopiero potem doceniłem tę robotę, kiedy
poczułem jakie efekty przyniosła w trakcie rozgrywek. Legia też zresztą nie
może narzekać na przygotowanie, sądząc po formie, jaką zaprezentowała w
spotkaniu z Cracovią, które wygrała wysoko i bez problemu.
A która Legia grała
ładniejszą piłkę – ta z tobą w składzie, czy obecna kierowana przez
Czerczesowa?
Fajniejszy, to znaczy
bardziej kombinacyjny futbol kreowali tacy piłkarze jak Danijel Ljuboja, Miro
Radović, czy Rafał Wolski. Za moich czasów styl drużyny był ładniejszy dla oka,
choć to oczywiście nie oznacza, że był także bardziej skuteczny.
Zbigniew Boniek optymistą przed finałem ze Szwecją. „Jesteśmy lepszą drużyną”
We wtorek reprezentację Polski czeka wielki, ostateczny bój o udział w mistrzostwach świata. Zbigniew Boniek podkreśla, że Polacy są lepszą drużyną od Szwecji.
Lewy znów przejdzie do historii? Potrzebny jeden gol
Robert Lewandowski może we wtorek samodzielnie awansować na 5. miejsce wśród najlepszych strzelców reprezentacji w historii. Potrzebuje do tego tylko gola w spotkaniu ze Szwecją.
EURO U-19 nie dla Polaków. Zdecydowała porażka z Anglikami
Reprezentacja Polski do lat 19 nie zagra na młodzieżowym EURO. Biało-czerwoni nie zdołali sprawić sensacji, odwracając trudne położenie w grupie eliminacyjnej.